Dawno mnie nie było, ale jak prawdziwy Reakcjonista mierzę czas pokoleniami – tydzień w przód czy tył nie robi mi różnicy...
...a jeszcze mniej czas wpływa na definicję podstawowych pojęć politycznych. Prawdę pisząc – i stulecia nie mogą zmienić znaczenia tychże. Najpełniejszą, ale przy tym i najprostszą wykładnię modnego ostatnio słówka suwerenność, opracował ponad czterysta lat temu Jan Bodinus (nie piszę: Jean Bodin, aby nie sugerować przypadkiem, że władam biegle mową galijską...):
„Suwerenność jest absolutną i nieustającą władzą rzeczypospolitej” - Księga pierwsza, rozdział VIII(Jean Bodin, Sześć ksiąg o Rzeczypospolitej, PWN 1958; s. 88)
Wszystkim apologetom tzw. „Traktatu Lizbońskiego” (z wielce szanownym obywatelem profesorem Sadurskim na czele) polecam przeczytanie tej definicji dziesięć razy. A potem kolejne dziesięć razy i kolejne dziesięć, do czasu aż wszyscy zrozumieją, że stwierdzenie jakoby „kaczystowska preambuła nie ma żadnego znaczenia” (i prawda – bo nie ma!) jest pośrednim, ale jednoznacznym przyznaniem, iż TL przekazuje atrybut suwerenności z Rzeczpospolitej Polskiej na... cóż, tego nam jeszcze nasi nowi suwereni nie powiedzieli, ale nie dlatego, aby nie wiedzieli, acz by nie płoszyć gąski z ogródka.
Nie mylmy suwerenności z niepodległością. Przez pewien czas Polska w Eurorzeszy może być niepodległa, tak jak kawałek nieurodzajnego pola nie podlega nikomu, gdyż nikt nie kwapi się go zaorać. Ale bez suwerenności – to jest: bezwzględnej i całkowicie wewnętrznej możliwości stanowienia rządów i prawa - nasza niepodległość zależy od dobrego humoru i/lub możliwości suwerena brukselskiego.
Ja rozumiem, że ktoś (jak wspomniany obywatel profesor Sadurski) może chcieć takowego procesu. Ale prosiłbym, aby przy okazji nie wyzuwał obrońców suwerenności od „ruskich agentów” (przysięgam – sam tego nie wymyśliłem! Spójrzcie tylko na: http://jacekarkuszewski.salon24.pl/65665,index.html ), bo przepastne archiwa tu i ówdzie mogą potwierdzić rewelacje W. Bukowskiego... Ale nie o tym my dzisiaj.
Prosiłbym Partię Zagranicy o skończenie z tą hipokryzją. To nie wstyd być ojkofobem - np. ja jestem homofobem i jakoś z tym żyję. Ale przy okazji nie stroję się w piórka naczelnego obrońcy Hominternu (kopyrajt to tego terminu przysługuje chyba Adamowi Wielomskiemu) – moja mowa jest tak, tak; nie, nie, ewentualnie milczę, kiedy nie jestem w stanie ocenić jakiegoś zdarzenia.
Lubię szczerość. A w swojej masie zwolennicy Eurorzeszy wciąż usiłują zagłaskać nas na śmierć, głosząc jakoby Państwo Europejskie nie kłóci się z Państwem Polskim. Nie podejrzewam ich o takie skretynienie – podejrzewam o złą wolę.
Patrioci Unijni, zwłaszcza ci obecnie rządzący – wyjdźcie z szafy! Komaułtujcie się (czy jak się na mieście mówi na proces ujawniania skrytych upodobań...), przyznajcie do szczerego żaru, który rozpala wasze serca. Wy nie płaczecie nad likwidacją mojej (i nie tylko mojej) ojczyzny, bo wasza Patria, którą kochacie, dopiero powstaje.
Co prawda wedle litery prawa możecie skończyć przed plutonem egzekucyjnym – bo ukryć się nie da, że zwijacie niepodległość państwa, której przysięgaliście bronić – ale w praktyce nie powieszą nawet waszych portretów, co było główną kara dla większości targowiczan.
Za to poczucie szczerości i prawdomówności osłodzi Wam drobne niedogodności nacjonalistycznego ostracyzmu. To tylko stwierdzenie faktu, bo wszak nie jesteście miłośnikami polskości w żadnym aspekcie - macie swoją europejskość. Polskimi patriotami można Was nazwać tylko tak jak kiedyś „Księży Patriotów” (czy dzisiaj tzw. „Polską Inteligencję” – aż nie wiadomo który człon tego terminu wziąć w cudzysłów).
Przyznajcie, ze kochacie Eurorzeszę – lubicie biurokratyczny „ordnung”, poprawność polityczną, głosowanie z małpami i inne zdobycze postępu. Nie lubicie czytać prawa, które was obowiązuje. Za ideał waszego państwa uznajecie Republikę Światową Ery Forda, a za ulubioną formę życia idealnie, po europejsku ujednoliconego Shoggotha.
Bibliografia:
http://en.wikisource.org/wiki/At_the_Mountains_of_Madness
http://www.uni-mannheim.de/mateo/camenahist/bodin1/te01.html


Komentarze
Pokaż komentarze (11)