60 obserwujących
460 notek
562k odsłony
597 odsłon

A może już czas powiedzieć: Bye, bye Unio!

Wykop Skomentuj70

Odwaga to wiedza o tym, czego się bać trzeba, a czego nie.
Platon
image

Zawierucha powstała w kontekście funduszy europejskich na najbliższe lata i niezgody kilku państw naszego regionu (w tym RP) na mechanizm „praworządności”, wywołała we mnie refleksję na temat przynależności naszego kraju do Unii Europejskiej. Wprawdzie - na dziś - przeważająca liczba Polaków uznaje członkostwo we Wspólnocie za stan korzystny i nie podlegający dyskusji, a  głosy to kontestujące uważane są za objaw braku rozsądku, to przecież nigdzie nie jest napisane, iż poddanie takich przekonań rozumowej analizie winno być traktowane jak zbrodnia. Wszak  jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest… Stop! Momencik! Nie ma potrzeby na afektowanie i bombastyczne oracje. Wręcz przeciwnie. Do sprawy trzeba podejść na chłodno, korzystając przy tym zarówno z mikroskopu jak i lunety. Zatem…

Zastanawiałem się jak uwarunkowania i problemy związane z naszymi relacjami z UE przełożyć na ludzki język. Dodatkowo przedstawić je zrozumiale i w sposób uproszczony, lecz rzetelny. I chyba znalazłem rozwiązanie… Wyobraźmy sobie Unię Europejską jako zbiór rodzin. Mniejszych, większych, żyjących w centrum lub na skraju osiedla, bogatych i niezamożnych, dysponujących własnymi, niekiedy znacznie odmiennymi doświadczeniami, stosujących różne modele wychowawcze wobec swoich pociech  oraz mającymi w niektórych sprawach rozbieżne opinie i interesy. Koniecznie trzeba dodać, iż sadyba całkiem niedawno rozbudowała się znacznie i do familii zasiedziałych od lat doszlusowali nowi mieszkańcy. Generalnie żyło się tu w miarę spokojnie, dostatnio i przyjemnie. Tak było do niedawna. Świat zmienia się nieubłaganie a wraz z nim przekształceniom ulegają relacje pomiędzy familiami. Zwrot w dotychczasowych stosunkach dokonuje się na osiedlu nie tylko pod wpływem czynników zewnętrznych, ale także z powodu przewartościowań ideowych. Te ostatnie mają wielkie znaczenie, gdyż promotorami nowego otwarcia są przede wszystkim najliczniejsze i najbogatsze parantele. One to właśnie przeświadczone są o prawdziwości własnych przekonań i konieczności przeprowadzenia reformy stosunków według własnoręcznie napisanych scenariuszy. Z racji swej liczebności, posiadanych zasobów, doświadczenia i „szlachetności rodu” nie chcą przyjąć do wiadomości głosów odrębnych. Ma być według ich miary i kropka. A jeśli nie…

W związku z powyższym rodziny mniej liczne, stosunkowo ubogie i żyjące na peryferiach stanęły przed niebagatelnym dylematem. Przyjąć dyktat tuzów, czy stanąć zdecydowanie w obronie własnych przekonań i preferowanych porządków? W pierwszym przypadku schylić pokornie głowy i pozwolić na urządzanie własnych domów według recept wypisanych przez sąsiadów, ale pozostać w „dobrym towarzystwie” i móc liczyć na okruchy z pańskich stołów. W drugim wariancie narazić się na konflikt skutkujący odsunięciem od partycypowania w osiedlowym budżecie i – być może – zostać skazanym na wielkopański ostracyzm. Aby to rozstrzygnąć trzeba sięgnąć po rozum do głowy.

Zacząć trzeba od pieniędzy. I tak, dzięki uczestnictwu w życiu społeczno-gospodarczym osiedla, rodziny kontestatorów zyskują w ciągu 12 miesięcy od 10 do 12% środków domowego budżetu. Pieniądze te pozwalają również na to, że rok rocznie kontestatorzy bogacą się o ok. pół procenta więcej niż w sytuacji gdyby tych środków nie otrzymywali. To dużo! Jeśli jednak przyjrzeć się temu znacznie dokładniej, to okazuje się, iż na skutek zobowiązań wspólnotowych (dywidendy, odsetki, licencje, usługi doradcze) tak naprawdę rzeczywiste zasilenie budżetu przez bogatszych sąsiadów oscyluje wokół 3-4% rocznie. Szału ni ma! Ba, to nie wszystko! Praktycznie za moment  uboższe rodziny przestaną być beneficjentami a staną się donatorami.

Kolejna sprawa to fakt, że w kupie raźniej. Pomoc, doradztwo, dzielenie się wiedzą, a i w negocjacjach z postronnymi osiedlami lepiej występować grupowo. Zasadniczo to prawda, tyle tylko, że przyjmując dyktat możnych słabsze familie będą musiały ćwierkać na ich nutę. Prędzej czy później okaże się zatem, że potrzeby niektórych rodzin (w tym naszej) zostaną uwzględnione… w wariancie C na liście rezerwowej. Ale przecież umowa była inna… Cicho, głuptasy!

Nie bez znaczenia jest również fakt, iż procedury sporządzone w najzasobniejszych domach staną się obligo dla wszystkich i nawet poranna kolejka do łazienki zostanie urządzona nie według potrzeb ale wedle wyobrażeń sąsiadów. Wyśmiewane obecnie ustalenia dekretujące, że ślimak to ryba, a marchew to owoc, w porównaniu z nowymi regulacjami będą wydawać się sympatycznymi dowcipami. A gdyby ktoś próbował zaprotestować i wskazać na bezsensowność procedur i przepisów, to w trymiga pojawi się naprędce powołana komisja, która z wyżyn niebosiężnego autorytetu stwierdzi, że postponowanie głupoty to... naruszenie praworządności.

Wziąwszy powyższe pod uwagę rozsądna rodzina zastanowi się nad sensem dalszego zamieszkiwania na osiedlu. Może i cicho, może i ładnie, może i stosunkowo dostatnio… Czy jednak warto rezygnować z niezależności, tradycji, własnych porządków i szacunku dla zdrowego rozsądku? Czy dla poklepywania po plecach i sweet foci z nadętym sołtysem opłaca się nakładać łańcuch na własną szyję? I to w imię czego? Pieniędzy, które choć istotne, to nie czynią z nas nababów, a i bez nich nie skończymy pod mostem. A może by tak jeszcze spróbować? Powalczyć, ponegocjować, znaleźć inne rozwiązania… Jeśli się nie uda, to spokojnie przystąpić do akcji „wyprowadzka”. Póki wciąż w naszych rękach pozostaje klucz do osiedlowej bramy.

Babcie i dziadkowie raczej dadzą się przekonać, bo pamiętają czasy, gdy rosół  z kury  stawał na stole li tylko od święta i nie jest im straszne zaciśnięcie zębów w trudnym czasie. Prawdziwy problem będzie z Jasiami i Małgosiami, bo dla nich weekend bez wizyty w pubie „Europa” to weekend stracony.  Jest jednak dość czasu aby nad tym popracować. Spokojnie, konsekwentnie, rozumnie. Tłumaczyć, wyjaśniać, przekonywać. Każde, nawet najtrudniejsze  wyzwanie jest przecież szansą. Tym bardziej, że nie jest tajemnicą, iż poza Osiedlem też pulsuje życie.


Link:
https://rsawl.awl.edu.pl/images/Archiwum/2016/nr_1/Moroz.pdf

-----------------------------------------

Obrazy wykorzystywane wyłącznie jako prawo cytatu w myśl art. 29. Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Wykop Skomentuj70
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka