0 obserwujących
18 notek
37k odsłon
  7249   0

Kamery niczego nie zarejestrowały - w ciemnym zaułku niewiedzy

Monitoring na parkingu podziemnym, gdzie rzekomo popełnił samobójstwo generał Petelicki, nie zarejestrował samego faktu tego tragicznego zajścia. Owszem, istnieje nagranie, na którym generał zmierza do swojego samochodu, ale tam trop się urywa, bo tego kawałka zaułku kamery nie obejmowały. Na monitoringu nie dopatrzono się również obecności żadnych podejrzanych osobników.

I to ma być, zdaniem policji tudzież domorosłych suicydologów w rodzaju Tomasza Nałęcza, koronny dowód na to, że generał z pewnością popełnił samobójstwo. Bo skoro kamery nic nie widziały, to przecież targnięcie się na czyjeś życie nie wchodzi w grę, prawda?

Czekam na opinię cenionego kryminologa specjalizującego się w portretach psychologicznych samobójców (może p. Hołysta?) i odpowiedź na pytanie: co mogło popchnąć samobójcę do wyboru właśnie tak dziwacznego miejsca? Nie w prywatnym garażu, nie we własnym, zamkniętym gabinecie, nie w lesie, lecz w podziemnym parkingu apartamentowca, do ktorego wstęp mieli przecież mieszkańcy owego domu. W dodatku między samochodem a ścianą, co jest dla mnie już kompletnie niezrozumiałe. Zupełnie jakby generał zmierzał do samochodu i nagle stwierdził: "A, do diabła z takim życiem. Nigdzie nie jadę, chyba palnę sobie w łeb". Czego kamery litościwie nie zarejestrowały - ani chybi po to, by nie odbierać godności człowiekowi, któremu sprzeczka z żoną tak złamała życie, że jedyne ukojenie znalazł w samobójczej śmierci.

 

Proszę mi wybaczyć ten makabryczny żart, ale - pomijając cały tragizm tego wydarzenia - jest ono tłumaczone w sposób tak absurdalny, że nakłania mnie do użycia czarnego humoru.

 

Mieszkam dosłownie o parę przecznic od apartamentowca, w którym zginął generał Petelicki. To dość ruchliwa okolica, dom położony w głębi osiedla. Nie prywatna willa, lecz apartamentowiec na kilkadziesiąt mieszkań. Nikt nic nie widział, nikt nie słyszał, kamery oślepły, generał pod wpływem nagłego impulsu zabił się tam, gdzie go ów impuls dopadł. Ile ran odniósł, dopóki nie padł śmiertelny strzał? Media podają różne wersje: od jednego strzału w usta, poprzez kilka postrzałów aż po strzał w plecy czy wręcz w tył głowy. Sekcja zwłok - jak zwykle w przypadku samobójczych śmierci wpływowych osób - ma się zacząć dzisiaj. Śledztwo takowoż. Patolodzy i prokuratorzy przecież musieli odpocząć przez weekend po traumie, jaką przeżyli po porażce Polaków na Jeuro. Zapewne okażą się litościwi dla zmarłego tak samo jak owe ślepe kamery. Nic nie widzieliśmy, nic nie słyszeliśmy - ergo musiało to być samobójstwo. Polacy, nic się nie stało! Uszanujmy sacrum tragicznej śmierci i już nie jątrzmy!

 

Lubię to! Skomentuj137 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale