61 obserwujących
532 notki
784k odsłony
  183   1

Reminiscencje nie tylko wrześniowe

    Znów jak co roku nadeszła rocznica wybuchu II Wojny Światowej – zrozumiały jest więc wysyp notek na ten temat również na „Salonie24”. Notki dotyczące historii alternatywnej pominę, ale wiele opinii zasługuje niewątpliwie na uwagę. 

    Nie cieszący się zbyt dużą popularnością bloger @Ulisses Aldrovandi https://www.salon24.pl/u/aldrovandi/ zamieścił dwie interesujące notki – w jednej z nich przypomina, że w 1939 Polska została zaatakowana przez kilka państw ościennych prawie równocześnie (w kolejności):

1. Niemcy (oraz Wolne Miasto Gdańsk i Austria)

2. Legion Ukraiński OUN

3. Słowacja

4. Sowieci

5. Litwa (popierana przez Sowietów).

    W innej notce ten sam bloger przypomina umowę polsko-rumuńską, która rzekomo gwarantowała wolne przejście do Francji, jednak Rumunia (która posiadała również pakt z Niemcami) postawiła warunek, że przejechać mogą jedynie osoby prywatne nie prowadzące żadnej działalności politycznej ani wojskowej. Nierealny plan Rządu Polskiego zakładał jednak organizację obrony i oczekiwanie na wsparcie sojuszników, większość Polaków odmówiła spełniania tego warunku postawionego przez stronę rumuńską i została internowana w przygotowanych wcześniej obozach na terenie Rumunii (np. w Targu Jiu), z których zresztą masowo uciekali na co lokalne władze przymykały oczy.  

W 1939 r. Polska miała de-facto napięte stosunki ze wszystkimi sąsiadami:

Litwa miała w pamięci zajęcie Wilna przez Żeligowskiego i proklamowanie Litwy Środkowej,

Białorusini i Ukraińcy uznawali Traktat Ryski jako akt rozbiorowy przez Polskę i Sowietów,

Czesi i Słowacy (słusznie lub nie) obwiniali nas za siłowe zajęcie Zaolzia,

O stosunkach z Niemcami i Sowietami rządnymi rewanżu za porażkę w 1920 r. nawet nie warto wspominać.

W inwazji na Polskę w 1939 r. spośród państw ościennych nie wzięły udziału jedynie Łotwa i Węgry (z którymi zresztą graniczyliśmy bardzo krótko).   

    Lansowaliśmy za to ideę powołania tak zwanej „Trzeciej Europy”, z czego oczywiście nic nie wyszło – czy nie przypomina to lansowanego obecnie pomysłu „Trój- czy Międzymorza”?  

   "Darliśmy koty" ze wszystkimi sąsiadami. Mieliśmy za to „mocarstwowych”, choć dalekich sojuszników Francję i Anglię. Formalnie dotrzymali oni umów, ale na wypowiedzeniu 3 września wojny Niemcom i późniejszym przyjęciu polskiego rządu emigracyjnego oraz uchodźców (np. pilotów) się skończyło. Dziś nasz sojusznik jest jeszcze dalej...

   Oczywiście nie był to łatwy okres dla nowo powstałej Polski, ale nasza dyplomacja poniosła całkowitą porażkę pozostawiając Polskę faktycznie osamotnioną w przededniu wybuchu wojny. Później osamotnieni prowadziliśmy także wojnę składając daninę krwi na wszystkich frontach. Za to propaganda „sukcesów” działa na pełnych obrotach. Przypomniał to na „Salonie24” bloger @Amstern cytując artykuł zamieszczony we „Wprost” - https://historia.wprost.pl/68347/wojna-sukcesow.html 

   Ówczesna prasa opisywała szczegółowo pasmo rzekomych sukcesów wojska polskiego (w szczególności lotnictwa). Samoloty Luftwaffe nasze pościgowce strącały (niestety tylko w prasie i w radiu) setkami, a bombowce niszczyły Berlin (oczywiście bez strat własnych).

   Jednym słowem – odnosiliśmy same sukcesy, niestety tylko w wyobrażeniach mających służyć „ku pokrzepieniu serc”. Ale Naród wkrótce się na tej grandzie poznał.

    Dziś na szczęście nie mamy wojny, ale obserwując obecną sytuację w Polsce nie sposób ustrzec się przed porównaniami. Znów, jak kilka razy w przeszłości znaleźliśmy się w pozycji „sami przeciwko Światu”. Buńczucznym wypowiedziom prominentnych polityków o „konieczności naprawy” (tu można wstawić zarówno Unię Europejską jak i prawie każde państwo, a nawet obecnego Papieża) na dyktowanych przez Polskę warunkach. Takie plany towarzyszą polskim politykom od dawna, a próby ich realizacji skończyły się rozbiorami i klęską wrześniową. Przekonanie, że „My wiemy lepiej” jest bardzo silnie zakorzenione w wielu Polakach – znalazło także wyraz w „Posłaniu do ludzi pracy Europy Wschodniej, które ogłoszono we wrześniu 1981 r. Takie, niewątpliwie szlachetne w pobudkach i wspierane propagandą gesty mają zbudować w Polakach przekonanie o własnej znaczącej światowej roli. Co ciekawe, wykonują je praktycznie wszystkie środowiska. Każdy, kto chce realnie współpracować z naszymi sąsiadami naraża się na oskarżenia o „budowę kondominium” lub opatrywany etykietą „Targowica”. Nadal śnimy o potędze, która powinna pełnić przewodnią rolę przynajmniej w rejonie. Problem leży jednak w tym, że tak naprawdę nikt oprócz nas tego nie chce. W polskim społeczeństwie przekonanie o wyjątkowości Polski i Polaków ("Chrystus Narodów") walczy z równie błędną opinią, że "polskość to nienormalność".

   Na szczęście względna niezależność polskiej gospodarki, która jednak dostosowuje się do otoczenia, a nie usiłuje go naprawiać przynosi pozytywne efekty i goszczący na „Salonie24” p.Kuźmiuk może opisywać, jak znakomita jest nasza sytuacja finansowa. Politycy zaś planują coraz więcej działań w stylu „wielkich budów socjalizmu” oraz stawiają na „partnerstwo z naszym wspaniałym i wypróbowanym sojusznikiem”. Ten "wypróbowany sojusznik" (od Fortu Trump) zawiódł już wielu (także ostatnio). Oby nie wyszło nam tak, jak z Napoleonem.

Lubię to! Skomentuj15 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura