0 obserwujących
169 notek
124k odsłony
  286   0

Terlikowski: Wiara "niewierzących"

Chesterton wiele lat temu powiedział, że ci, którzy nie wierzą w Boga są w stanie uwierzyć w każdą bzdurę. I tak się jakoś składa, że jego opinia w niczym nie straciła na aktualności. A nieustannym jej potwierdzeniem pozostają dla mnie komentarze i wpisy blogerów, którzy z dumą określają się jako "niewierzący", ateiści czy zwolennicy racjonalizmu (a niekiedy nawet scjentyzmu). Wbrew bowiem swoim powtarzanym zapewnieniom są oni tak samo (a nawet mocniej) wierzący, jak katolicy, muzułmanie czy mormoni. Tyle, że ich wiara pozostaje bardziej ślepa i nie może im dać nic - poza nieco lepszym samopoczuciem.

Ale do rzeczy. Wiara niewierzących (w wersji fundamentalistycznej) opiera się na "świętych" pismach. Znaleźć je można oczywiście w poważnych, naukowych czasopismach. Gdy ktoś opublikuje w nich nawet największą bzdurę - to "niewierzący" przytaczają ją jako absolutną prawdę, którą negować może tylko szaleniec lub oszołom. Naukowcy "udowodnią", że dzieciom nie jest potrzebna normalna rodzina - "niewierzący" przyjmuje to jak objawienia z nieba, i zdrowy rozsądek, świadomość ideologicznego uwikłania części badań, czy nawet wiedza o tym, że odpowiedzi w naukach społecznych zależą w dużej mierze od pytań i kryteriów, które zastosujemy do ich analizy - nie są w stanie zachwiać ich pewnością.

Podobnie silna jest wiara w "autorytety" czy wręcz "laickich świętych". Intencje naukowców są zawsze czyste. Nie ma do nich dostępu nic takiego jak pragnienie sławy, wyścig szczurów czy choćby fałsz. Doktor Hwang, który fałszował wyniki badań i stosował nieetyczne metody, by uzyskać sławę nigdy przecież nie istniał. A przynajmniej udało się o nim zapomnieć, bo pozostali uczeni - co do jednego - mają nieposzlakowane charaktery i nigdy nawet nie skazili się myśleniem o własnych interesach. Wszyscy oni są "siłaczkami", które po nocach śnią o tym, by pomóc innym, "wyzwolić świat od chorób i cierpienia" (ciekawe, że szacunek i podziw nie wyklucza uznawania uczonych za naiwniaków, którzy wierzą, że możliwe jest życie ludzkie bez cierpienia).

Zabawne u "niewierzących" jest również ślepe powtarzanie, że wierzący przegrali swoje życie. Dlaczego? Bo nie będą mieli części przyjemności, których doświadczyli (a przynajmniej tak twierdzą) niewierzący, bo się mylą itd. Trudno jednak nie dostrzec, że jeśli Boga nie ma - to wszyscy przegramy. Życie jest zbyt krótkie, niesprawiedliwe i nasycone cierpieniem, by mogło się ono podobać (przynajmniej w swojej całości, bo każdy ma momenty zachwytu i ekstazy). Jeśli Boga nie ma - to nasze (moje) winy na zawsze pozostaną nieodpuszczone, a odpowiedzialność za innych nie będzie się miała o co oprzeć. Pozostanie pustka, smutek i samotność. Maskowane wierzeniem w rzeczy, w które wierzyć się zwyczajnie nie da.

Tomasz P. Terlikowski

Lubię to! Skomentuj122 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale