Obiecałam Ci pod notką Pana Waldemara, że odezwę się do Ciebie niebawem na Twoim blogu.
https://www.salon24.pl/u/piszesie/1497631,opowiem-wam-o-iranie
A jednak - lepiej będzie tu.
Twoje słowa bardzo mnie wzruszyły. Stara już jestem, często mam pod górkę, a i nerwy w rozsypce - łatwo się wzruszam. No krótko mówiąc - poryczałam się.
Twój spontaniczny okrzyk, który da się streścić " Jesteś!!! Pisz, Beretko - byle co - choćby i głupie wierszyki, bylebyś była!" był dla mnie przepięknym darem.
Aż wstyd mi się zrobiło, że nie piszę - mając choćby jedną taką Czytelniczkę.
A przecież wiem, że są tu osoby, które mnie lubią/cenią; które być może zawiodłam swym milczeniem. Odezwały się wyrzuty sumienia.
Gini, Ty wiesz... Przegnała mnie stąd ta sama Blogerka, która Ciebie pobudziła do tak wielkiej aktywności:)
Jest skuteczna, nie da się ukryć.
Jesteśmy różne. W tej samej sytuacji - Ty, Wojowniczka - ruszasz do walki. Ja kulę się w sobie, zamykam, milknę/uciekam.
Nie chcę robić z siebie przewrażliwionej mimozy, która obraża się i "strzela focha". Znosiłyśmy/znosiliśmy Tu wiele przez lata - obelg, szyderstw, niesprawiedliwości, poniżania, fałszywych oskarżeń...
Tym razem było (ze mną) inaczej.
Jak to mówią - dopóty dzban wodę nosi, dopóki mu się ucho nie urwie.
A może - kropla przelała naczynie?
Coś się stało - urwało się ucho? woda się przelała?
Nie bardzo umiem to wyrazić - w każdym razie coś pękło, coś się skończyło. Zawsze pisałam tu z serca - serce straciłam. Nie umiałam już pisać.
Od ponad roku noszę w sobie jeden ważny tekst - który muszę i chcę napisać. Bardzo osobisty, smutny. Całowicie apolityczny, który niemal nikogo nie obejdzie.
Chcę go napisać, muszę, znam każde jego słowo, każde słowo tkwi we mnie - i nie potrafię.
W tym miejscu przepraszam Wszystkich moich Czytelników, którzy być może troszkę za moim pisaniem tęsknili - to nie z obojętności, nie z lekceważenia Was/Państwa zamilkłam.
Gini - Ty wiesz.
U mnie słowo się liczy. Jest tu wielu, którzy uroczyście żegnają się na zawsze, nawet kilkanaście razy - i wracają po chwili. Którzy obiecują - "odpowiem" - i nie odpowiadają. Którzy krzyczą "EOT!!!! Nigdy już się do Ciebie nie odezwę" - i za chwilę gadają jak najęci.
To nie ja.
Gdy mówię - zamilknę - to milknę. Gdy mówię - żegnam - to żegnam. Gdy mówię - koniec! - to koniec.
-------------------------------------------------------------
Myślałam o Tobie bardzo, bardzo często. Ale nie codziennie. Nie regularnie. Czytałam Twoje notki i komentarze - ale też nie zawsze.
Od dziś będę myśleć codziennie, do końca moich dni (jeśli nie utracę świadomości i rozumu). Gdybyś - oby tak się nie stało! - poczuła się kiedyś słaba, opuszczona, bezradna, przerażona, osamotniona, gdybyś nie miała już sił do walki z chorobą - wiedz, że nie jesteś sama.
------------------------------------------------------------
Coś Ci opowiem. To była dotąd moja malutka tajemnica:)
Pamiętasz trzęsienie ziemi na Haiti w 2010 roku? Bardzo to wtedy przeżywałam. Prześladowały mnie straszne obrazy, ciągle do nich wracałam, nie mogłam się uwolnić. Postanowiłam, że codziennie będę odmawiać krótką modlitwę za maleńką czarną dziewczynkę-niemowlę, odnalezioną w gruzach. O imieniu Marie. Codziennie - przez 18 lat. Aż Marie osiągnie pełnoletniość.
Czy taka dziewczynka w ogóle istniała? Nie wiem...
Odmawiam już 16 lat:) Myślę o Marie - jak wygląda, jak się czesze, jaki ma charakter, czy znalazła rodzinę, czy zdobędzie dobre wykształcenie, o czym marzy... Zapewne Marie mówi po francusku - czy dogadałabym się z nią dzisiaj? Z językiem francuskim nie miałam do czynienia od wielu lat, zapomniałam...
Zostały już tylko dwa lata (jeśli dożyję).
I doszłam niedawno do wniosku - przecież nie opuszczę mojej Marie tylko dlatego, że dorosła! Trzeba będzie odmawiać do końca:) Trudno się mówi.
A może jestem po prostu śmieszną, ckliwą, sentymentalną kretynką? A Marie w ogóle nie istnieje?
E tam... Na pewno istnieje!
Nawet jeśli ma inne imię lub jest chłopcem:)))
W każdym razie Gini istnieje na pewno.
Cóż - trzeba będzie i Gini wziąć na garba:)))
Słowo się rzekło.
--------------------------------------------------
A teraz będzie wierszyk. Chciałaś wierszyk - masz wierszyk!
:)
Raz pewna Gini pyskata
Mówiła, że na miotle lata:)
Waliła miotłą po głowach,
Nie przebierała też w słowach.
W gorących serca płomieniach
Grzać chciała serca z kamienia;
Zniewagi znosząc i trudy,
Zdzierała woal obłudy.
W rozdęte bańki z patosem
Waliła - bum! - jednym ciosem!
Pychę, za dobroć przebraną,
Atakowała taranem.
Tak Gini, choć wzrostem mała,
Do boju dzielnie ruszała,
Gdy wielkie morze cierpienia
Ból niosło nie do zniesienia.
Niełatwą wybrałaś drogę -
Nie wiem, czy pomóc Ci mogę.
Ufam, że sił Ci wystarczy -
Czy z tarczą, czy też na tarczy.
Wiem jedno - pył świata pryśnie
I Prawda blaskiem rozbłyśnie;
A pokój w sercach zagości,
Łaknących sprawiedliwości.
Twój długi spór z Blogerką, która mnie stąd przegnała, a Ciebie (nadmiernie?) uaktywniła, zakończył się - mam nadzieję, odpuść już - nieoczekiwanie. Zyskałaś wielkiego i potężnego sojusznika. Po Twojej stronie stanął Papież Leon XIV, głowa Kościoła katolickiego.
"Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój. Lecz biada tym, którzy manipulują religią i samym imieniem Boga dla własnych korzyści militarnych, ekonomicznych i politycznych, wciągając to, co święte, w ciemność i brud"
Leon XIV, Kamerun, 16 kwietnia 2026.
Blogerka odniosła się do tych słów - ale nie do całej wypowiedzi. Ależ skąd. Do wybranego, krótkiego fragmentu, który jej pasował.
https://www.salon24.pl/u/intuicja/1499512,do-zrodla-czyli-walka-przeciw-zwierzchnosciom-i-wladzom
@Intuicja: ""Papież z Afryki wysyła jasny sygnał do Trumpa? "Wciągają to, co święte, w ciemność i brud" (za Gazetą Wyborczą)
Czyżby cytowane słowa skierowane były wyłącznie do Trumpa? Jeśli tak to...
Nikt nie zauważył, że Iran jest państwem o charakterze teokratycznym, gdzie najwyższą władzę sprawują szyiccy duchowni, a prawo oparte jest na szariacie? Czy zatem nie wciąga celów politycznych, ekonomicznych wojskowych w to, co święte, a tym samym tego, co święte w ciemność i brud?"
--------------------------
Czy Papież kieruje te słowa do muzułmanów? Nie wiem... Islam nakazuje przecież "świętą wojnę" - z nami. No i to nie muzułmanie dokonali napaści. To oni zostali napadnięci.
Na pewno kieruje te słowa do katolików (wszystkich chrześcijan?).
Do władców tego świata, do polityków, do partii. To słowa uniwersalne, ponadczasowe - pasują ja ulał do wielu epok, wielu państw, wielu wojen, wielu partii, wielu polityków. Do PiS też.
Również do wielu maluczkich, którzy z ustami pełnymi cytatów z Ewangelii pochwalają ten atak - bo wg nich USA powinny zachować dominację światową, a rozsądek polityczny nakazuje atakować prewencyjnie. Bo Ewangelia Ewangelią, a polityka polityką.
Pasują również do Blogerów.
--------------------------------
https://www.salon24.pl/u/piszesie/1497631,opowiem-wam-o-iranie
W.Ż.: "Kilka dni temu generał Ben Hodges, były dowódca sił lądowych USA w Europie, w rozmowie z dziennikarzem Wirtualnej Polski powiedział między innymi:
„Byłem kadetem w 1979 roku, kiedy Irańczycy zajęli naszą ambasadę w Teheranie. Przez całe moje dorosłe życie zawodowe Iran był wrogiem. Wspierali terroryzm w całym regionie, zabili setki amerykańskich żołnierzy, grozili Izraelowi lub zabijali Izraelczyków. Zabili też tysiące własnych ludzi. Od dziesięcioleci są wyłącznie źródłem problemów. Oczywiście chciałbym, żeby ten reżim upadł, naprawdę nie jestem temu przeciwny. To jednak nie oznacza, że możesz po prostu wejść i robić, co ci się – do cholery – podoba”.
Pozdrawiam serdecznie, Gini.
Pozdrawiam też Wszystkich moich Czytelników - ale najserdeczniej tych, którzy sami wiedzą, że to oni:)


Komentarze
Pokaż komentarze (13)