56 obserwujących
517 notek
768k odsłon
  994   2

Zabić śmierć

domena publiczna
domena publiczna

     Nowoczesnej cywilizacji udało się prawie „zabić śmierć”. Nikt już nie pamięta o haśle „Memento Mori”. Zachowujemy się tak, jakby życie trwało wiecznie, snując i realizując różne plany nie bierzemy pod uwagę nieuchronności śmierci. Panuje niepodzielnie afirmacja życia. Komercyjny świat oferuje przecież „dla każdego coś miłego” – dla młodych ciągły postęp, poprawę warunków egzystencji – dla starszych nieco już przebrzmiałe mrzonki „emerytury na Karaibach”, ewentualnie miejsce w komfortowym domu „spokojnej starości”. Dzięki postępowi medycyny „wypchnęliśmy” śmierć z domu i tym samym z naszego codziennego życia. Jakże mądre były słowy umierającego Św. Jana Pawła II „Pozwólcie mi odejść do domu Ojca”. Najbliższa mi osoba, która obecnie choruje terminalnie na nieuleczalną chorobę i jest niewierząca powiedziała „Cóż - będzie tak, jak było przed moim urodzeniem”…

    A jednak nawet ludzie głęboko wierzący boją się śmierci, pomimo słów Jezusa do „Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki”. Wiara oferuje więc zmartwychwstanie (jednak nie natychmiastowe wskrzeszenie, jak w przypadku Łazarza) – a zatem nadzieję na rozpoczęcie nowego, choć innego życia. Z wiarą się nie dyskutuje – albo się ją ma, albo nie i nie o tym ma być ta notka. 

    Nasza cywilizacja jednak dość skutecznie starała się zamilczeć pojęcie indywidualnej śmierci. Śmierć stała się „daną statystyczną”. Media (zwane kiedyś „publikatorami”) podają informacje o liczbie zgonów w wyniku pandemii (i innych chorób), liczbie ofiar wypadków drogowych itp. Większość społeczeństwa traktuje te dane podobnie, jak aktualne notowania giełdowe. Nikt nie chce zauważać napisów pojawiających się pod niektórymi zegarami „Jedna z tych godzin będzie Twą ostatnią”. Tak naprawdę to nikt nie chce brać pod uwagę nieuchronności swojej śmierci lub śmierci osób najbliższych. Postęp medycyny spowodował, że śmierć stała się bezosobowa, ukryto ją za szpitalnymi parawanami. Efektywna opieka domowa w przypadku wielu chorób jest w praktyce niemożliwa wymaga bowiem specjalizowanego sprzętu, a przede wszystkim kilku osób pracujących „na zmiany”. Dodatkowo w okresie pandemii niemożliwe się stały się jakiekolwiek bliższe kontakty z umierającymi, choć personel medyczny stara się jak może aby w miarę możliwości przekazywać informacje pomiędzy bliskimi i pacjentami – choćby w formie krótkich listów, które jednak nie zastąpią osobistego kontaktu z chorym terminalnie. Nikt takich potrzeb nie brał pod uwagę – ma wystarczać kontakt przez okno niemożliwy oczywiście dla osób przykutych chorobą do łóżka.

    Używane powszechnie określenie „cywilizacja śmierci” nie jest więc prawdziwe. Nasza obecna cywilizacja nie chce zauważać starzenia się i śmierci. To kłopotliwe sprawy. Gonimy za własnymi sprawami (głównie finansowymi), potrzebami, poprawą życia oraz za przyjemnościami. Liczy się dziś, tu i teraz – nieuchronnego zbliżania się zmierzchu i końca (przynajmniej „spraw ziemskich”) nie chcemy zauważać i brać pod uwagę. Młodzi ludzie bawiąc się w tłumie na ulicach lub co gorsza na organizowanych nielegalnie imprezach nie zważają, że mogą się za kilka dni mogą umierać w samotności szpitalu pod respiratorem. Zachęcani agresywną reklamą biorą kolejny kredyt „na 30 lat” i w większości nie biorą uwagę, że będą go spłacać jeszcze mając 60 lat lub więcej. Nie biorą też pod uwagę zagrożeń zewnętrznych często generowanych przez „zawodowych macherów od losu”, o czym wielu się także dziś przekonało. Mam na myśli oczywiście „frankowiczów”, ale także inwestorów „AmberGold” czy „GetBack”. Na oszczędności zwykłych ludzi wielu ma chrapkę – dostęp choćby do ich części może zapewnić „elitom” wygodne i dostatnie życie. A możliwości zarobkowe 40 latka i 60 latka mogą być (i najczęściej są) różne. Agresywna propaganda gromadzenia własnego kapitału też dla większości łatwo może okazać się mrzonką taką samą, jak przysłowiowe „emerytury pod palmami”. Mam jeszcze w domu papiery przedwojennych obligacji (w złocie!). I dokładnie – mają one tylko wartość papieru (no, może kolekcjonerską)! Moja rodzina kilkakrotnie przekonała się, że własność błyskawicznie może stać się mrzonką sprzedając za bezcen co się dało i uciekając we wrześniu 1939 z Wołynia. Przeżyli, ale musieli (kilkakrotnie) zaczynać wszystko od początku. Na tym świecie jedynie śmierć jest pewna – dotyka jednakowo wszystkich niezależnie od pozycji społecznej i posiadanego majątku. Ale nie chcemy jej brać pod uwagę.

    Nie bez znaczenia jest postęp społeczny i techniczny. Dziś starsi ludzie już nie pełnią dawnej roli przewodników w grupach rodzinnych czy nieformalnych, nie tworzą „rad starszych”, bo po prostu w szybko zmieniającym się społeczeństwie nie są w stanie pełnić takiej roli. Nawet jeśli sprawnie poruszają się w świcie Internetu i smartfonów ich doświadczenie życiowe nie ma żadnego znaczenia – po prostu żyli w innej epoce.. Zresztą zarówno starość, jak i śmierć są po prostu „nieestetyczne”. Lepiej więc ich nie zauważać i żyć chwilą. Jednak „nie znamy dnia ani godziny”. Życie może się skończyć w ciągu kilku sekund na przykład w wyniku wypadku, ale również może nas zaatakować trwająca miesiące lub nawet lata nieuleczalna choroba (tak, jest jeszcze sporo takich). Wówczas wszelkie nasze plany tracą znaczenie. A recepta jest dość stara i prosta zawarta w sentencji patrona internetu i informatyków Św.Izydora (żył w latach 560-636) z Sewilli (przypisywanej także Mahatmie Gandhi):

„Ucz się, jak gdybyś miał żyć wiecznie, żyj – jak gdybyś miał umrzeć jutro”


Lubię to! Skomentuj48 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo