33 obserwujących
65 notek
210k odsłon
  185   0

Dżuma, czy cholera?

Mam już dość. Dość rozważań o tym, czy Rosjanie wejdą na Ukrainę, czy nie wejdą. Czy będzie wojna na wschodzie, czy nie będzie? I te ostrzeżenia że uderzą: dziś, albo juto, albo w środę, czy inny piątek. I analizy, jakie siły ma jedna strona, jakie druga. Analizy głębokie, głębsze, i jeszcze bardziej głębinowe, i ten mapy z narysowanymi strzałkami możliwych kierunków ataku wojsk rosyjskich na niewinnych Ukraińców. Nawiasem mówiąc jak także bawiłem się kiedyś rysowaniem strzałek na mapie. Zniszczyłem w ten sposób mój ulubiony atlas geograficzny, dzięki któremu przewędrowałem, palcem po mapie, cały ziemski świat. Ale miałem wtedy naście, dobrze mniej niż dwanaście lat. A tu dorośli ludzie, profesorowie oczywiście, czy emerytowani oficerowie, od pułkownika w górę, albo w dół, bo i emerytowanie sierżant także może się wypowiedzieć – czemu nie, mają tyle do powiedzenia, co inni - rysują strzałki na mapach, ostrzegają, przestrzegają i publikują oczekując chwały i uwielbienia – oto współczesne Nostradamusy, Wernyhory,  i Sybille razem wzięte. Mam także dość słowa: może. 

 Dodatkowo znienawidziłem szczerze polityków wszelkiej maści i krajów. Wychodzą z namaszczeniem, w nienagannych garniturach i starannie dobranych krawatach i gadają, i ględzą, i gadają i tokują upajając się własnym głosem i swą walką o utrzymanie pokoju! O zapobieżenie wojnie! O ratunek dla świata! A przynajmniej dla zachodu! Ciekawe, okazało się niespodzianie, że i nas liczą do zachodu. Kiedyś, za komuny, marzyło się o tym, by u nas było jak na zachodzie. Byśmy byli zachodem. A teraz nie wiadomo cieszyć się z tego, czy smucić, że w końcu nas przypisali na do tego zachodu… Zachodu, czy zasmrodu? Jak zwał, tak zwał. Politycy są w swoim żywiole. Czują się jak ryby w idzie. W końcu za to im płacą. Za gadanie: z sensem, czy bez sensu. Każdy z nich przecież marzy, by być jak Juliusza Cezar, Napoleon, choćby Winston Churchill. By i od nich zleżał los świata. Niech będzie Europy! Niechby i tej podlejszej i gorszej – wschodniej Europy. Gdzie białe niedźwiedzie chodzą po ulicach, a barbarzyńscy, wiecznie pijani tubylcy łowią, chwytają i smażą na rożnach ostatnich Żydów. Niechby i jakiejś tam Ukrainy. Nieważne. Byle zapisać się na kartach historii. Jeśli nie historii, to poczytnych gazet i portali internetowych. Starczy. Szczególnie, że niedługo wybory. Zawsze są, albo niedługo będą jakieś wybory.

 Obecne czasy to dla polityków jak darmowy wyszynk dla alkoholików. Marzenie nałogowca. Toteż dają z siebie wszystko. Począwszy od wyślizganego prezydenta najważniejszego kraju świata a skończywszy na pomniejszych prezydentach, premierach i tłumie poślednich ministrów, minister (rodzaj żeński) i ministrantów. Weźmy naszego pana prezydenta. Jego okrągłą buzię widać na okrągło: rano, w południe i wieczorem. A to się spotyka. A to udziela rad, lub to wysuwa inicjatywę. Ustawodawczą, żeby nie było. Zyskał drugie życia na końcówce drugiej i ostatniej kadencji. Powinien dać na mszę w intencji cara Rosji, sprawcy tego całego zamieszania. Właściwie to lubię naszego pana prezydenta. Oto spotkanie z korpusem oficerskim, dyplomatycznym, czy inna okazja. Wychodzi pan prezydent i powitania. Witam panią marszałek…, pana wicemarszałka tego, pana marszałka tamtego; potem biskup jeden, drugi, trzeci, po nazwisku, skrupulatnie; następnie premier, wicepremierzy, ministrowe. Przychodzi kolej na powitanie pomniejszych osobistości, drobiazgowo: imię, nazwisko i funkcja, nikogo nie pomijając, nikogo nie przeoczając. Według rangi i stanowiska: od góry do samego dołu. Dawniej mówili: szlachcic bez tytułu jak pies bez ogona. Tak gości wita pan prezydent. Powitawszy wszystkie, co znamienitsze persony, pan prezydent zwolna przechodzi do rzeczy.

 Albo podziękowania. Prawdziwe mistrzostwo świata, gdy nasz pan prezydent bierze się do podziękowań. Jak nasza ziemia długa i szeroka, nie znajdziesz drugiego prezydenta nawet jakiego bantustanu, czy innej republiki bankowej, którzy mają za co dziękować, co by tak ładnie i kwieciście umiał podziękować jak nasz pan prezydent! To pan prezydent. A mniejsza ranga? O pomniejszym drobiazgu politycznym: ministrach, posłach i posełkach (rodzaj żeński od poseł), tudzież europosłach i innych podsędkach, to nawet gadać szkoda. Nie wychodzą ze studiów rozmaitych stacji, tylko je zmieniać, i gadają, i przypuszczają i dyskutują, i mielą jęzorami, co im ślina na język przyniesie. A dziennikarze im wtórują podnieceni. Te nasze giganty medialnego intelektu, te wyrocznie moralne, te krynice wiedzy wszelkiej, szczególnie politycznej! Oni wiedzą wszystko co jest, co było, i co będzie. Zamiary cara Władimira Władimirowicza przeniknęli na wskroś. Tacy są mocni i wszystko wiedzący.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale