Zbyszek Zbyszek
55
BLOG

Przykazania - nakazy prawa czy rady?

Zbyszek Zbyszek Społeczeństwo Obserwuj notkę 4

Patrzenie na przykazania (judaizm, chrześcijaństwo) to może być kwestia perspektywy poznawczej. 

  1. Cel: dobro człowieka.
  2. Mechanizm: Czyny rodzą konsekwencje, chciane lub niechciane, dobre lub złe, korzystne lub niekorzystne.
  3. Przykazanie: Ukierunkowuje człowieka na czyny rodzące chciane konsekwencje i unikanie czynów, z których wynikają złe, niechciane konsekwencje.

Patrzenie na przykazania jako nakazy prawa, których przekroczeniem człowiek zaciąga winę, z przekroczenia których będzie sądzony, a wyrok sądu potępienie lub uniewinnienie będzie miał ostateczne konsekwencje dla człowieka.


Przykłady

"Nie będziesz obżerał się słodyczami".

Nadmierne spożywanie słodyczy rodzi konsekwencje w postaci otyłości, stłuszczenia wątroby, przewlekłego stanu zapalnego, cukrzycy, depresji i chorób cywilizacyjnych. Czy negatywy przekroczenia takiego "przykazania" wynikają z samego jego przekroczenia, czy też wynikają z naturalnych praw rzeczywistości? Czy możesz uniknąć tych konsekwencji i objadać się słodyczami? Poza wyjątkami genetycznymi - nie możesz. Więc generalna odpowiedź brzmi - nie, nie możesz.

"Nie będziesz spożywał narkotycznego "kompotu z maku".

Spożywanie, wstrzykiwanie sobie, tego specyfiku daje chwilowe pozytywne odczucia, ale prowadzi do nieopisanej osobistej tragedii w czasie późniejszym. Życie Ryśka Riedla jest tu dojmującym przykładem. Zakażmy spożywania takiego narkotyku! Ale czy negatywne konsekwencje wynikają z przestąpienia zakazu czy z naturalnych i nieuchronnych konsekwencji samego czynu?

"Znak ograniczenia prędkości na zakręcie".

Jakiś pusty kraj, kontynent (może środek Australii). Nikogo nie ma, policji nie ma, kamer nie ma, a na drodze znak: ograniczenie prędkości do 50km/h na zakręcie. Możesz złamać zakaz i wejść w zakręt z prędkością "przelotową" 140 km/h. Czy problemem jest przekroczenie zakazu, czy to, co robisz i to, co się potem stanie jako rezultat tego, co robisz?


Siatki percepcyjne

Jesteśmy 2 000 lat temu. Jak mówić do ówczesnych współczesnych? Językiem jakich pojęć? Jak ich zmotywować do zachowań dla nich korzystnych? Indywidualnie. Zbiorowo... Jak im wytłumaczyć źródło niechcianych konsekwencji w "życiu po życiu", zakładając, że wierzą iż takie istnieje?

Przedstawianie przykazań jako zakazów i nakazów - prawa, z których rozliczał nas będzie SĄD i w wyniku tego rozliczenia za to przestrzeganie i przestępowanie zostaniemy nagrodzeni lub skazani na karę wieczną jest:

  1. zrozumiałe dla zwykłego człowieka zwłaszcza dawniej
  2. silnie motywujące do zachowań zgodnych z przykazaniami

Wymaga to jednak pewnego konglomeratu poglądów, które z racji bogactwa życia mogą się "nie dodawać".


Z drugiej strony to mogą być po prostu wskazania, jak dobrze żyć, to znaczy jak żyć tak, by życie przyniosło człowiekowi pożądane konsekwencje. To jak zakaz "objadania się słodyczami", nakaz unikania narkotyków, ograniczenia prędkości, bo można wylecieć i zostać kaleką albo się zabić. 

Kluczem w tej drugiej perspektywie są konsekwencje.

Konsekwencje

Hinuizm nazywa to "karma". Konsekwencje do ciebie wrócą. Wszystkiego, co robisz. Jest to sprawa konstrukcji rzeczywistości. Sprawa nieunikniona. Chrześcijaństwo wprowadza tutaj rewolucję. Mówi: "Możesz uniknąć złych konsekwencji popełnionych przez ciebie czynów". Taka propozycja. Ale jak? "Będziesz kochał Pana Boga swego z całego serca swojego, z całego umysłu swojego, ze wszystkich sił swoich". Bóg zdaniem chrześcijaństwa wziął nasze konsekwencje na siebie, poprzez stanie się człowiekiem właśnie i poświęcenie się dla innych, dla ciebie i mnie. 

Trudno zgadnąć, czy to automatyzm. Czy wystarczy - jak to mówią - uwierzyć (intelektualnie). Czyli - "przyjąć za prawdę", to czy tamto przekonanie, stwierdzenie, że "Bóg istnieje" i tak dalej, całe Credo. Może jednak trzeba skoku w nieznane, na ślepo. Miłości i zawierzenia. Relacji autentycznej, co w sumie jest - oczywiście - niesłychanie trudne i wymaga czasu.

Jednak podstawowe przesłanie chrześcijaństwa jest właśnie takie - oto negatywne konsekwencje twoich czynów zostać mogą anulowane, dzięki wcieleniu, śmierci na krzyżu i zmartwychwstaniu Jezusa z Nazaretu. Taka oferta. Prawdziwa?

"Nie zabijaj"

Czy "Nie zabijaj" można traktować "tylko'" jako radę?

Po pierwsze nie "Nie zabijaj" tylko 'Nie morduj". To jest fundamentalna różnica, ale błędne tłumaczenie jest powszechnie, ze szkodą dla umysłu przyjęte.

Po drugie - nie "tylko". Przyjęcie rady może decydować o życiu i śmierci człowieka. Więc taka rada nie jest "tylko". Jest "aż".

Mordowanie rodzi konsekwencje. Dla mordercy, dla mordowanego, dla społeczeństwa. Jeśli się będziemy mordować - nie przetrwamy. Zginiemy ostatecznie wszyscy, z mordercami włącznie. W wymiarze ostatecznym, morderca poprzez swój czyn deformuje siebie i jeśli faktem będzie dalsze, nieskończone istnienie jego świadomości, to może na zawsze istnieć w cierpieniu, w zdeformowanej przez siebie formie, w konsekwencjach swojego czynu.


Sumując

Oba spojrzenia na przykazania wydają się uprawnione.

Pierwsze: "nakazy i zakazy prawa" jest motywujące, obiektywizujące zasady i reguły, dające jasne odniesienie. Płaci się za to galimatiasem przy okazji intelektualnych weryfikacji styku takich zaleceń z bogactwem sytuacji życia.

Drugie: "rady i wskazówki", opiera się na postrzeganiu skutków postępowania jako nieuniknionych i naturalnych. Przykazanie będące radą w istocie nie traci nic ze swojej wagi, bo grozi człowiekowi dokładnie to, co sugeruje przykazanie jako przepis prawa, tyle, że jako oczywisty rezultat zachowań - deformujemy lub budujemy samych siebie, a nie rezultat jakiegoś procesu przed sądem i sędzią.

Z postrzeganiem przykazań jako rad związane jest niebezpieczeństwo subiektywności i relatywizacji. Bo skoro to nie są nakazy "dane przez Boga", tylko odkryte przez nas reguły natury, którą ustanowił Bóg łącznie z jej prawidłami, to może każdy sobie "odkrywać" po swojemu, co łatwo może prowadzić do chaosu i dziwnych wykrzywień, które przecież wszyscy obserwujemy.

Czym zatem są - przykazania? Są wskazaniami, są znakami drogowymi na drodze człowieka przez czas, przez okoliczności, przez blaski i cienie, przez radosne ucztowanie i przez drogę krzyżową jego życia. Są tam te znaki dla dobra człowieka. Żeby się nie zgubił. Nie polazł na manowce i nie zrobił sobie krzywdy, która może być, nie do naprawienia. Są radami, szeptanymi nam do ucha przez Naturę, Rozum, przez TO, TEGO, kto-co jest źródłem istnienia. Nie należy ich lekceważyć. Nie zawsze warto je dogmatyzować. Bo w końcu to nieprzestrzeganie przykazań, było chyba "winą", Jezusa, za którą przybito Go do krzyża i doprowadzono do śmierci w bólu.


Zbyszek
O mnie Zbyszek

http://camino.zbyszeks.pl/  Kopia twoich tekstów: http://blog.zbyszeks.pl/2068/kopia-bezpieczenstwa-salon24-pl/

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo