52 obserwujących
381 notek
458k odsłon
712 odsłon

Czy lament nad rajem utraconym ma sens?

Wykop Skomentuj26

Im bardziej rzeczy się zmieniają, tym bardziej pozostają takie same.
Alphonse Karr

image

Od pewnego czasu tu i ówdzie pojawiają się amatorskie przepowiednie oraz analizy wspierane naukowymi autorytetami kreślące scenariusze „po koronawirusie”. Kiedy zaraza odpuści ludziom na dobre, tego doprawdy nikt nie jest w stanie określić, lecz podobno wielu wie- jaki będzie nowy kształt świata?  Przyznam otwarcie, że niektóre spośród propagowanych koncepcji są nadzwyczaj ciekawe, a nawet niezwykle oryginalne i poprzez to znajdują wielkie uznanie wśród publiki. Problem w tym, że kłopoty z obecną pandemią wpisują się doskonale w łańcuch wydarzeń z którymi „ludzkość” miała do czynienia od samych narodzin. Z tej racji nadawanie dzisiejszym zmaganiom z niewidzialnym wrogiem jakiegoś znacznika wyjątkowości, czy nawet wymiaru apokalipsy, jawi się jako nieuprawnione. Dodam od razu, że w żadnym przypadku nie lekceważę  niebezpieczeństwa, które wbrew licznym kpiarzom jest całkiem realne i – że tak powiem – namacalne.  Nie powątpiewam również w to, że  doświadczenie z covid-19 zmieni nasze postrzeganie zagrożeń. Sądzę natomiast, iż sławetna plaga jest li tylko swoistego rodzaju katalizatorem przemian, które trwały już od jakiegoś czasu i przyśpieszą wcale nie w kierunku masowego wszczepiania czipów obywatelom, totalnej inwigilacji, eliminacji transakcji gotówkowych i stworzenia złowrogiego rządu światowego, ale potoczą się koleinami wytyczonymi od dawien dawna.

Dlaczego właśnie tak? Najpierw należy podkreślić, iż tzw. rząd światowy to zwykły straszak. Przynajmniej w przewidywalnej perspektywie, której kres mogłoby wyznaczyć odkrycie obcych i wrogich wobec mieszkańców planety Ziemia cywilizacji. Czyli jeszcze długo możemy spać spokojnie…  W świecie istnieje bowiem tyle ośrodków siły, tyle ognisk potencjału woli i tyle grup interesów, że zebranie tego do kupy i nadanie wspólnego azymutu nie udałoby się zapewne ani Napoleonowi, ani nawet – za przeproszeniem – Chrystusowi, gdyby ponownie zachciał nawiedzić nasz łez padół. Jak kulawym byłoby takie rozstrzygnięcie doskonale obrazują różnego rodzaju organizacje międzynarodowe (w tym rachityczna ONZ!). Z kolei prorokowania o totalnej inwigilacji wyglądają naprawdę śmiesznie w zderzeniu z rzeczywistością. Czyż już dziś władza nie posiada instrumentów i narzędzi pozwalających zdobywać wiedzę o każdym człowieku żyjącym we wspólnotach cywilizacji przemysłowej? Oczywiście! I tak naprawdę poza kontrolą pozostają nieliczne odizolowane społeczności, wegetujące gdzieś w dżungli amazońskiej lub na zapomnianych przez Boga i urzędników wysepkach andamańskich. A gotówka? Tu mam pewien problem, ale z drugiej strony w takiej Szwecji, czyli kraju gdzie udział transakcji gotówkowych to jedynie 1% ich wartości, już pojawiają się głosy, że tego rodzaju rozwiązanie daje korzyści przede wszystkim takim potentatom jak Mastercard czy Visa, a znacząco ogranicza wpływy na gospodarkę instytucji państwowych (np. banków centralnych). Nie bez znaczenia jest również postawa mieszkańców, którzy mogą, ale nie muszą, zaakceptować  rezygnacji z żywego pieniądza. Zatem: na dwoje babka wróżyła.

Prawdziwe zmiany  dokonają się na innej płaszczyźnie i będą  podobne do tych znanych sprzed lat. Przede wszystkim nastąpi przewartościowanie priorytetów w zakresie produkcji dóbr. Tych luksusowych i tych pierwszej potrzeby. Czy wysoko rozwinięte  państwa będą dalej promować i praktykować niemal  totalny outsourcingu, czy też na bazie ostatnich doświadczeń zadbają o skrócenie i wyszarpnięcie spod kontroli rywali łańcuchów dostaw, np. poprzez relokacje fabryk?  Innymi słowy: czy wybiorą pierwszeństwo bezpieczeństwa nad kosztami? Po drugie, eskaluje napięcie pomiędzy głównymi graczami planety na tle kontroli zasobów naturalnych. Spowoduje to jednocześnie zwieranie szeregów poszczególnych koalicji, jak również pojawią się próby wyłuskiwania z szeregów przeciwnika tych wahających się lub dostrzegających zmiany kierunku wiatru historii. Na koniec wreszcie, po długim okresie koncentrowania się na sektorze usług i uznawania, że to one są głównym źródłem zamożności, rozpocznie się, zrazu powolny, lecz systematyczny, powrót do industrializacji. Wszystkie te modyfikacje będą miały jeden podstawowy cel: utrzymanie lub przejęcie atutów umożliwiających dominację w świecie. Wszak idzie głównie o to: kto na kogo będzie pracował? Dodam jeszcze, że w nadchodzącym zamieszaniu to nie organizacje kosmopolityczne ale państwa narodowe odgrywać będą główne role. Te pierwsze, wraz z  G. Thunberg oraz innymi pięknoduchami, zostaną odsunięte w cień, zgodnie z powiedzeniem o różach, których nie szkoda gdy płonie las.

Paradoksalnie obecne smutne oraz groźne wydarzenia, nie powinny być traktowane tylko i wyłącznie jako impuls do żalu nad demolką przytulnego i bezpiecznego Edenu. Niespodziewana lub przypadkowa śmierć zawsze jest tragedią. Nie mniej, wzorem innych,  musimy spoglądać w przyszłość. A finał wielkich przewartościowań przyśpieszonych pandemią może okazać się dla nas, Polaków, całkiem korzystny. Tak jak to miało miejsce po „Czarnej Śmierci” z XIV w. To wtedy właśnie w kontynentalnym rankingu znacząco awansowaliśmy. Wymagało to jednak nie tylko  bystrości i konsekwencji w działaniu kierowników polskiej polityki, zaangażowania całego społeczeństwa, ale również olbrzymiego łutu szczęścia. I tego ostatniego wszystkim życzę.



Wykop Skomentuj26
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo