Czyżby na 1 maja Edgara Gosiewskiego spotkało nieszczęście? Roman Giertych ogłosił w różnistych mediach, iż przekonał Jarosława Kaczyńskiego, aby ten nie wciągał na funkcję wicepremiera skormnego Edgara. No bo po co? Jak już wspominałem szanuję gościa. Dostał ostatnio tytuł honorowego obywatela Włoszczowy, zrobił coś co u innych budzi niechęć. Tym czymś jest aktywność. Gosiewski jest aktywny, a nawet nadaktywny. Wszędzie go było mnogo, dwoił się i troił, w rządzie zupełnie bezużyteczny. Odsunięto go od spraw sejmowych, bo zaczynał przesadzać. Jego nadaktywność sięgnęła zenitu bezproduktywności. Jeśli to możliwe, to tak właśnie zaczął funkcjonować. I dalej funkcjonuje. Jeszcze nie dostał nominacji, a jego partyjni kompani o mały włos nie roznieśli pokoi w hotelu sejmowym. Nie dostał i jak oznajmia szef MEN nie dostanie. Przemysław Edgar Gosiewski nie zostanie pierwszym z wicepremierów, podobnie jak nie tak dawno Ludwik Dorn.
Jednak szanuje Gosiewskiego. Gdyby tak każdy z posłów wywalczył coś dla swojego okręgu wyborczego, dla swojej małej ojczyzny byłoby na krajowych podwórkach o niebo lepiej. Gosiewski łączy coś czego pojąć nie mogę. Ma coś z Dyzmy, ma coś z filmowego Birkuta, ma jakiś urok, który przyciąga i odpycha zarazem. Mam nadzieję, że jeśli prawdą jest to co mówi szef MEN, to "Gosiu" się nie podłamie. I do końca tego sejmu i tej koalicji będzie nadal na swój sposób czarował publikę. Jak to zrobi? Już on sobie poradzi. Spokojna głowa...



Komentarze
Pokaż komentarze (6)