Słyszałem, że obywatela premiera Tuska boli gardło. To znaczy – nie wiem, czy boli, ale prof. Bartoszewski tak prawi. Osobiście podejrzewałbym „chorobę dyplomatyczną”, to znaczy, że ważniejsze jest co mówi pan profesor, od tego jak jest naprawdę.
I musze tu pochwalić obywatela premiera – to doskonałe posuniecie dyplomatyczne. Bo z bolącym gardłem ma wspaniałą wymówkę, aby nie brać w gościach żadnych leków na goleń prawą. Przykład towarzysza prezydenta Kwaśniewskiego pokazał, że na wschód jeździ się albo przygotowanym na miejscowe zwyczaje, albo z dobrym wytłumaczeniem nagłej abstynencji.
Brawa dla obywatela premiera i jego przebiegłego sztabu doradczego.




Komentarze
Pokaż komentarze