29 obserwujących
58 notek
207k odsłon
  201   0

40 dni

Czterdzieści dni minęło. Czterdzieści dni to… czas kwarantanny. Gdy do portu wpływał statek, a podejrzewano, że wśród załogi, czy pasażerów są chorzy na dżumę, cholerę, czy inne paskudne choroby zakaźne, to pakowano wszystkich, bez wyjątku, nie bacząc na żadne prośby, żale, czy błagania, do miejsca odludnego i zamkniętego, na przykład na jakiejś niezamieszkałej wyspie, miejsca, które niczym się nie różniło od więzienia. A było znacznie gorsze od najcięższego więzienia, bowiem zamknięcie razem zdrowych i chorych nie dawało tym pierwszym większej szansy na przeżycie. Po czterdziestu dniach kwarantanny zwalniano tych, co… przeżyli.

 W czterdzieści dni dziecku, albo płodowi, wyrastają rączki i nóżki. W czterdzieści dni kijanka zmienia się w mini człowieka. Powiadają, że wiele może się wydarzyć między ustami a brzegiem pucharu, tym więcej się zdarzyć w czterdzieści dni. Mówiąc czterdzieści mam na myśli czterdzieści dni wojny między Rosją a Ukrainą. Co się wydarzyło w ciągu tych dni? Oczywiście Rosja poniosła klęskę, całkowitą, nieodwracalną, absolutną klęskę. Nic nowego. Już trzeciego dnia, nie wcześniej, chyba drugiego dnia ataku media grzmiały radosną wieścią o klęsce Rosji. Pamiętam, jak nazajutrz po wybuchu wojny generał emerytowany Bolek pędził od mediów do mediów głosząc wszem i wobec klęskę wojsk rosyjskich, jakiej najstarsi historycy wojskowości nie pamiętali. Chyba, że klęska wojska Napoleona w Rosji, w 1812. Ale to złe porównacie. Inni, nie mniej znakomici specjaliści od wojskowości prześcigali się, kto ogłosi większą klęskę Rosji, i kto zrobi mocniej i zgrabniej. W ciągu tych czterdziestu dni, co dnia ogłaszano klęskę Rosji, był czas się przyzwyczaić.

 Drugi temat tych dni to car Rosjii, Władimir Władimirowicz Putler, tak go nazwano, przez porównanie do Hitlera. Ile to napisano, że car Władimir Władimirowicz zwariował. A jeśli nie zwariował, to na pewno zwariuje: nie dziś, to jutro, za chwilę, za momencik a zwariuje. Wpakują go w kaftan i zamkną gdzieś na Kremlu i wojna się skończy jak zły sen. Albo, że Władimira Władimirowicza obalą jacyś tajemniczy, ale potężni spiskowcy, złoczyńcy z Kariny Dreszczowców. Wiadomo, wszyscy carowie giną w mękach, w zamachach osób najbliższych. Przyjdzie nowy car i będzie pięknie, słonecznie, i kwiatki zaśpiewają a ptaszki rozkwitną. Inni, pozytywnie nastawieni myśliciele (?) głosili z mocą, że Putler popełni samobójstwo! Powstał tu pewien spór. Bowiem inni nie mniej postępowi publicyści głosili, że Putler już nie żyje, a to co pokazują, to jego sobowtór! Inni wierzyli żarliwe, że car Władimir Władimirowicz właśnie w tej chwili, wpierw z głuchej rozpaczy wyrwawszy resztkę włosów z głowy, podcina sobie żyły nożem do papieru, albo truje się trutka na szczury, lub kocią karmą, czy też wiesza się na klamce od drzwi, na skórzanym pasku od żołnierza ochrony.

 Przyznaję, taka wizja: wielkie i wysokie, złocone wrota kremlowskie, klamka gdzieś na dwóch metrach wysokości, na klamce pasek, na pasku dyndający car Wladimir… nawet mi się spodobała. Niestety, czterdzieści dni minęło, a car Władimir Wladimirowicz, żyje jakby nic. I nic nie odpuszcza, ani nie przeprasza, nie łka, nie rozdziera szat, ani nie bije się we własne piersi – jeśli już bije to w cudze - nie błaga o zmiłowanie, nie woła gromko o pokój. Dziwny jakiś. Więcej, bezczelnie głosi, że ma racje, że… moje dzieło prawoje! Ale to oczywiście ruska propaganda. Co innego strona ukraińska, ono głoszą tylko i wyłącznie prawdę! Codziennie sztab armii ukraińskiej ogłasza komunikat, gdzie skrupulatnie wylicza straty… Rosjan, oczywiście, że Rosjan. Kogo innego? Przecież armia ukraińska nie ponosi żadnych strat.

 Kiedyś Józef Stalin ogłosił z dumą: od sukcesów kręci się w głowie! Połowa lat trzydziestych XX wieku, kolektywizacja, terror, miliony umarły z głodu, miliony gniją i umierają w łagrach. Stan na dzisiaj, straty totalitarna – faszystowskiej armii rosyjskiej, według strony ukraińskiej: ponad 18 tysięcy żołnierzy, zabici, ranni, wzięci do niewoli, ze 150 samolotów, tyle samo śmigłowców, z 800 czołgów, i ze dwa tysiąc transporterów opancerzonych. Zaokrąglam w górę, albo w dół. Co za różnica? Żeby tylko od sukcesów szefostwu armii ukraińskiej i prezydentowi ukrainny nie zakręciło się w głowie! Straty ukraińskie? Nie podają. Czyli zero. Co to za cudowna wojna,! Dla Ukraińców rzecz jasna. Giną tylko wrogowie, płoną tylko ruskie czołgi, spadają zestrzelone tylko nieprzyjacielskie samoloty. Kilka dni temu ogłoszono, że ukraińska armia ma więcej czołgów, niż przez atakiem Rosjan. Nic, albo niewiele stracili, wiele zdobyli. Wiec przybyło maszyn. Czyż to nie cud na cudy? A może czołg sparzył się z czołgiem i przyszły na świat małe czołgięta? Świnie się rozmnażają, i bydło, i psy i koty, to czemu nie czołgi? Mniejsza. Czyż to nie piękna, nie cudowna to wojna? Kolorowa i przyjemna jak z kreskówki! Aż dziw, że przy takich stratach ruska armia jest w stanie walczyć! Bohaterska ukraińska powstańcza armia powinna maszerować na Kursk! I na Stalingrad. Hitlerowskie armie nie zdobyła Stalingradu, ale bohaterzy z tryzubami zdobędą Stalingrad. I Moskwę też zdobędą. Rzecz jasna bez strat własnych. Jakże słusznie prezydent ukrainy powiedział w wywiadzie: zaakceptujemy tylko zwycięstwo!

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale