@Zbyszek napisał ciekawą notkę:
https://www.salon24.pl/u/zbyszeks/1501142,przykazania-nakazy-prawa-czy-rady
Ta notka to kolejna w cyklu, który na S24 zapoczątowała @Gini. Gini poruszyła pierwszy kamyczek - ruszyła lawina...
Refleksje i argumenty @Zbyszka są bardzo trafne - zgadzam się z nimi. I myślę, że nie ja jedna.
Przykazania jako rady dla nas - jednostek i zbiorowości, wspólnoty. Dla naszego dobra. Abyśmy się nie pogubili, nie zrobili sobie i innym krzywdy. Drogowskazy.
To prawda.
Jako przykład wezmę przykazanie: Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.
To przykazanie wydaje się być proste - i nie budzi tylu emocji co: Nie zabijaj czy: Nie cudzołóż.
Najpierw chodziło o świętowanie szabasu - i innych świąt żydowskich. W chrześcijaństwie dniem świętym stała się niedziela (Zmartwychwstanie). Kościół ustanowił też inne święta.
Myślałam wiele o tym "dniu świętym"...
Rozszerzę pojęcie - ze "święcenia" na "świętowanie".
Oddzielenie dnia powszedniego od dnia świętego/świątecznego. Zatrzymanie się. Wyciszenie. Refleksja. Transcendencja. Pamięć.
Wzniesienie się ponad codzienną krzątaninę.
W życiu jednostki - urodziny, imieniny - swoje i bliskich. Rocznice, jubileusze. Rocznice śmierci bliskich. W życiu społecznym, wspólnotowym - święta narodowe. Państwowe. Rocznice ważnych wydarzeń. Czczenie zasłużonych postaci. Uroczyste ślubowania. Wręczanie odznaczeń, nagród. Można długo wyliczać...
Dla mnie takim "dniem świętym" było zawsze otwarcie Olimpiady. Piękna tradycja - ustają wojny, spory, waśnie. Ludzie różnych kultur i narodów łączą się ponad podziałami w imię szlachetnej, czystej rywalizacji sportowej.
(Cóż - to idea. Co ludzie z niej zrobili - to inna sprawa. Ale ludzie potrafią wypaczyć najpiękniejszą ideę:) Ważne - że się starają. Przynajmniej niektórzy:))
Trudno wyobrazić sobie nasze życie bez owych świąt - i święcenia, świętowania.
Jakże ubogie byłoby - i nieludzkie...
Drogowskaz? TAK.
Ale czy tylko?
Katechizm Kościoła katolickiego stanowi:
Grzech śmiertelny to złamanie przykazania Bożego lub kościelnego w rzeczy ważnej.
Grzech śmiertelny zrywa więź z Bogiem, pozbawia łaski uświęcającej. Kto umrze w stanie grzechu śmiertelnego (bez żalu i spowiedzi), zostanie potępiony na wieki.
Opuszczenie Mszy św. w niedzielę/święto to grzech śmiertelny.
A więc - nie byłeś z lenistwa na niedzielnej Mszy św. - a wieczorem wpadłeś pod samochód - będziesz potępiony na wieki.
Jeszcze gorzej ma się rzecz z tymi, którzy w ogóle nie chodzą na niedzielne Msze Św. Z wolnego wyboru. (O ile w ogóle może być gorzej - jeśli JEDNO opuszczenie Mszy św. pozbawia łaski uświęcającej).
Zbyszku - czy zatem w świetle Katechizmu przykazania to naprawdę tylko rady?
Rady, których nieposłuchanie kończy się wiecznymi mękami?
......................................
Podam przykład prof. Bogusława Wolniewicza - znanego chyba większości/wszystkim? Czytelnikom. Myśliciel, autorytet. Częsty gość i podpora intelektualna TV TRWAM.
Bloger @Piko pisze o nim: "A poważniej; agnostyk śp. prof. Wolniewicz mówił, że jest niewierzącym rzymskim katolikiem. Uważał, że jest to najlepsza, uniwersalistyczna koncepcja cywilizacyjna zapewniająca rozwój człowieka i społeczności."
W świetle Katechizmu prof. Wolniewicz sam wybrał zło i sam skazał się na wieczne potępienie, nie chodząc na niedzielne Msze Św.
Takich jak on są/były miliony...
...........................................
Ciekawi mnie również opinia Komentatora @Stykulisa - eksperta d/s teologii, teologii moralnej i dogmatyki.
I oczywiście Blogera @Eri - który w odróżnieniu od @Gini i ode mnie nie jest ignorantem i zna odpowiedzi na wszelkie pytania. A jeśli nie zna - znajdzie w internecie.
Próbowałam znaleźć - na próżno....
@Eri - pomocy!
:)
Pozdrawiam Czytelników.



Komentarze
Pokaż komentarze (34)