Niejaki Palikot, znany właściciel gorzelni, dość nieźle uposażony finansowo poseł Platformy Obywatelskiej zrobił ostatnio wokół siebie sporo dymu, a raczej smrodu. Wszystko pod kątem wydanej niedawno książki o sobie. Palikot pochodzi z Biłgoraja... A to właśnie Biłgoraj trafił do tytułu książki. Ale nie o tym chciałem...
Najpierw Palikot chciał wywalenia z PO Jana Marii Rokity, premiera z Krakowa. Nawrzucał Rokicie propisowskie tendencje, wcześniej ponoć wysłuchując ich u siebie w domu, a potem sprzedając w donosie do Tuska. W minioną sobotę zasłynął zarzuceniem na siebie nieźle obciachowej koszulki. Z przodu hasło: Jestem z SLD, z tyłu: Jestem gejem. Rzucił do zdezorientowanych działaczy PO, że to właśnie PO ma bronić m.in. uciśnionych z SLD i gejowskie towarzystwo. Tusk zbaraniał. Często jest w takim stanie, ale tym razem na swoją obronę rzucił jedynie - "Każdy ma swojego Palikota". A miało być tak pięknie. Referaty, jedność, jakieś wskazówki na przyszłość, a tu masz babo palikotowy placek.
Swoją drogą konferencja programowa PO leciała u wszystkich występujących z kartek. Trochę to wyglądało jak spęd aktywu filmowego po kradzieży parówek podczas kręcenia filmu na filmie "Miś" Barei. Tam też każdy swoją kwestię wyczytał. Transmisja w TVN 24 pokazała, że liderzy opozycji śliniącej się już do władzy też potrafią nieźle... czytać. SLD-owski gej Palikot rzucał coś niecoś chyba bez kartki. To nie ona była jednak najważniejsza, ale koszulka. Czy to będzie koniec gorzelnianego w PO? Pożyjemy zobaczymy. Może Palikot ma jakieś inne koszulki w szafie? Czekamy.



Komentarze
Pokaż komentarze