Trzy lata w kolonii karnej o zaostrzonym rygorze ma spędzić redaktor malutkiej gazety białoruskiej za wydrukowanie karykatur Mahometa. Czuję się w obowiązku zabrać w sprawie tej radykalnej kary głos, bo sam te karykatury drukowałem.
Zarzut wobec dziennikarza białoruskiej „Zgody” jest podobny do tego, który różnym gazetom na świecie stawiały organizacje muzułmańskie, rządy krajów islamskich i czasem także prokuratury w krajach, gdzie doszło do publikacji: obraza uczuć religijnych. Kodeks białoruski mówi o podsycaniu nienawiści (religijnej, rasowej czy narodowej) przez osobę wykonującą obowiązki służbowe.
W tym wypadku urażona poczuła się organizacja białoruskich muzułmanów. Ale i ona jest zaskoczona surowością wyroku. Być może sąd po prostu wykorzystał okazję, by wsadzić za kraty opozycyjnego dziennikarza, a pod ręką był akurat argument podsunięty przez miejscowych muzułmanów. Być może Aleksander Łukaszenko liczy na jakieś profity w krajach islamskich.
Tak czy owak kara jest szokująca, także dlatego że dotyczy publikacji w gazecie o bardzo małym nakładzie (drukuje około 5 tysięcy egzemplarzy, z tego do czytelników trafia zapewne znacznie mniej). Naczelny gazety zresztą wielekroć przepraszał urażonych muzułmanów, tak jak niegdyś ówczesny naczelny „Rzeczpospolitej” Grzegorz Gauden.
Przypomnę atmosferę, w jakiej karykatury opublikowała „Rz” i — mniej więcej w tym samym czasie — malutka białoruska „Zgoda”. Rozwścieczone tłumy atakowały zachodnie ambasady w krajach muzułmańskich, płonęły flagi, a rządy i obywatele wielu państw islamskich bojkotowali produkty wyprodukowane w nieszczęsnej Danii, w której prywatna gazeta — „Jyllands-Posten” pierwsza wydrukowała karykatury Mahometa.
Postępowanie duńskiego dziennika pewnie było prowokacyjne i nieprzemyślane. Ale reakcja niewspółmierna, niesłychana wręcz, pokazująca totalną inność i wrogość świata islamu — od duchownych przez rządy, monarchów po prostych ludzi z biednych ulic. Nigdy nie zdecydowalibyśmy się na druk karykatur proroka pierwsi. I nie zamierzaliśmy (aż głupio to podkreślać) ranić niczyich uczuć. Chodziło i o zachodnie wartości — wolności słowa, co w czasie płonących ambasad było szczególnie istotne — i o pokazanie, o co tak naprawdę chodzi? Jakie rysunki wywołują taką gwałtowną reakcję?
Przypuszczam, że Aleksandrem Sdzwiżkowem kierowały podobne intencje. Dlatego tym bardziej chcę wyrazić swój sprzeciw wobec tego wyroku.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)