j-p j-p
207
BLOG

Sims God

j-p j-p Kultura Obserwuj notkę 0
Ja - przeciętny fanatyk gier testuję właśnie nową, bardzo realistyczną symulację. Jest wyjątkowa bo pierwsza, której kod sam napisałem. Zaczyna się bardzo nietypowo. Na początku jest prawie pusta. Na ekranie pojawiło się tylko jedno słowo. Słowo, które zmusza do myślenia mimo, że nie zawiera ani jednej litery. O co w grze chodzi? Wcielam się we wszystkie wygenerowane kodem postacie. Patrzę na ich wygenerowany kodem świat ich oczami. Ich zaprogramowane w kodzie odruchy czasem sprawiają wrażenie świadomego działania. Jednak kiedy moja uwaga ominie kogoś kilka razy to cała iluzja świadomości awatara zaczyna się walić. 
 
  Straciłem poczucie czasu jakby czas przestał istnieć. Sam już chyba nie zliczę ile person utworzyłem. Większości już nie obserwuję bo zaczęli mnie nudzić. Najważniejsze, że gra umożliwia jednoczesne bytowanie w kilku czasach. Tak czasach nie tylko miejscach. Zawsze kiedy dokonam zmiany tworzy się alternatywna rzeczywistość. Zostawiam zawsze tą najciekawszą. Reszta leży gdzieś tam w kopii zapasowej na wielkiej czarnej materii dyskowych macierzy aby nie przeszkadzać mi w mojej trójwymiarowej symulacji.  Najmniej bawiły mnie te małe podobne do strun nitki energii. Dopiero jak miałem coś większego to była lepsza zabawa. Atomami troszkę już można pożonglować. Wodór na dobry początek. Jak go więcej zebrać zabłyśnie moja gwiezdna fabryka. Słowa płyną w prądach plazmy jak bity w komputerze. To moje myśli. Gwiazdy je zmieniają. Odpowiadają i zabijają moją samotność. Moi towarzysze. To tak jakbym tworzył za ich pomocą ale też i dla nich. Planet całe mrowie ale kod symulacji tylko na nielicznych wywołał łańcuch ciekawych zdarzeń godnych obserwacji. Z czasem nauczyłem się czynić w symulacji zmiany, które sprzyjają powstawaniu przydatnych tworów. Niczym zdalne ruchome kamery dawały mi one  przyjemność widzenia ciekawych i pięknych obrazów i zdarzeń. Najbardziej udani "szpiedzy" powstali na planecie oceanu gdzie utworzyłem ląd zręcznie zaaranżowaną kolizją planet (mieszanie kilku galaktyk zawsze daje ciekawe możliwości). Ląd nowej planety Z powstał tylko z jednej strony więc z czasem popękał tworząc kontynenty.
 
    Najciekawszy moment gry nastąpił gdy zrozumiałem, że idealne "naczynie", które mogę napełnić własną świadomością i odczuć osobową obecność w symulacji musi mieć zarówno cechy gwiazdy jak i tych zaopatrzonych w oczy białkowych obserwatorów. Moja uwaga przesunęła się na te gatunki, które dawały największą szansę stania się moich nowych towarzyszami. Stagnacja jest wrogiem rozwoju więc mała katastrofa regularnie dawała miejsce na nowe możliwości. Cała sztuka to tak ustawić zegar zagłady by gdy "naczynie" będzie dobre i napełni się wystarczająco moją esencją samo się ocaliło uciekając na inną planetę. Pierwszy sukces osiągnął wyjątkowo elastyczny gatunek (krewny velociraptora). Ich sprytna cywilizacja uciekła na jedną z planet układu, który był moim narzędziem destrukcji. Był narzędziem zagłady życia i kształtowania nowej formy dla dawnej planety oceanu. Uciekinierzy rozwinęli cywilizację do tego stopnia że żyli nawet kilkaset tysięcy lat. Z czasem wrócili na planetę Z ale zmiany klimatyczne, które na niej zaszły dały przewagę ssakom. I tak jak w fabryce jedno narzędzie tworzy inne nowe, tak stare "naczynie" utworzyło nowe ku mojej radości i własnej wygodzie. Inteligentne gady zmieniły kod genetyczny homo erectus i "napełniły naczynie" esencją mojej świadomości.
j-p
O mnie j-p

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura