Bernard de Batalio Bernard de Batalio
66
BLOG

Nominalni Katolicy

Bernard de Batalio Bernard de Batalio Polityka Obserwuj notkę 3

    NK to kategoria dość szczególna, gdyż ciężko definiowalna. Być może łatwo rozpoznawalna, ale i to jedynie sezonowo. Jednak w dniach takich jak te, z pewnością wiecie o kogo mi chodzi. W większości przypadków to drugie stadium życiowe „anonimowych katolików" tzn. takich wiernych Kościoła Katolickiego, którzy wcale wierni nie byli, ale po śmierci kochające rodziny i przyjaciele usiłują załatwić dla nich tytuł wierzącego honoris causa.

   NK to ludzie, którzy na co dzień nie przyznają się do jakiegokolwiek związku z Bogiem (jeśli już, to jest to związek wysoce nieformalny), a z jego sługami pozostają w stosunkach tzw. biznesowych, to jest: żyją z płatnego oczerniania tychże. NK zasiedlają redakcje postępowych gazet lub czasopism, nierzadko katedry uniwersyteckie, a akcydentalnie nawet kościelne ambony (to przenośnia - wg. NK ambony to przeżytek „katolicyzmu trydenckiego"). Zwykle w Kościele Chrystusowym szukają politykierstwa, donosicielstwa i ekscesów seksualnych - oczywiście, aby te potępić. Dodajmy, że w porządku świeckim zwykle sami promują owe cnoty czasów dzisiejszych.

   Nominalni Katolicy czasem ujawniają swój nominalizm. Nie chodzi mi o wstręt do uznania kategorii ogólnych (tzn. przeciwieństwo realizmu), ale o to, że ni stad-ni zowąd pokazują swoje synowskie (i córeczne, choć tego ostatniego terminu pewien nie jestem) przywiązanie do Mater Ecclesiae, po czym Szanowną Rodzicielkę zasypują hałdami dobrych rad.

    Ostatnio radzą Namiestnikowi Chrystusowemu w sprawie nominacji biskupiej na pewną nadmorską diecezję. Ich troska o dusze wiernych mnie wzrusza. Autentycznie - jeśli ktoś wspina się na tak wysokie szczyty hipokryzji, musi wierzyć w swoją sprawę. Bardzo. Bardziej niż w Boga.

    Jego Ekscelencja Sławoj Leszek Głodź jest człowiekiem, grzesznym jak każdy z nas i ma swoje wady. Ale od kiedy CHAM (chór autorytetów moralnych) zaczął go obszczekiwać z zapałem godnym Spraw Ostatecznych, tenże duszpasterz zyskał moją szczerą sympatię. Jego Ekscelencji mogę doradzić tylko cierpliwe znoszenie ujadań CHAMa, tudzież modlitwę za Nominalnych Katolików, aby z kościołem czuli się związani częściej, nie tylko, kiedy proszą redaktorzy prowadzący.

+

 ps.

Za czasów niesławnego „inGrey-su" czułem się tzw. umiarkowanym anty-Wielgusardem. Zdawałem sobie sprawę, że obecność na biskupiej katedrze człowieka słabego, podatnego na manipulacje i szantaż byłby fatalne dla Kościoła. Jednak również czułem, że licz medialny na Jego Ekscelencji Stanisławie Wielgusie to paskudny precedens, który niebawem zostanie przeciwko jedności Kościoła wykorzystany. Podobnie jak Papista (http://zapiskipapisty.salon24.pl/70380,index.html), mam dzisiaj kaca moralnej dwuznaczności. I pewność, że być może wtedy należało powstrzymać emocje, a dziś - kiedy kolejny pasterz znajduje się na celowniku Mudżahedinów Postępu - trzeba powiedzieć wyraźnie:

Od******cie się od biskupa!

 

Pps.

    Nie było mnie przez czas jakiś... Cóż, udział w tym miał mój rower oraz siłą grawitacji - ta oto dwójka poważnie uszkodziła mój palec, tak że przez ponad tydzień wciskałem na raz pięć klawiszy... Po tygodniu doszedłem do siebie, ale tak mi się nie chciało...

  Dopiero NK - z parafii Tok FM (zwłaszcza Roman Kurkiewicz) - przełamali moją twórczą acedię.

Zapewne będę wycinał komentarze niegodne, bo miła wolność słowa, ale przyzwoitość milsza.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka