Kiedy gen Jaruzelski ogłaszał stan wojenny, miałem zaledwie 7 lat. Dziś już trudno mi skojarzyć, czy jego telewizyjne wystąpienie bardziej pamiętam z oryginalnej wersji czy też z licznych późniejszych powtórek. Doskonale pamiętam natomiast gigantyczne kolejki po kawę, papier toaletowy i inne rzeczy, które teraz same pchają się do naszych domów. Schyłek okresu komunizmu na który przypada moje dzieciństwo, nie wiąże się dla mnie jednak z żadnym przykrym wspomnieniem. Pewnie dlatego, że byłem zbyt mały by zrozumieć dramat końca lat 70 i początku 80- tych. Pewnie dlatego, że mój ojciec będąc górnikiem, korzystał z przywilejów sklepów na kartę G. Pewnie też dlatego, że nikt mnie nie wychował w klimacie nienawiści dla ludzi, którzy kiedykolwiek z różnych powodów byli członkami partii. W mojej rodzinie nikt w PZPR nie był. Nikt też nie był wyróżniającym się opozycjonistą. Ot rodzina jakich tysiące na Śląsku i w całej Polsce. Znam jednak wielu ludzi, którzy w latach siedemdziesiątych do partii wstępowali. Po to by dostać mieszkanie, lepszą pracę czy przydział na wczasy. Każdy ich zna. I każdy kto ma choć mgliste pojęcie o tych latach wie, że wtedy nie było nadziei na rychły upadek komunizmu.
Dziś po tylu latach, w Polsce ciągle żywa jest idea polowania na czerwonych. Ten nurt ochoczo podsycany przez skrajnie prawicowe ugrupowania, staje się czasem dominującym w życiu publicznym. Fanatyczna wiara w możliwość dzielenia ludzi według przynależności partyjnej, ślepe przeświadczenie, że kto był w partii był wrogiem narodu, każe tej drugiej, „lepszej” połowie, ciągle węszyć i szukać kryptokomunistów, agentów, ubeków, dzieci ubeków i znajomych ubeków. W realiach dzisiejszej Polski nawet jeśli byłeś szują i bandytą a należałeś do Solidarności, jesteś więcej wart niż porządny szary człowiek, który miał partyjną legitymację.
Mam już dosyć ciągłej nagonki podsycającej nienawiść i podziały. Wiecznego szukania Bolków, Lolków, Zapalniczek i innych pierdół. Dosyć mam ciągłego słuchania o tym, który aktor, dziennikarz czy sprzedawca w mięsnym spotkał się z ubekiem. Już nie chcę wiedzieć czy mój sąsiad był sekretarzem POP czy tylko zastępcą. Od szukania zbrodniarzy jest prokuratura i sądy. Te instytucje są w demokratycznym państwie władne do oceny wydarzeń i czynów. I to sąd ma orzekać o winie i niewinności. Wara od tego Tobie i mnie.
Po śmierci prof. Geremka, wataha głodnych hien od razu rzuciła się na jego ciepłe jeszcze ciało. Banda nieudaczników, która niczego w życiu swym nie dokonawszy czeka tylko na okazję by dokopać każdemu kto wyrósł nieco wyżej znalazła doskonały argument w postaci jego członkostwa w PZPR. Beznadziejni nudziarze, zawsze gotowi na ścięcieczyjejś głowy tylko dlatego że jest mądrzejsza od ich tępych pał, zawsze będą mogli wyciągać swoje solidarnościowe legitymacje i nimi zbijać wszystkie argumenty.Będzie tak dopuki wszyscy inni będą udzielać im takiego przyzwolenia. Jeśli nie zwycięży w nas zdrowy rozsądek i zwyczajna ludzka szczerość. Jeśli ciągle damy się ogłupiać komuś kto stara się nas przekonać, że wszyscy należący kiedyś do partii są godni potępienia.
Do PZPR nie trafiali wyłącznie cwaniacy i karierowicze. Byli tam też ludzie, którzy wierzyli, że partię można zmienić a tym samym zmienić Polskę. Że można zbudować silniejszy i bogatszy kraj. Tak, socjalistyczny kraj. Ale nikt wtedy nie myślał o kapitalizmie. Wtedy żyliśmy w cieniu Imperium, które wydawało się być wieczne. Nawet przywódcy ówczesnej opozycji nie wyobrażali sobie upadku komunizmu. Ludzie chcieli poprawy bytu, rozluźnienia cenzury, kontaktów ze światem. Myśl o obaleniu molocha była tak odległa i abstrakcyjna, że nikomu nie przychodziła do głowy. Wielka idea wolności, nie wybiegała poza zastaną rzeczywistość.
Powiedzieć dziś tym ludziom, że są zdrajcami i agentami to zbrodnia. Wrzucać wszystkich do jednego czerwonego worka to zbrodnia. Wykrzyczeć im prosto w oczy, że ta ich walka o lepsze jutro była naiwna i zła - to hańba i niegodziwość. A takich krzykaczy jest w Polsce wielu i wielu jeszcze będzie. Tak popularne na całym świecie budowanie kapitału politycznego na wzajemnych animozjach i ludzkiej krzywdzie, w Polsce staje się niechlubną zasadą, szczególnie po skrajnie prawej stronie sceny. Polska jest zagrabiana przez głoszących populistyczne hasła inkwizytorów. Nie kończące się poszukiwanie agentów ma uwiarygodnić wersję o istnieniu tajemniczego układu do którego należą wszyscy oprócz jednej tylko wąskiej grupy polityków. I to tylko oni są w stanie dobrze przewodzić i dobrze rządzić. Wprowadzenie swoistej psychozy agenturalnej, spiskowa teoria dziejów najnowszych i bezustanna konieczność demaskowania współpracowników UB i SB, których liczba przekroczy niedługo liczbę ludności, to podstawowe instrumenty służące ogłupianiu społeczeństwa czy też inaczej- przekonywaniu wyborców.
Przy okazji stosowania tego mechanizmu, całkowicie zapomina się o tych, którzy kiedyś odbierając legitymację partyjną, byli przekonani, że robią dobrze. Dziś w zupełnie innej Polsce, łatwo jest o potępienie takiego czynu. Łatwo jest napiętnować człowieka i przyczepić etykietkę komucha. Łatwo z oburzeniem pytać jak można było należeć do przestępczej organizacji. Tylko, że wtedy ten przestępczy charakter PZPR nie był wcale taki oczywisty. Zresztą jaka była alternatywa? By cokolwiek robić dla siebie i innych trzeba było być w partii. Chcąc zorganizować klub piłkarski, dyskotekę, czytelnię, zawody strzeleckie czy festyn. Pewnie można było robić wiele rzeczy nie będąc członkiem PZPR lub jej satelitów, ale było to niewypowiedzianie trudniejsze. To partia trzymała łapę na kulturze, sporcie i całym życiu wsi i miast. Partia poprzez ludzi do niej należących, którzy często nie byli zdrajcami i agentami – jak chce obecna doktryna- ale społecznikami chcącymi w jakiś sposób uatrakcyjnić szarość codzienności.
Dziś wiele z tych osób jest spychana na margines życia społecznego. Są świadomie alienowani przez nowo powstałą doktrynę, każącą potępiać wszystko i wszystkich związanych z PZPR. Wmawia się tym ludziom, że liczy się tylko dziś. Ze to co było przed 89 rokiem to nie była Polska i że nasza historia rozpoczyna się dopiero później a mianowicie wielką zdradą przy okrągłym stole. Ludzie, którzy przepracowali w Polsce Ludowej całe swoje życie nikogo przy tym nie krzywdząc, dowiadują się nagle, że ta ich praca nie ma żadnego znaczenia. Jeśli tylko nie zapisali się do Solidarności w odpowiednim czasie, to nie odpowiedzieli na wołanie historii i teraz są poza jej nawiasem.
Ocena komunizmu jako systemu jest i musi być jednoznacznie negatywna. Ale polski komunizm to też Polacy ich codzienne życie i próby szukania nawet małych radości w smutnej jak twarz czekisty PRL. Zbrodnie komunizmu trzeba osądzić ale w demokratycznym państwie do tego celu powołane sa odpowiednie instytucje, które tego osądu dokonać powinny. A później, gdy nadejdzie czas, niektórych z nas osądzi historia a wszystkich Bóg.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)