Wszystkiego najlepszego z okazji 60 urodzin. Życzę Izraelowi, rzecz jasna.
Co prawda z odchylenia narodowego wyrosłem już parę ładnych lat temu, jakaś tam nacjonalistyczna nuta każe mi dzisiaj patrzyć z sympatią na poczynania Eretz Izrael (jako takiego. Nie wchodźmy w szczegóły pewnych akcydentalnych trudności i błędów uskutecznianych przez to państwo). Bądź co bądź, Izrael to najbliższe nam (choć przyznaję - egzotyczne) „duchowe dziecko" wczesnodwudziestowiecznej myśli nacjonalistycznej, i tej z pod herbu Action Française i tej naszej - endeckiej (zwłaszcza patrząc na często zupełnie otwarte związki syjonizmu i naszego nacjonalizmu).
I niech Żydom Izrael trwa na zdrowie. Skoro - ze względów, że tak powiem „obiektywnych" - Judejczycy nie mogą budować katolickiej monarchii, niech się pocieszą choć przyjemnie archaicznym państwem nacjonalistycznym.
Ps.
Mój urlop blogowy trwa - liczne obowiązki naukowo-zawodowe trzymają mnie z dala od b-sfery. Mam nadzieję, że już niedługo.
Pps.
Czytelnikom na siłę doszukującym się sarkazmu w tym wpisie, oświadczam: Uwierzcie - ja naprawdę tak uważam!


Komentarze
Pokaż komentarze (3)