kelkeszos kelkeszos
70
BLOG

"Lalka". O deficytach literatury polskiej

kelkeszos kelkeszos Literatura Obserwuj temat Obserwuj notkę 9

Nadprodukcja ekranizacji arcypowieści Bolesława Prusa nie tyle skłania mnie do wypowiadania się na temat jakości tych przedsięwzięć, ale raczej do rozważań, dlaczego nasze pisarstwo dostarczyło tak mało dzieł, z których moglibyśmy się czegokolwiek dowiedzieć o realiach życia w minionych epokach. W "Lalce" bowiem, obok dziesiątek innych atutów nieodmiennie widzimy ten jeden z najważniejszych - książka daje wspaniałą panoramę czasu i miejsca, wchodząc w codzienność i prowadząc czytelników przez ówczesny świat w wielu jego aspektach. Od ponurych zaułków brudnego Powiśla, po świecące przepychem pałace i od "buduarów" tanich prostytutek, po sale sądowe, gdzie licytowano całe wystawne kamienice.

I ten wielki atut dzieła Bolesława Prusa, w formie książkowej wydanego po raz pierwszy w roku 1890 stanowi niejako oskarżenie wobec twórców polskiej literatury. Przez całe bowiem dziesięciolecia sfera, którą można by nazwać obyczajowością pozostawała poza wszelkim zainteresowaniem. Zwłaszcza jeśli nie dotyczyła najwyższych warstw społecznych. W tej sytuacji dziedzicząc zasób kulturowy stworzony w epoce porozbiorowej, skazani jesteśmy na przyjęcie spadku dalece niepełnego i nie dającego żadnego wiarygodnego obrazu warunków życia naszych przecież nie tak odległych przodków. 

Najjaskrawszym tego przykładem jest tu Adam Mickiewicz i jego opis "salonu warszawskiego" w trzeciej części "Dziadów". Do tej wizji bardzo często odwołują się publicyści a nawet historycy opisujący przedpowstaniową epokę, zapominając, że Mickiewicz nigdy nie był w Warszawie, ani nawet w Królestwie Polskim, zatem jego wiarygodność jako świadka jest w tym zakresie wątpliwa. Nikomu to jednak nie przeszkadza, bo najważniejsze u nas nie jest ustalanie faktów, ani badanie warunków społecznych, tylko tworzenie opowieści, z obca u nas zwanych "narracjami". A już szczególnie gdy wszyscy zaczynają się licytować na patriotyzm i nieprzejednanie wobec prawdziwych albo urojonych wrogów.

W konsekwencji nawet najbardziej wytrawny u nas znawca epoki porozbiorowej nie będzie miał zielonego pojęcia skąd się wzięli "księżacy łowiccy" i dlaczego Stanisław Wokulski żegnał miss Izę akurat na stacji w Skierniewicach. Tymczasem w takiej na przykład Anglii, przeciętny czytelnik nie ma problemów ze zrozumieniem, dlaczego takim istotnym problemem w "Dumie i uprzedzeniu" była kwestia zamążpójścia panien Bennet i dlaczego żadna z nich nie mogła odziedziczyć majątku ojca.

My nie mając stosownej literatury z konieczności posługujemy się zbitkami pojęciowymi, których nie rozumiemy i nadajemy im znaczenie zupełnie inne, niż miało to miejsce w realiach historycznych. Najdobitniejszym tego przykładem jest tu chyba "chłop pańszczyźniany", jednoznacznie kojarzący się ze sponiewieraną istotą, niewiele różniącą się od żywego inwentarza w pańskich włościach, choć w istocie był to według naszych współczesnych pojęć przedsiębiorca rolny, działający w podobnych do dzisiejszych warunkach opresji prawnej, organizowanej przez pazerną i niewydajną administrację.

Właściwie do czasów Prusa i kilkorga współczesnych mu innych wybitnych autorów, polska literatura obyczajowa, zwłaszcza powieść, miała tylko jednego przedstawiciela, urodzonego jeszcze u schyłku XVIII w. Józefa Korzeniowskiego. Ten płodny pisarz stworzył kilka dzieł, dosyć wnikliwie oddających realia społeczne swojej epoki ( koncentrował się głównie na opisie życia codziennego w czasach po powstaniu listopadowym ). Jako człowiek pochodzący z Kresów tam też umiejscawiał akcję większości swoich utworów ( "Spekulant", "Kollokacja", większość "Wędrówek oryginała" ), ale najlepszą powieść poświęcił Warszawie. To "Krewni". Losy braci Zabużskich zaczynają się wprawdzie w zapadłym na głębokiej prowincji Sawinie, ale potem przez Lublin wiodą do Warszawy. Dzięki temu poznajemy jej codzienne życie i to we wszystkich aspektach. Przechodzimy przez biura, tanie hotele, szkoły, jadłodajnie, sklepy teatry i warsztaty rzemieślnicze, poznajemy ceny i płace, a co najważniejsze - dowiadujemy się jak i czym karmił się dzień powszedni miasta i jego mieszkańców. Pisząc "Lalkę" Prus z pewnością znał "Krewnych". Talentem oczywiście przyćmił Korzeniowskiego, ale nie mógł mu odebrać palmy pierwszeństwa w stworzeniu wielowątkowej polskiej powieści obyczajowej. I choć to może zabrzmi obrazoburczo - to jeśli chcemy czegokolwiek prawdziwego dowiedzieć się o Polsce porozbiorowej, to zdecydowanie lepszym przewodnikiem od narodowych wieszczów, będzie tu skromny i zapomniany Józef Korzeniowski, dodatkowo przyćmiony przez sławnego imiennika. 

Ciekawa rzecz, ale archaiczne już nieco powieści Korzeniowskiego są moim zdaniem bardzo dobrym materiałem do ekranizacji. Oczywiście nikt się nimi nie zainteresuje, brak tu bowiem wielkich postaci, na miarę Stanisława Wokulskiego. Jest natomiast cała plejada zwykłych ludzi, zajętych załatwianiem swoich spraw życiowych, zaczynających się zazwyczaj od tego, za co utrzymać rodzinę. Czyli od bohaterów codzienności, tworzących tę tkankę społeczną, dzięki której trwaliśmy, a nie ginęliśmy na cudzych wojnach.

I prawdę powiedziawszy, gdybym na przykład miał określić, jaka scena najbardziej do mnie przemawiała w opisach "napoleońskiej" Polski, to opis palenia towarów angielskich na Placu Zamkowym w Warszawie, gdy Franciszek Salezy Dmochowski ( późniejszy pisarz, tłumacz i wydawca ) podówczas dziesięciolatek, wyrwał ze stosu scyzoryk i podobnie jak wielu innych, traktował go jak uratowany z pożogi skarb. To taka niemal alegoria naszych powikłanych losów, o których tak niewiele realnie wiemy, a przez to wciąż nasz majątek płonie na cudzych stosach.

Książka "Znici. Niechciane Królestwo" wciąż dostępna: na www.orlen.vip  w Księgarni "Stara Szuflada", albo na Allegro


kelkeszos
O mnie kelkeszos

Z urodzenia Polak, z serca Warszawiak, z zainteresowań świata obywatel

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Kultura