Wszyscy wiemy („wszyscy” to znaczy tacy, z którymi wzajemnie potrafimy się komunikować), że wszechświat się rozszerza. Ale od nie tak dawnego czasu, jak trzej Amerykanie dostali Nobla za zmierzenie prękości rozszerzania się wszechświata, będziemy wszyscy wiedzieć, że wszechświat rozszerza się coraz prędzej. Dlaczego? Tego jeszcze nie wiemy, ale w odpowiednim czasie się dowiemy, jak znajdzie się ktoś, któremu będzie bardzo brakowało pieniędzy albo chwały lub obu tych motorycznych składników.
Wiemy, że wszechświat kiedyś tam powstał w wyniku wielkiego wybuchu i od tego czasu stale się rozszerza. W porządku – ma prawo! Jak coś wybucha, to wtedy cała ta materia znajdująca się w centrum wybuchu lub obok, rozlatuje się na wszystkie strony oddalając od centrum, a tam powstaje wówczas kompletna próżnia. Dziura. Nic. Uczestniczące w eksplozji cząsteczki materialne lecą w środowisku nigdy nie całkowicie próżnym. Zawsze coś tam jest i to stawia im opór. Własne ruchy wewnętrzne cząsteczek też mają jakiś wpływ na ten ruch odcentrowy, który zwalnia i ustaje. Co się zaczęło – musi się skończyć! Wtedy za plecami ostatniej cząsteczki wytworzona idealna próżnia lub prawie próżnia, daje impuls do jej powrotnego ruchu – teraz w kierunku centrum. Powstaje zjawisko implozji. (Doświadczenie uczy, że implozja w skutkach jest dla ukształtowanej materii gorsza od eksplozji – co nie jest tu akurat ważne.)
Do tej pory wszystko we wszechświecie i ze wszechświatem działo się tak, jak prawa fizyki i uczeni temu pozwalali. Chociaż, człowiek zawsze chce mieć ostatnie słowo i nie zadawala się tym, co mu inni pod nos poddali. Teraz kilku lub kilkoro mędrców stwierdziło, że wbrew obowiązującym prawom istnieją cząstki materialne poruszające się prędzej niż światło, które od czasów Einsteina miało wyłączne i niekwestionowane prawo do rekordu prędkości. Wszystkim się spieszy. Nawet wszechświat przyspieszył. Pędzi coraz szybciej i wszystkie jego ukształtowane materialne formy od siebie się oddalają. Wszechświat „za kilka miliardów lat będzie bardzo, bardzo wielki, ale niezwykle chłodny. Galaktyki tak oddalą się od siebie, że światło od nich nie będzie docierać do sąsiednich”. Tako rzecze uczony Krzysztof Urbański z Rzepy. Jak się to stanie – tego już nie wyjaśnia. Czy światło się zmęczy, czy też zawstydzone szybszymi od niego neutrinami po prostu siądzie i da sobie spokój?
Uczeni... ach uczeni... oni wszystko lepiej wiedzą i wszystko potrafią wyjaśnić i objaśnić (czasem trwa to trochę dłużej, ale zawsze...). Ja nie jestem uczony i drżę ze strachu. Jeżeli ten cholerny wszechświat będzie się tak dalej rozpędzał i rozpędzał, bo (jak się okazuje) nic go nie hamuje, to wszyscy: my, księżyce, słońca, galaktyki – będziemy rozleciać się w pędzie od siebie aż do prędkości światła i w końcu ją przekroczymy, dopędzimy neutrina.... i co dalej.... będziemy się z niemi ścigać? Pewnie tak. Wszystko się rozrzedzi i powoli zaniknie. Zniknie wszechświat – to będzie sensowny koniec świata (raczej światów!).
Zawsze od dzieciństwa mnie gnębiło, że jak wszechświat zaczął się od wielkiego wybuchu, to przed tym wybuchem musiała być jakaś materia, która wybuchła w próżnię. W pustkę! Musiała więc też być jakaś PUSTKA, w którą mogła ta MATERIA wybuchać. Pustka, czyli NIC istnieje więc przed wszechświatem i w to NIC, które w dalszym ciągu istnieje przed wszechświatem, teraz wszechświat się rozszerza.... jak on to robi? W nieistniejące NIC? Czy w istniejące NIC? Nic nie rozumiem... i moje szczęście, że nie jestem uczony!


Komentarze
Pokaż komentarze (5)