http://www.rp.pl/artykul/90513.html
Kiedyś to sprawy były jasne. Czasem w dość drastyczny sposób, ale przyznajcie – za czasów Dioklecjana kwestie dotyczące chrześcijaństwa (tudzież jego prześladowania) były nieskomplikowane. Za czasów takiego Ludwika Świętego także, choć – można by napisać – w nieco inny sposób. Ale ewangeliczna zasada „tak-tak, nie-nie” obowiązywała. A dziś?
Rada Rabinów (jaka? Nie wiem dokładnie) dyskutuje nad katolicką modlitwą wielkopiątkową.
Już zostawmy ten zwykły kontekst żydowski, bo jeszcze mnie obywatel Barbur zbanuje z półobrotu, ale zastanówmy się nad logicznym absurdem sytuacji. Innowierca ustala religię dla katolika. To nie tylko specyfika Rady Rabinów – to signum temporis dzisiejszego chaosu aksjologicznego. Wszystko, nawet metafizyka musi być uzgodnione. Kompromisowe. Zdialogowane do ostatniego bita informacji, bo jeśli gdziekolwiek ostanie się choćby jedno zdanie zdatne do określenia fałszu lub prawdy, nasze post-cywilizacyjne czasy tego nie wytrzymają.
Zapewne polityczna poprawność okastruje Talmud jako ostatni – ale jestem pewien, ze okastruje. Więc proponuję dzisiejszym akolitom dialogu, ziejącym miłością i tolerancją zastanowić się, kogo na ten szafot współczesności poprowadzą potem.
Robespierrowi też się ludzie do ścinania skończyli, a wtedy... no cóż.
Wszystkim łowcom antysemityzmu oświadczam przy tej okazji, że zamierzam się modlić za nawrócenie żydów.
Przepraszam, ale chcę ich zbawienia.


Komentarze
Pokaż komentarze