5 obserwujących
373 notki
157k odsłon
829 odsłon

Przedsiębiorcy obawiają się deficytu pracowników

Wykop Skomentuj18

Jeżeli będziemy poważnie śledzić trendy w gospodarce, to obawy przedsiębiorców o brak pracowników są przesadzone. Tu skupię się wyłącznie na POLSKIM rynku pracy.

Do roku 1990 w zasadzie mieliśmy wyłącznie do czynienia z państwem jako pracodawcą. Duże zakłady przemysłowe zatrudniały ogromne rzesze pracowników, a właścicielem tej sfery produkcyjnej było państwo. Państwo - a tak dokładnie to reglamentowana rekomendacją grupa osób zrzeszonych w PZPR - decydowała o polskiej gospodarce. Ta grupa powoływała i odwoływała dyrektorów przedsiębiorstw, ustalała plany produkcyjne oraz ceny detaliczne szeregu produktów wytwarzanych przez polskie przedsiębiorstwa. Dyrektorzy tych przedsiębiorstw mieli tylko jedno zadanie - wdrażania dyrektyw Komitetu Centralnego PZPR. Nieposłusznych po prostu odwoływano ze stanowisk.

Ten stan trwał aż do potężnego strajku zapoczątkowanego w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 roku. A rozprzestrzenił się on na terenie całego kraju w ramach strajku generalnego... Tyle można dowiedzieć się od liderów Solidarności.

Ja wiem jedno - protest miał miejsce głównie w najbardziej liczebnych załogach. W niedużych zakładach rozrzuconych na terenie kraju było cicho i spokojnie i tylko nieliczni mieli odwagę w ogóle coś na ten temat mówić.

Strajki wspierała grupa studentów w dużych ośrodkach akademickich. Jesienią 1980 roku strajki opanowały dużą część studentów i często nie można było kontynuować programu z uwagi na uczestnictwo studentów w proteście - czytaj - w strajku okupacyjnym na terenie uczelni. Dopiero pod koniec 1980 roku udało się jakoś zrobić porządek a większość uczestników tych strajków, zwłaszcza studentów I roku ponownie rozpoczynała zajęcia w przyszłym roku z uwagi na niezrealizowanie programu nauczania...

Ja wiem jedno. Studentami była młodzież nie tylko z dużych miast będących siedzibą tych uczelni. Studia podejmowała również młodzież z mniejszych miejscowości z zakwaterowaniem w akademikach w okresie studiowania... Nie jest prawdą, że młodzież wiejska chętnie uczy się. Spora jej część wywodziła się wtedy z rodzin żyjących z pracy najemnej w PGR-ach a robotnicy ci nie wylewali za kołnierz... Więc dzieci studiujące w dużych ośrodkach akademickich wywodziły się głównie z rodzin sprawujących urzędy na terenie wiejskim. A ta grupa była bardzo mocno osadzona w strukturach PZPR-owskich i nic dziwnego, że ich dzieci - wtedy studenci przebywający daleko od rodzinnych stron - uczestniczyły w "solidarnościowych" protestach. Po powrocie w rodzinne strony wracały w struktury narzucone ich rodzicom i tyle było tej "solidarności"...


Bardzo duży wpływ na zachowanie się struktur "solidarnościowych" miał również i stan wojenny zarządzony przez Wojciecha Jaruzelskiego, który w tamtym czasie miał bardzo dużo do powiedzenia. Jego WRON był odpowiedzią na protesty środowiska robotniczego lat 80. XX wieku.

A po zakończeniu stanu wojennego sytuacja była już wyklarowana. Jedynie nieliczni, którzy przeszli szkołę internowania,  nie zmienili poglądów. Dlatego transformacja ustrojowa likwidująca własność państwową  środków produkcji udała się bardzo dobrze a ustalenia przyjęte w obradach "okrągłostołowych" zrealizowano nadzwyczaj sprawnie.

W pierwszej kolejności zlikwidowano Państwowe Gospodarstwa Rolne a ich majątek przejęli drobni dysydenci dobrze umocowani w strukturach PZPR. Ta nazwa jeszcze na długo pozostanie w mojej pamięci, bo jest to struktura naprawdę dobrze zorganizowana na wszystkich szczeblach zarządzania państwem. Nawet jej likwidacja była tylko formalna, bo ludzie, którzy nagle stali się "bezpartyjnymi", jeszcze długo zachowali wzajemnie swoją lojalność bez konieczności formalnego zrzeszania się w partię polityczną. ONI rozumieją, co to jest porządek. W zamian stali się właścicielami prywatyzowanego majątku narodowego. I to ONI nadal zarządzają gospodarką a umieją porozumieć się w myśl dobrze rozumianego interesu własnego.

Dlaczego zatem obawiają się deficytu siły roboczej ?

Działają w zmowie. Nieformalnie ustalają między sobą reguły gry i solidarnie tych ustaleń przestrzegają nawet wtedy, kiedy - jako politycy - występują przed publicznością. Zapominają o szacunku do człowieka,  który na nich pracuje.   nie zamierzają płacić godziwej ceny ludziom nie ze swojej sfery, chociaż sami muszą uzyskać określone minimum, które MUSI opłacać się.

Zaniżają wynagrodzenia i tworzą fikcję gospodarczą, aby jak najwięcej zostawić dla siebie. To dlatego nie udał się manewr "szalonej inflacji" w styczniu 2020. Bo ONI wcale nie spełnili realizacji minimum wynagrodzenia. 

Jedynie oficjalnie przenieśli część "szarej strefy" zostawiając pracowników na tym samym poziomie dochodów z pracy. Jedynie formalnie zgłosili nowe minimum do ZUS nie wypłacając nikomu ani złotówki więcej...

Wykop Skomentuj18
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Gospodarka