W sierpniu 2020 roku toruńska psychiatra usłyszała prawomocny wyrok skazujący za fałszerstwo dokumentacji medycznej w 2011 roku na potrzeby sądowe — na tzw. „podkładkę”. Proces nie ciągnął się latami, gdyż przez cały ten czas nikt poza mną nie miał odwagi ani chęci, by domagać się jej ukarania.
W toku postępowania nie udało się ustalić, kto mógł ją nakłonić do popełnienia tego przestępstwa, choć pytania w tej sprawie padały wielokrotnie. Ostatecznie psychiatra wzięła całą odpowiedzialność na siebie i przyznała, że nikt jej do tego nie namawiał. Sama poniosła konsekwencje swoich działań.
To smutny przykład na to, jak długo w Polsce można unikać sprawiedliwości i jak często dopiero determinacja jednej osoby sprawia, że prawda w ogóle wychodzi na jaw. Istnieje podejrzenie, że było to być może fałszerstwo na telefon, bo niby skąd fałszerka miałaby wiedzieć żeby coś sfałszować o leży w szafie tj. stary dokument.




Komentarze
Pokaż komentarze (1)