Czyli ciąg dalszy posta z dnia wczorajszego. Na wstępie dwa słowa wyjaśnienia, dlaczego moja polemika dotyczy akurat postów Rafała Gawlika. Otóż jest to jedno z niewielu miejsc, gdzie Autor próbuje zrozumieć inny punkt widzenia niż własny. A to, drodzy Czytelnicy, coraz rzadziej spotykane.
Ciekawy esej, będący w zamierzeniu obroną teizmu przed "absurdalnymi tezami" ateistów musiał zwrócić moją uwagę. Zwłaszcza, że owe absurdalne tezy są... naprawdę absurdalne! Z całym szacunkiem dla "każdego ateisty", z którym pan Rafał rozmawiał, argumentacja wynikająca z opisywanych rozmów i poglądów ateistów są dość odległe i od zdrowego rozsądku i od moich - również ateistycznych. Ale po kolei.
"Wierzysz bo tak Cię nauczono. Indoktrynacja".
Zgadzam się, że dzieci są wychowywane w określonym środowisku i, generalnie, bezkrytycznie przyjmują określone normy społeczne, etyczne, moralne, kulturalne itp. Nawet miłość do ukochanej drużyny piłkarskiej mamusi :) Natomiast absolutnie nie zgodzę się z twierdzeniem, iż "(...) kiedy człowiek przestaje być dzieckiem automatycznie powinien - tak jak z wiarą w św. Mikołaja - zostać ateistą. Tak się jednak nie dzieje". Ciekawy dylemat, prawda? Faktycznie, dzieci tracą wiarę w świętego Mikołaja, a do Kościoła chodzą dalej. To oznacza, że czerwona odmiana Papy Smurfa nie istnieje a Bóg istnieje! Nawet trudno zarzucić takiemu rozumowaniu brak logiki. Pojawia się jednak drobne "ale". Dziecko jest na tyle dorosłe, aby rodzice i otecznie mogli bezkarnie uśmiercić św. Mikołaja, Wróżkę Zębuszkę i inne stwory o dziwnej prowiniencji. I uśmiercają - dziecko traci wiarę. Nie usmiercają Boga - wierzą rodzice, wierzą dzieci. Reguła komformizmu i społecznego dowodu słuszności w pełnej krasie.
Pod tym samym szyldem Pan Rafał umieścił ciekawy argument - odrzucenie wiary przez zbuntowane nastolatki a następnie powrót do wiary w dorosłym zyciu. I co ważniejsze - jest to powrót świadomy. Czy całkowicie świadomy, to zależy od konkretnego przypadku. Dla części ludzi jest to decyzja płynąca z głębi serca, dla części jest związana z powrotem do rodziny, dla części jest efektem znaku jaki dał im Bóg, dla części ucieczką itd. Trudno tutaj generalizować. Ale ludzie, którzy całkowicie i świadomie wrócili do wiary są w niej szczerze szczęsliwi. A to co odróżnia ich od innych współwyznawców, to akceptacja światopoglądu i innowierców, i ateistów. Można z nimi spokojnie porozmawiać i o Bogu i o teorii Darwina. Może to jest prawdziwa wiara?
Co do tych Francuzów - tam młodzieńczy bunt i odrzucenia społecznych reguł rodziców to właśnie ucieczka w wiarę :) Ale co do tego punku to skąd dane do tego zdania: "Jest kilkaset tysięcy przypadków kiedy młody francuz (bądź ona) musiał potajemnie wymykać się z domu by pójść na własny chrzest". Jeśli ma Pan link do źródła to bardzo proszę zamieścić, bo robi Pan z Francji jakiś fanatyczny, ateistyczny ciemogród :) Tak w imieniu francuzów proszę!
"Lekcje katechezy to zwyczajne lekcje filozoficzno-teologiczne z elementami liturgii Kościoła, gdzie człowiek uczy się myśleć nad właściwościami poszczególnych bytów i dlatego nie można nazwać tego indoktrynacją" - ryzykowne zdanie! Jest Pan pewnien, że tak właśnie wygląda lekcja religii? Wydaje mi się, czy katechetami są głównie księża i zakonnice? Czy jest Pan pewien że są w stanie nauczać o właściwościach bytów i rozważać teologiczne i filozoficzne aspekty religii w znaczeniu słownikowym? Mam poważne obiekcje i tutaj również upomnę się o źródła.
Badaniami Oliviery Petrovich są mi całkowicie nieznane, więc na ten temat mogę się wypowiedzieć dopiero po dotarciu do źródeł dotyczących metodologii i analizy wyników, jak i adekwatnych badań innych psychologów dziecięcych.
"Wierze bo się boję?" oraz "Wierzę bo czekam na nagrodę?"
To właściwie powiązane zagadnienia. Chociaż nie zgodzę się, że czynnik strachu i nagrody nie generuje religii i wiary. Owszem, tak. Akurat żyjemy w czasach i miejscu w ktorym nie jest specjalnie istotny, ale dla wielu kultur i społeczeństw, tak dawnych jak i obecnych, ma ogromne znaczenie. Starożytny Egipt, średniowiecze, szamanizm czy kult cargo to tylko przykłady, i nie można całkowicie lekceważyć koncepcji strachu i nagrody w próbie opisania religii. Zwłaszcza jej początku. Ale zgodzę się że w Polsce mało kto bierze na serio takie rzeczy.
"Wierzę bo nie rozumiem? Ciemnota wśród teistów?"
Ha! No to witaj w klubie! :) Dla wielu teistów to właśnie ateista jest ostatnim głupkiem. Ja zwykle spotykam się z pytaniem z cyklu skąd wzieło się życie na ziemi, skąd wziął się Wielki Wybuch, skąd wziął się inteligentny człowiek. Co do ostatniego istnieje coś takiego jak teoria ewolucji, ale trudno prowadzić dyskusję z miłośnikami teorii kreacjonizmu, która, cóż, jest dużo prostsza i co więcej - niemożliwa do obalenia :)
"Konkluzja"
Dokładnie tak - religia jest wiarą. Problemem o który wszystko się rozbija jest z jednej strony wlewanie sacrum do profanum, a drugiej - spór o isnienie Boga. Z Bogiem jest bowiem jeden, zasadniczy problem - jest jak kot Schrodingera. A może nawet jak kot Konfucjusza ;)
pozdrawiam:)
87
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (2)