Publicyści Rzeczpospolitej Publicyści Rzeczpospolitej
155
BLOG

Terlikowski: Etyka, technika i koszty postępu

Publicyści Rzeczpospolitej Publicyści Rzeczpospolitej Polityka Obserwuj notkę 23

Kolejna informacja o tym, że wreszcie udało się sklonować człowieka nie wywołuje już szoku. Ten news zdążył się opatrzeć. Podawany tysiące razy, komentowany bez przerwy nie szokuje już niemal nikogo. A przecież, jeśli informacja ta potwierdzi się, oznacza ona, że przekroczony został (po tysiącach prób) kolejny rubikon. Dla rozwoju techniki (bo nie szuka się już nawet usprawiedliwień medycznych) zdecydowano się posunąć się do (by posłużyć się opinią biskupa Ellio Sgrecci z Papieskiej Akademii Życia) "najgorszego typu eksploatacji człowieka".

Te słowa nie są w najmniejszym  stopniu przesadzone. Oto bowiem powołujemy do istnienia zarodki (pomijam już fakt, że identyczne jak istniejący już ludzie) nie po to, by dać im się urodzić (bo uznaje się to za niemoralne), ale po to, by wykorzystać je do leczenia innych. Nowy człowiek (pomijam tu, że będący kopią innego człowieka) staje się zatem tylko środkiem, lekiem na nasze cierpienia; staje się przedmiotem pozbawionym godności, znaczenia. Zmienną, dzięki której leczyć będzie można bogów naszego wszechświata, czyli tych, którzy się narodzili i przeżyli etap selekcji.

Potencjalne skutki medyczne są zresztą tylko pretekstem do badań. Komórki macierzyste można przecież uzyskiwać nie z zarodków, ale w zupełnie inny technicznie sposób. I co? Czy zatrzymało to próby klonowania? Nie. Bo nie o leczenie w tym wszystkim chodzi, nie o choroby, nie o cierpienia, ale o to, by "iść z postępem", by "nauka się rozwijała", by nic nie przeszkadzało w kolejnych "odkryciach". Mottem tych badań jest bowiem pragnienie, by zrobić to, co nie udało się innym, by przekroczyć kolejną granicę, by pobić nowy rekord. Jak w sporcie. Pierwszy wygrywa. Można więc posunąć się do kłamstwa czy zachowań nieetycznych, by choć na chwilę znaleźć się na szczycie.

Etyka w tym wyścigu przeszkadza. Stawia trudne pytania, pyta o odpowiedzialność za możliwe skutki kolejnych "odkryć". I dlatego jest odrzucana jako przestarzała, nie idąca z duchem czasu i konserwatywna. Kościół, który ostrzega potępiany za "zacofanie" i "antynaukowość". Tyle tylko, że to właśnie Kościół i "konserwatywni", "antynaukowi" etycy stawiają pytania, z którymi zmierzyć się musi ludzkość. Czy jesteśmy gotowi na to, by stworzyć nowy typ relacji międzyludzkich, w których jedni ludzie będą "stwórcami", a nie tylko rodzicami czy opiekunami innych? Czy godzimy się na to, by życie ludzkie traktowane było w sposób czysto przedmiotowy, jak rzecz, środek do naszego zdrowia? Czy mamy prawo narzucać innym swoją tożsamość? Czy godzimy się na to, by wewnątrz naszego gatunku pojawił się stały i genetycznie uwarunkowany podział na "ulepszonych" i "naturalnych"?

Wszystkie te pytania odnoszą się oczywiście do całości problemów biotechnologicznych. Część z nich odnieść będzie można do techniki klonowania reprodukcyjnego, które - jak podkreślają kolejni badacze - powinno być zabronione. Może i powinno, ale nie będzie. Gdy pojawi się technika, która pozwoli w miarę tanio i skutecznie realizować pragnienie posiadania w domu własnego klona - to zostanie ona udostępniona rodzicom. A etycy, publicyści i naukowcy - bez wątpienia to usprawiedliwią (choćby odwołując się do emocji rodziców, którzy chcieliby mieć dzieci podobne do siebie). Koszty ich głupoty ponosić będą nie tylko dzieci, ale również cały gatunek.

Dlatego nie ulega dla mnie wątpliwości, że jedyną rozsądną drogą jest całkowity zakaz klonowania, zarówno reprodukcyjnego jak i terapeutycznego. Zabawy naukowców (także eugeników, którzy po II wojnie światowej przechrzcili się  na genetyków), antropologów czy lekarzy - kosztowały już ludzkość zbyt wiele, by teraz ich nie ograniczać. Ale rozsądek nigdy nie był mocną stroną naszego gatunku. I zapewne teraz też nie będzie. Co nie oznacza, że nie potrzeba jasno i wyraźnie protestować przeciwko temu, co złe, niemoralne, niedopuszczalne. Protestować choćby po to, by później móc spokojnie patrzeć w lustro i stanąć przed Bogiem ze świadomością, że robiliśmy tyle, co można było, by zapobieć katastrofie.

Tomasz P. Terlikowski

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (23)

Inne tematy w dziale Polityka