4 obserwujących
391 notek
163k odsłony
312 odsłon

szkoła na odległość kija...

Wykop Skomentuj16

Właściwie już od kilku lat faktycznie nauka w szkołach została zawieszona... Czym to skończy się, można przewidzieć. Najprostszym rozwiązaniem jest przyjęcie, że kilka roczników młodzieży wejdzie w dorosłe życie praktycznie bez wiedzy niezbędnej do podjęcia pracy zawodowej na odpowiednim poziomie.

image

W czasie lekcji dzieci się nudzą..., foto ilustracyjne, https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn%3AANd9GcRTnXF1xuz3w07bahZLiK965vkiEluHlRU2-A&usqp=CAU


Jednak po głębszej analizie tego problemu można też zauważyć pewne pozytywne objawy.

Zacznijmy od tego, co najłatwiej zauważyć. Egzaminy na zakończenie danego etapu nauki, z maturą włącznie od dawna nie są już żadnym miernikiem nauczania. Młodzież - z różnych względów - wcale nie kwapi się do nauczenia uczenia się.  Wiele osób nie trafiło na "swoją szkołę" czy też "swój własny profil" zainteresowań.

Z drugiej strony warto zastanowić się i nad programem szkoły. Obowiązuje prosty model od czasów nie wiadomo już jakich, który można obrazowo przedstawić tak:

- etap 1 - kiedy dzieci są jeszcze nieśmiałe i bezkrytycznie wszystko przyjmują. Jest to etap poznawania liter oraz zasad liczenia. Niektóre dzieci ten "elementarz" chwytają w miarę sprawnie, innym przychodzi to z trudem. W ramach równości rozumianej opacznie wszystkie dzieci traktuje się jednakowo - te szybciej uczące się muszą wstrzymywać swój rozwój do ogólnego poziomu klasy, te wymagające większej troski dość szybko ulegają takiemu zagubieniu, że nadrobienie zaległego materiału już nigdy nie będzie możliwe.

Naciski na nauczycieli ze strony rodziców powodują, że dzieci są przepychane z klasy do klasy nawet z bardzo miernymi wynikami w przyswojeniu wymaganego minimum wiedzy.

Efekt końcowy jest taki, że każda grupa uczniów tworzona na kolejnym etapie wiąże się z przypominaniem materiału, który był podstawą wcześniejszego kursu nauczania. Dzieci z zaległościami opóźniają opanowanie kolejnych etapów nauki a przewidziany materiał nie jest już realizowany i tak nadchodzi czas wakacji.

Po tym okresie mija jakiś czas, aby rozdokazywana i spragniona wolności młodzież pokornie zakuwała. Tak schodzi do Nowego Roku i kolejnej przerwy w procesie nauczania. A po feriach zaledwie dwa, trzy miesiące pozostają przeznaczone na przygotowanie ucznia do egzaminu końcowego... a bieżący materiał pozostaje na etapie "przeczytacie to w domu..."

Tak mniej więcej wygląda dzisiaj proces nauczania w szkołach publicznych. Uczeń musi być przygotowany do zdania egzaminu i nikt w to nie wątpi. Materiał omawiany jest na przykładzie egzaminów z poprzednich lat a uczniowie doskonale opanowują nowoczesną technologię informatyczną. Umieją wrzucić w smartfona kilka haseł z karty testu do przeanalizowania, by już poznać jego numer. Wtedy szybko wejście na sobie znaną witrynę z kodem prawidłowych odpowiedzi dla konkretnego zestawu pytań... i błyskawiczne ściągnięcie - które pytanie i jaka jest właściwa odpowiedź.

Mi udało się raz złamać tę zasadę. Uczniowie zrozumieli, że są niczym... Cóż, tylko tyle zdołałem im wpoić chociaż starałem się wprowadzić w nich technikę samokształcenia. Ale wtedy nie było jeszcze żadnych przesłanej do pracy zdalnej ucznia.


Moja ocena sytemu zdalnego nauczania

Uważam, że edukacja powszechna młodzieży leży "na łopatkach". Jest to zasługa programu, gdzie każde zdanie jest jednakowo ważne i nikt nie wskazuje sekwencji poszczególnych zjawisk. Chemia jest bardzo ważna i absolutnie inna niż fizyka. Matematyka to zupełnie inny materiał a przedmioty "zawodowe" praktycznie nie łączą się w żaden sposób z wiedzą z wcześniejszych lat...

Uważam, że trzeba zmienić system oświaty i dostosować go do oczekiwań młodego człowieka. Podręczniki z zasady omawiają wszystko, ale nie są konsekwentne i spójne ze sobą. Język ojczysty jest abstrakcją w innych przedmiotach a przecież w jednakowym stopniu otaczają nas reakcje i procesy chemiczne w otoczeniu zjawisk fizycznych. Pogoda i geografia także mają ze sobą wiele wspólnego - ale przy omawianiu każdego przedmiotu z osobna pomija się wszystkie logiczne współzależności.

Nie kształci się w uczniach umiejętności poszukiwania wiedzy, w egzaminach preferuje się wyłącznie jedno krótkie zdanie a nie umiejętność wypowiedzi.

Wiem, że egzamin ustny dla grupy 20-30 uczniów to ponad siły jednego nauczyciela... Ale każdy nauczyciel dobrze wie - który z uczniów opanował materiał, a który ma z tym problemy. Niestety, hurra-system od dzwonka do dzwonka nie pozwala na indywidualne podejście do każdego z uczniów.

Dyrektor szkoły jest uwiązany finansami "oświaty" i nie może zaproponować uczniom wybór nauczyciela. Jest to wielka szkoda, bi jeżeli nauczyciel nie rywalizuje z innym nauczycielem o posadę i wynagrodzenie - wtedy może podchodzić do ucznia bardzo indywidualnie a większa liczba nauczycieli tego samego przedmiotu pozwoliłaby na podział tematu między nich.

Owszem, takie "dublowanie" pedagogów podnosi koszty nauczania w szkole. Więc lepiej jest mieć minimum nauczycieli a uczniowie douczą się sami, już w dorosłym życiu...


Przymus edukacji zdalnej

Oceniam konieczność nauczania zdalnego pozytywnie. Uczniowie nie zainteresowani profilem w szkole, do której trafili, błyskawicznie i bez żalu zrezygnują z kontynuowania niewygodnej im szkoły. Przeciwnie, uczniowie zainteresowani tematem prawdopodobnie dość szybko znajdą wspólny język ze swoim nauczycielem. Myślę, że system egzaminów przeprowadzanych już przez kuratorium pozwoli na selekcję pozytywną - uczniowie lepsi w danym zakresie nauczania będą mogli szybciej opanować przewidziany programem zakres. Dzięki temu w zakresie sprawniejszego przyjmowania wiedzy wcześniej zakończą kształcenie w przedmiotowym zakresie, a uzyskany czas łatwiej będzie im przeznaczyć na "dopracowanie" partii materiału wymagającego większego nakładu pracy.

W tym systemie nauczyciel stanie w roli przewodnika po partii materiału i niewykluczone, że lepszy nauczyciel będzie miał większą grupę uczniów w trybie zindywidualizowanym. Nauczyciel, który będzie  miał kłopoty w przekazywaniu wiedzy, prędzej odejdzie ze szkolnictwa. 

Dzieci, które nie będą chciały uczyć się, wcześniej podejmą pracę zawodową w zawodach, które nie będą wymagać zbyt wysokiego poziomu nauczania. Dzisiaj bardzo często dzieci rodziców na prestiżowych stanowiskach dość szybko znajdują zatrudnienie bez względu na wyniki nauczania. A dzieci z dobrymi wynikami w nauce, lecz bez  odpowiedniego "zaplecza rodzicielskiego" wykonują prace nie zawsze zgodne z kierunkiem nauczania i... nikogo to nie absorbuje...


Efekty pośrednie

Uważam, że system pomocy w nauce (głównie podręczniki) jest bardzo miernej jakości. Książki z różnych powodów muszą być w niskiej cenie. Wiąże się to z układem książki - światło między kolejnymi liniami tekstu jest zbyt małe a czcionka nie pozwala na wydobycie istoty tematu. Nadmierna kolorystyka podręczników najwyraźniej rozprasza przy czytaniu a nadmiernie ścieśniony tekst bardzo szybko nuży... To musi być zmienione. Nie jestem fanem podręczników w wydaniu papierowym, ale papierowa książka dla ucznia mogłaby być również dostępna w wydaniu cyfrowym. Taki dualizm nie jest już żadnym zbytkiem. Tradycyjny podręcznik ma do siebie to, że można go przejrzeć w miarę sprawnie i szybko. Natomiast plik na ekranie komputera pozwala na bardzo szybkie wyszukanie konkretnej informacji.

Takie rozwiązanie pozwoliłoby zarówno na pracę z książką jak i bardzo łatwy dostęp do tekstu. Tu książka mogłaby być bardzo starannie dopracowanym kompendium a plik dostępny za pośrednictwem komputera mógłby rozszerzać wiedzę podręcznikową dzięki technologii bardzo popularnych linków, łączących poszczególne informacje w podręczniku z ich rozszerzeniem medialnym, także tym publikowanym na witrynach szkół i uczelni.


No, ale TO trzeba zrobić - uważam, że nauczyciele mają mnóstwo własnych notatek, które trzeba od nich pozyskać... z prawem zakupu prawa autorskiego. Myślę, że nauczyciel powinien bardziej skupiać się na wskazywaniu najbardziej trafnego omówienia zagadnienia a przygotowanie takiego materiału można z powodzeniem poświęcić specjalistom od publikacji...

Tak postrzegam problem nauczania zdalnego. Trzeba odejść od tradycyjnego pojmowania "klasy" a uczniowie mogą prowadzić nauczanie zdalne w trybie bardziej indywidualnym, niż grupowym. Nie wyobrażam sobie "zdalnego" odbywania zajęć praktycznych z takich przedmiotów jak chemia czy fizyka, ale w poznaniu reguł matematyki czy zawiłości języka ojczystego indywidualny charakter byłby nauczania się byłby bardziej wskazany...


Sądzę, że zebrane już doświadczenia zaowocują dopracowaniem jak najlepszego systemu kształcenia młodzieży. 









Wykop Skomentuj16
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo