1 obserwujący
16 notek
3080 odsłon
126 odsłon

Los człowieka i wróżka.

Wykop Skomentuj1

Moja śp Ciocia Kazia była osoba bardzo towarzyską, do tego umiała dobrze/wystawnie gotować i piec.

Jej serniki i makowce cieszyły się sławą od Lwowa do Wlenia!
Tzn od Zabrza do Wlenia.

Jej mąż, wujek Felek był osoba towarzyską, wiec czesto byly spotkania rodzinne, imieniny, swieta obchodzone u nich.
Dla nas dzieci to była frajda, bośmy się mogli spotkać, zjeść smakołyki, a później starsze dziewczyny/kuzynki nawet poczęstowały nas kielonkiem, którego sobie odmówiły..

Wujostwo mieli na starym mieszkaniu sąsiada, Panią Millerową z Wilna.
To była taka kresowa przyjaźń na wygnaniu na Śląsku.
Gdy oni przychodzili, ciocia robiła specjalnie dla nich rosół z kołdunami: PRAWDZIWYMI kołdunami.
Czy ktoś jeszcze wie jak smakują kołduny?
Jak należy calego kołduna wsadzić do ust, przycisnąć językiem i siedem smaków na siedem stron swiata wytryśnie!
Wiecie kto to powiedział?

Pani Millerowa była wdową, mieszkała z synem, który wykształcił się na prawnika, został adwokatem.
Często opowiadała historie z okresu wojny.
Lubiła też grać w karty.

Kiedyś na imieninach Cioci, Miller-junior opowiedział taką historię, która usłyszał gdzieś tam w pracy.

Lata 50te: cela z więźniami skazanymi na karę śmierci.
Wyroki wykonywane we wtorki i czwartki.

Jednej srody, jeden z więźniów opowiedział następującą historię: kiedyś wróżka przepowiedziała mu, że jak przeżyje 40 urodziny, to potem będzie żył dłuuuugo.

A urodziny ma w najbliższy piątek...

Na drugi dzień, w czwartek, wszyscy czekali, kogo wyprowadzą

- naszego bohatera nie wyprowadzili!

Wieczorem wszyscy zaczęli mu gratulować i życzyć szczęścia i długiego życia..
Ale on, trochę ostrożnie powiedział, że jego urodziny są dopiero jutro, w piatek.

- ah, co ty gadasz, jutro nie wykonuja wyrokow, spokojna glowa.

Na drugi dzień wszyscy czekali jak te urodziny miną.
Po południu, niezgodnie ze wszelkimi tradycjami, drzwi się otworzyły i wywołano naszego bohater: poszedł na egzekucje; nie doczekał końca swoich urodzin.
To była ostatnia egzekucja w tej cel przed zmianami w 50 tych latach.

W celi długo rozmawiano o losie, wróżkach która przepowiadają prawdę i w ogóle o czarach.

No i tak się skończyła ta opowieść wtedy dla mnie, dla 16 latka.
Była dość mocno przemawiająca do sumienia, wzbudza złość na przebrzydłą komunę.

Ale gdy dziś, po latach patrzę na to to sie smieje z własnej i innych naiwności.

Bo to bylo calkiem inaczej.

Dziś wszyscy wiemy, ze w kazdej celi siedzieli donosiciele, takie Bolki mocne, co to wszystko bez bicia donosili.

Wyobraźcie sobie takiego przesłuchującego porucznika, który usłyszał taką głupią historię o przypowieści wróżki.

No i wymyślił świetną zabawę/kawał: opóźnił, a może przyspieszył egzekucje naszego bohatera.
Może, gdyby nasz bohater nic nie gadał, to by przeżył, a tak pan porucznik zrobili mu kawał.
Ciekawe czy nie mieszka dziś w Szwecji?
Można się usmiać, nie?
Żeby ich tak zaraza pokarała!

No i to tyle miałem do opowiedzenia.

Precz z komuna!
Na pohybel UBekom!

Ciekawe czy sie kiedys dowiemy jak bylo naprawde.
Poniżej inna autentyczna historia z panem Mannem: może on nam powie, jak to było naprawdę.
Licze, że jest jeszcze ktoś, kto to pamieta: lata 75-77

https://www.salon24.pl/u/bateria/1004978,jak-to-latwo-zapomniec-kultura




Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości