33 obserwujących
69 notek
210k odsłon
  212   1

Kongres Kobiet

O tym jak wspaniała imprezą był XIV Kongres Kobiet, i co nam dobrego przyniósł

Oto ja, Wacek – blogier postępowy, w wiecznym poszukiwaniu sławy, wolności, tematów, no i dodatkowego zarobku, trafiłem do Wrocławia na XIV Ogólnopolski Kongres Kobiet. Kongres Kobiet numer XIV odbywał się pod szczytnym hasłem: MOC JEST W NAS. Kobiety na rzecz pokoju, równości, klimatu i demokracji, Na stronie portalu społecznościowego organizatorki umieściły taki tekst: „Już możemy nieoficjalnie powiedzieć, że w Hali Stulecia w dniach 8-9 października pojawiło się około cztery tysiące osób, które przyszły, by uczestniczyć w panelach, rozmawiać, uczyć się od siebie nawzajem i dzielić swoim doświadczeniem. Patrząc na te zdjęcia i energię XIV Kongresu Kobiet możemy te dwa dni opatrzyć jednym hasłem: SIOSTRZEŃSTWO”.

 Obiema rękami się podpisuje, tylko jedno mnie niepokoi: czemu tylko siostrzeństwo? A braterstwo to co, pies? Nie wykluczajcie siostry, nas, braci mężczyzn, ze swojej wspólnoty. Powinno być: SIOSTRZEŃSTWO i BRATERSTWO. Ale to tylko drobna uwaga. Wielka to zaleta takich kongresów, że można zetknąć z postaciami sławnymi, z elitą polityczną, czy intelektualną naszego, jakże skądinąd ubogiego w takie skarby, narodu. Jak ja spotkałem euro posełkę Dianę Bzdurek. Stała za mną w kolejce do bufetu. I cały taki podniecony, uskrzydlony tym spotkaniem rzucam od niechcenia zamówienie: schabowy z ziemiankami i surówką z przysmażanej marchewki z fasolką. A co!? Niech wiedzą, żem PAN. Żaden gołodupiec! Że mnie stać na gest, na schaboszczaka w bufecie. A tu stojąca za mną (euro) posełka Diana Bzdurek wściekłym spojrzeniem miażdży mnie jak walec g…no. I przypominam sobie w popłochu, że posełka Diana Bzdurek to wegetarianka! Nie. Więcej. To weganka, co gardzi mięsożercami. Której celem jest ocalenie świń, krów, indyków czy kurczaków przed okrutną i męczeńską śmiercią i pożarciem przez tych potworów – ludzi. Która marzy o zamknięciu zakładów mięsnych, czy ubojni, tych współczesnych Auschwitzów! I żebyśmy stali się lepsi żrąc tylko marchew i ziemniaki, groch i soczewicę. Ewentualnie soję, dla elit w postaci wykwintnego tofu. Pospólstwo niech żre trawę, albo pokrzywy, ale wara od niewinnych zwierzątek i ich mięsiwa, skór, czy mleka! Czy innych produktów odzwierzęcych. Uświadomiwszy sobie to wszystko w mgnieniu oka oblał mnie zimny war. I wyszeptałem, prawie, bezgłośnie:

 - Nie, nie, to, ja, ja, ja… chciałem… oo… proszę, sa… ła… tkę… warzywną i wodę mineralną z bą… bel… ka…miiii…

 Omal się nie rozpłakałem. Taka szansa, i taka wtopa. Wszystko na nic. Nie będzie kariery, ani podroży do Brukseli. Do centrali lepszego, postępowego świata. Wszystko przez schabowego! I moją głupotę! Siadam przy stoliku ze swoją sałatką warzywną i wodą mineralną, i jem przełykając łzy. Ale coś mnie uwiera, coś niepokoi, coś przeszkadza. Obracam się. A przy sąsiednim stoliku siedzi euro posełka Diana Bzdurek w towarzystwie trzech pań i przeszywa mnie sztyletami swoich wyblakłych, wegańskich oczu. Wściekła jak osa, jeszcze chwila a podejdzie i wychlasta mnie po pysku! No tak. Myślałem, że się jej przypodobam, a tu znowu wpadka. Mój posiłek to warzywa plus majonez. A majonez to jaja, a jaja to samo zło. Ile się te kury namęczą nim zniosą te jaja. A ja to żrę! Jak gdyby nic. Odwracam się plecami do euro posełki, odgradzam się ramieniem i pośpiesznie jem moją sałatkę. Bruksela, czy nie Bruksela, niech tam. Zjem, co kupiłem. Jestem głodny. Dziwię się swojej odwadze. Kto wie, czy nie dopadnie mnie, zemsta weganki, euro posełki za zjedzony majonez za cierpienia kur znoszących jajka. Wracam do Kongresu Kobiet.

 Cóż to za wspaniała impreza, cudowne spotkanie przepięknych i genialnych pań. Wiele tam spotkałem wspaniałych, cudownych kobiet i dziewczyn też, ale najważniejsze panie postępowe, gościny tego kongresu to: pani Broniarz – przedsiębiorka…? Nie, to głupio brzmi, powiedzmy bizneswoman i wiceprezeska konfederacji przedsiębiorców Lewiatan oraz pani Bralczyk, nasza miliarderka - te panie reprezentowały strefę biznesu. Agnieszka Netherland – znana reżyserka, oraz Inga Burczyk – pisarka i ceniona laureatka to świat kultury. Wreszcie profesorki Gienia Piątek i Nina Listek, godnie reprezentowały świat kobiecej nauki, nauk humanistycznych i prawnych. Świat polityki, piękniejszą jej część, to panie: wzmiankowana już euro posełka Diana Bzdurek, oraz euro posełka postępowa Joasia Zbywajska, kobieta w starszym wieku, na wózku inwalidzkim. Nawiasem mówiąc pani Broniarz niespecjalnie się udzielała na Kongresie swojej płci. Siedziała jakaś taka skulona, zlękniona trwożnie rozglądając się dookoła. Kilka dni po zakończeniu Kongresu policja aresztowała prezesa stowarzyszenia Lewiatan za korupcję i oszustwa podatkowe, i lęki wice prezeski pani Heni Broniarz stały się jasne i zrozumiałe. Druga bizneswomenka pani Bralczyk uśmiechała się, pozowała do zdjęć, ale wydawała się znudzona i zniesmaczona. Swój majątek pani Bralczyk zdobyła po kobiecemu – rozwodząc się mężem i łupiąc go przy podziale majątku – co nie powstrzymywało jej od barwnych opowieści, jak to pracowała po 20 godzin na dobę nim odniosła sukces, i gorzkich żalów na współczesną młodzież, która ani myśli pracować dla niej po 20 godzin na dobę za minimalną pensję. Dla biznesmana, czy bizneswomenki, czas to pieniądz. Pani Bralczyk przeliczając swój czas na kongresie na pieniądze żałowała straconej forsy. A w damskim w zasadzie towarzystwie nie było możności upolować nowego miliardera. Ale przynajmniej starała się miło uśmiechać. To dużo. Występ, czy performance, euro posełki postępowej Joasi Zbywajskiej, w obronie uciemiężonych irańskich kobiet, stał się gwoździem XIV Kongresu Kobiet, dokładnie jednym z trzech gwoździ, ale o tym opowiem w swoim czasie.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale