96 obserwujących
669 notek
1008k odsłon
  935   5

Wiedeń 1683 i Donbas 2022. O Polaku mądrym przed szkodą.

Nie pomoże i męstwo, gdzie przezorność mała.
A.    Fredro
image

Wieczorem 12 września 1683 r. wszystko stało się jasne. Na podwiedeńskich polach legło na zawsze kilkanaście albo nawet kilkadziesiąt tysięcy wojowników sułtana. Istambuł poniósł jedną z największych klęsk w swoich dziejach i od tego momentu pozostawał w strategicznej defensywie. Natomiast stolica imperium Habsburgów została uratowana. I nie tylko ona, bo śmiało można założyć, iż w przypadku powodzenia wojsk Kara Mustafy kwestią czasu byłby upadek nie tylko wielu państw i państewek niemieckich ale również Rzymu. Kto wie, czy muezzini nie wzywali by dziś do modlitwy milionów wiernych nie tylko w Italii, Bawarii, Czechach, Austrii, Rumunii, Węgrzech i Słowenii ale także… Polsce. Na szczęście największa w dziejach nowożytnych szarża jazdy, w tym kilku tysięcy husarzy, uratowała Europę przed takim scenariuszem. Tryumf. Wielki tryumf! Jednakowoż… Gdy po bitwie Jan III Sobieski przedstawił cesarzowi Leopoldowi I swego syna i prezentowały się polskie poczty sztandarowe, Habsburg ostentacyjnie nie uchylił kapelusza. Ten dyshonor rozsierdził polskie rycerstwo, które poczęło narzekać na „wdzięczność” Austriaków oraz ich władcy. Pojawiły się nawet głosy mówiące o tym, że udzielenie pomocy Wiedniowi było… błędem. Rzecz jasna niemal nic tak nie boli jak brak wdzięczności i pycha okazywana dobroczyńcy, ale czy zastrzeżenia polskich żołnierzy były słuszne?

W celu udzielenia krótkiej, lecz treściwej odpowiedzi na to pytanie należy spojrzeć na problem holistycznie. Nie wystarczy bowiem ograniczać się do oceny na zasadzie tu i teraz, gdyż relacje międzypaństwowe w drugiej połowie XVII w. były nad wyraz skomplikowane. Z tej przyczyny głosy wspierające niezadowolonych polskich wojaków trzeba umieścić w odpowiednim kontekście i dopiero na tej podstawie rozważyć zagadnienie. A więc…

Imperium Osmańskie około połowy XVII stulecia było pierwszorzędną potęgą w skali świata. Wystarczy wspomnieć, iż najludniejsze i najpotężniejsze państwo ówczesnej Europy, czyli Francja, liczyło wtedy jakieś 16, może 18 milionów mieszkańców, a Turcja coś około 30 milionów. Ponadto Osmanowie dysponowali takimi środkami materialnymi i finansowymi, iż każdy kraj europejski w porównaniu z nimi przypominał nawet nie ubogiego krewnego, ale wręcz pariasa. Trudno się temu dziwić, ponieważ Istambuł czerpał swe dochody nie tylko z pracy własnych poddanych, lecz także z różnego rodzaju haraczy wypłacanych mu przez sąsiednie krainy. Te na naszym kontynencie, w Azji i Afryce. Były to kwoty niebanalne, bo już sam bakszysz przekazywany przez pół-zależne od Turków plemiona Płw. Arabskiego (z przyległościami) wystarczał z nawiązką na utrzymanie korpusu janczarów. O takich dochodach wiele krajów Europy (w tym I Rzeczpospolita) mogło tylko pomarzyć. Trzeba też nadmienić, że ówczesne państwo sułtanów, zgodnie z modus operandi panującym w tworach mających swe korzenie w cywilizacji stepu, zamiast pracy u podstaw preferowało politykę podbojów. I to nie byle jakich. Wspomnę tylko, że w rozkwicie obszarowo przewyższało o dwie długości konia Bizancjum w okresie jego największej chwały. I kolejna uwaga. Współcześni nie doceniają Turcji sprzed niemal czterech wieków jeszcze w jednym, niezwykle istotnym,  aspekcie. Otóż postrzegamy państwo zarządzane przez prezydenta Erdoğana jako kraj na dorobku. Interesujący turystycznie, z wielką historią, względnie silny militarnie, ale jednak zasadniczo ubogi, pełen kontrastów, a nawet nieco zacofany i dziki. Co by nie mówić kilkaset lat temu sytuacja wyglądał zgoła inaczej. Wprawdzie dojrzały i ortodoksyjny islam nie sprzyjał rozwojowi nauki, techniki i gospodarki, lecz wtedy Imperium Osmańskie wciąż wykorzystywało dorobek (a dokładnie „opary”) cywilizacji śródziemnomorskiej. Zaznaczę tylko, że to Turcy mieli niezwykle rozwinięte nowoczesne środki walki (artyleria), potężna flotę, stosunkowo nowoczesną technikę militarną, ponad standard nasycone bronią palną jednostki i bardzo zdolnych dowódców. Co ciekawe, wielu z nich rekrutowało się spośród podbitych ludów. Nie było zatem dziwnym, iż wielkimi tureckimi armiami dowodzili etniczni Albańczycy, Grecy, Serbowie, Bułgarzy, Rumunii, Egipcjanie, Gruzini czy Arabowie. Krótko mówiąc Turcja z połowy XVII w. była imperium o nietuzinkowych ambicjach i olbrzymich możliwościach. Los chciał, iż owe ambicje szły w poprzek interesom naszych antenatów.

image

Imperium Osmańskie w dobie Odsieczy Wiedeńskiej

Niejednokrotnie napotykam opinie współbrzmiące z lamentami naszych przodków, a dotyczącymi rzekomego błędu jakim miało być udzielenie przez I Rzeczpospolitą pomocy Wiedniowi. Moim zdaniem takie podejście balansuje na granicy analfabetyzmu geopolitycznego. Dlaczego? Pierwsza rzecz to to, iż po wojnie chocimskiej (1672 r.) Rzeczpospolita stała się de facto… wasalem Istambułu. Tak, tak. Ten fakt umyka percepcji współczesnych krytyków, którzy nie chcą pamiętać, że latem 1672 r. 80 000 wojaków sułtana wkroczyło na terytorium Rzeczypospolitej, zdobyło Kamieniec Podolski, a we wrześniu tego roku Turcy oblegli… Lwów. To niecałe sto kilometrów od dzisiejszych granic Polski. Ba! Wojska tureckie zajęły całe Podole i południową Kijowszczyznę, a kozaccy hetmani Prawobrzeża (niektórzy) przyjęli zwierzchnictwo sułtana. Wizja zamocowania sztandaru Proroka nad Wawelem nie była całkiem z rodzaju s-f.  Sytuacja nabrała dramatyzmu, gdy w roku 1682 Osmanowie podjęli decyzję o wejściu do serca Europy i z początkiem roku następnego wysłali 130-180 tysięcy żołnierzy na podbój Wiednia. Wystarczy sobie wyobrazić jak mogła skończyć się ta historia gdyby Wiedeń padł. W ręce sułtanów wpadłaby Słowacja (z niej do Krakowa niezbyt daleko), Czechy, Austria, Chorwacja, Słowenia, resztki Węgier. Dodatkowo hospodarowie rumuńscy, jeśli nie zostaliby zastąpieni namiestnikami tureckimi, musieliby bez sprzeciwu wykonywać polecenia płynące z Istambułu. Potencjał pozostający pod władzą turecką wzrósłby w dwójnasób. I tylko warto się zastanowić: kto padłby jako następny ofiarą żądz tureckich? Italia czy Rzeczpospolita? Jakby nie było w takiej konfrontacji szanse na sukces (z naszego punktu widzenia) były mniej niż minimalne. Z tego powodu uważam, iż ruch Jana III Sobieskiego dotyczący udzielanie pomocy Austrii był nie tylko rozsądnym, ale przede wszystkim koniecznym. No dobrze, ale myśmy uratowali Wiedeń, a ten odwdzięczył się nam uczestnictwem w rozbiorach. To prawda. Jednak konia z rzędem temu, kto potrafi przewidzieć co będzie się działo w Europie za lat dziewięćdziesiąt. Co więcej! Krytycy decyzji króla Jana zapominają o tym, że w tamtym czasie stosunki pomiędzy nami a dworem wiedeńskim były chłodne, lecz całkiem poprawne. Przecież to dzięki wsparciu Wiednia udało się wyprzeć z ziem polskich szwedzkich rabusiów. To kilkunastotysięczny korpus austriacki pomógł Stefanowi Czarnieckiemu wypędzić różnojęzyczną armię króla Szwecji z Krakowa, Torunia, Bydgoszczy i Poznania oraz rozbić w drobny mak hordy siedmiogrodzkie.

Na zakończenie dodam, iż w mojej opinii, dawnymi czasy mieliśmy u steru władzy – z wszelkimi zastrzeżeniami dotyczącymi szczegółów - prawdziwych mężów stanu. Nie zawsze, lecz często. To oni potrafili przełamywać schematy i szukać wojny w obcych stronach, chroniąc przy tym własne ziemie i swoich mieszkańców. To wielka umiejętność, która w ogromnym stopniu przyczyniła się utrzymania na powierzchni polskiej substancji narodowej i – krótko mówiąc – umożliwiła przetrwanie na mapie Europy organizmu o nazwie Polska. W tym kontekście współczesne narzekania dotycząc udzielania pomocy walczącej Ukrainie przypominają lamenty Kaziuka z „Konopielki” nad procesem scholaryzacji tuziemczego młodego pokolenia. Po prostu głupota i mikromania. Gdyśmy przyjęli punkt widzenia kontestatorów, to prawdopodobnie za niedługo zamiast czołgów i armato-haubic musielibyśmy wysyłać do walki naszych synów, braci i ojców. Dla mnie wybór jest oczywisty. Niestety dla oczadziałych abderytów już nie.  Ufam jednak, że miłośnicy tych dwóch przywar nigdy już nie zdobędą decydującego głosu w sprawach Rzeczpospolitej. Naszych gardłowych sprawach.

----------------------------------

Obrazy wykorzystywane wyłącznie jako prawo cytatu w myśl art. 29. Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych

Lubię to! Skomentuj93 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura