Dyskusje jakie rozgorzały wokół ekranizacji powieści Bolesława Prusa, obok zwyczajowych recenzji dzieła filmowego jako takiego, często za przedmiot obierały sobie kwestię "oddania ducha epoki". W tym wypadku przytłaczająca większość zabierających głos, nie miała, a nawet nie mogła mieć pojęcia o tym, o czym chciała rozmawiać. Przy czym - to trzeba ze smutkiem przyznać - częstokroć nie z własnej winy. Nawet bowiem osoba szczególnie zainteresowana dziejami Polski porozbiorowej, chcąc czegokolwiek się dowiedzieć o realiach w jakich żyły ówczesne społeczności - napotyka pustkę w zakresie wiarygodnych źródeł, dających pojęcie o codzienności naszych przecież nie tak odległych przodków. Czym żyli, w jakich egzystowali warunkach społecznych, ekonomicznych i prawnych, jakie podejmowali wybory dające gwarancję przeżycia i jak wielkim wyzwaniem było zapewnienie sobie i bliskim elementarnych podstaw bytu. W naszej literaturze pięknej, pamiętnikarstwie, czy dziełach filozoficznych uderza brak zajęcia się codziennością. Tą prozą życia, która wprawdzie serc nie porywa, ale opisuje warunki w jakich one w ogóle mogą bić i pompować krew do rąk, które pracują i nóg dających temu wszystkiemu oparcie.
Zachwycając się "Lalką", przez ponadnarodową korporację przerobioną na "Maślonę", zawsze widzieliśmy w niej powieść dającą panoramę miasta i jego społeczności późnych lat XIX w., gdy z jednej strony Królestwo Polskie straciło już niemal wszystkie cechy odrębności od Rosji, z drugiej zaś tworzyło się już w nim nowoczesne społeczeństwo epoki przemysłowej. W wielu aspektach Bolesław Prus, z racji swoich codziennych zajęć głęboko zanurzony w życie miasta był nowatorem w zakresie opisów jego tętna, ale jednak nie można mu wręczyć palmy pierwszeństwa w dziele stworzenia polskiej powieści społecznej.
To wyróżnienie należy się bowiem zapomnianemu dziś niemal zupełnie Józefowi Korzeniowskiemu, podobnie jak jego wielki imiennik - dziecku ukraińskiego stepu. O ile jednak ten jedyny znany Józef Korzeniowski opuściwszy rodzinne strony zamienił przestwór oceanu z suchego na mokry, dzięki czemu jego talent zabłysnął w skali świata, o tyle ten "nie - Conrad" pozostawszy w kraju, zajął się literackim badaniem jego przyziemności. Dzięki czemu stworzył polską powieść obyczajową z prawdziwego zdarzenia, bez dwóch zdań będącą inspiracją dla następców. Za najlepsze dzieło Korzeniowskiego, nie bez racji uchodzą "Krewni", będący niewątpliwie "pre - Lalką", bo w to, że Prus książkę tę przeczytał i to nie raz, wątpić nie sposób.
Opowieść Korzeniowskiego zaczyna się w prowincjonalnym Sawinie, na nadbużańskich kresach Królestwa Polskiego, niedługo po Powstaniu Listopadowym, a kończy się szczęśliwie w latach czterdziestych, w tętniącej życiem Warszawie. Jej społeczność i szerzej realia życia w Królestwie Polskim poznajemy śledząc losy dwóch braci Zabużskich - starszego Eugeniusza i niewiele młodszego Ignacego. Wcześnie osieroceni, najpierw przez matkę, a potem ojca, idą dwiema różnymi życiowymi drogami. Eugeniusz trafia pod opiekę bardzo majętnych krewnych, Ignacy pozostaje w podupadłym i zadłużonym majątku rodzinnym , zmuszony do samodzielnej i twardej walki o byt. I właśnie los młodszego z braci staje się pretekstem do prześledzenia życia tych warstw, na temat których w naszym piśmiennictwie panuje zupełna cisza. Ignacy Zabużski, choć stanu szlacheckiego i ze starodawnej rodziny, bo przecież jego noszący to samo nazwisko krewny, na dworze którego wychowuje się Eugeniusz - jest kasztelanem, ostatecznie zmuszony życiową koniecznością zostaje czeladnikiem w warsztacie stolarskim.
I właśnie wybory Ignacego, jego rozterki, decyzje i miejsca w których się pojawia, pozwalają nam poznać Warszawę o jakiej niczego nie wiemy. Korzeniowski nazywa to sferą trzecich, albo czwartych pięter, gdzie trudno się wspiąć, a mieszkają na nich najubożsi, w odróżnieniu od pięter pierwszych, zasiedlonych przez klasy bogate, najczęściej przy tym próżniacze. Nie ma litości Korzeniowski dla większości tych elit, plastycznie oddając ich reakcję na decyzję Ignacego, który swoje wielkie nazwisko chce umieścić na rzemieślniczym szyldzie i utrzymywać się z pracy własnych rąk. Szczęśliwie jednak i wśród magnaterii znajdują się ludzie akceptujący i wspierający tę decyzją.
Powieść ma wiele niezwykłych "smaczków" jak choćby pieczołowicie opisana procedura przyjmowania Ignacego Zabużskiego w poczet uczniów, a później czeladników warszawskiego zgromadzenia stolarzy ( mocno przy tym alegoryczna ). Sam zresztą zakład pana Hebla, wytwarzający ekskluzywne meble, to miejsce wyjątkowo ciekawe, w zakresie poznania ówczesnych realiów pracy i zarządzania przedsiębiorstwem. Zresztą ów Hebel do złudzenia przypomina starego Mincla z "Lalki", a obie historie - Zabużskiego i Wokulskiego pokazują prawdę o tym dojmującym w naszej historii społecznej braku - warstwy mieszczańskiej, kupieckiej, rzemieślniczej, niemal w całości do Polski importowanej, z tym, że w wielu wypadkach ze szczęśliwym zakończeniem, bo niemieccy przybysze stawali się już w drugim pokoleniu gorliwymi polskimi patriotami.
To co uderza w "Krewnych" to niemal zupełna nieobecność Rosjan w życiu Królestwa Polskiego. Jeśli już się pojawiają, to podobnie jak w "Lalce", jako postacie pozytywne, mające zbawienny wpływ na losy bohaterów, jak Suzin u Prusa, albo generał u Korzeniowskiego. "Krewni" to przy tym powieść mocno symboliczna i chrześcijańska z ducha. Wezwanie do powściągliwości i pracy, ale też solidarności wszystkich warstw narodu, począwszy od tych najwyższych, które powinny świecić przykładem. A zagrożeń nie brakuje. I w "Lalce" i w "Krewnych" nieodmiennie tych samych.
Powieść Korzeniowskiego to bardzo dobry materiał na scenariusz filmowy, ale raczej nikt po nią nie sięgnie. Szkoda.





Komentarze
Pokaż komentarze (6)