Blog
Takie sobie notatki
pink panther
pink panther Jeden z miliardów czyli nikt w
111 obserwujących 136 notek 1052735 odsłon
pink panther, 15 listopada 2017 r.

Marsz Niepodległości, Quis ut Deus, oskarżenia zastępcze i rezolucja PE.

2770 44 0 A A A

Znaczną część soboty 11 listopada spędziłam przed dwoma ekranami  i jednocześnie oglądałam Marsz Niepodległości w TVP Info oraz w Telewizji Trwam (internet). Było to zaplanowane „świętowanie Dnia Niepodległości” po ciężkim tygodniu pracy na działkach pracowniczych, gdzie nam zakładano elektryczność.  

Roboty przebiegały standardowo czyli najpierw zabrakło kabla, potem zachorował ten, co obsługiwał mniejszą koparkę a w końcu zepsuła się duża koparka a wszystko owiewał mroźny wiatr „ze Wschodu”, więc po kilku dniach takich rozrywek świętowanie Dnia Niepodległości przed telewizorem z herbatą i polopiryną było jedynym wyjściem.

I nie był to czas stracony. Najpierw po późnym śniadanku  zmiana warty przed Grobem Nieznanego Żołnierza w wykonaniu nienagannie ubranych i znakomicie wyszkolonych żołnierzy WP. Potem składanie wieńców i defilada „oddziałów i pododdziałów”. Skromna ta defilada, wojska mało, ale kiedy armaty oddały salwy honorowe, dzieciarnia była w ekstazie. A zabawa się dopiero rozkręcała.

Po obiedzie wszyscy ludzie eleganccy i światowi „udali się”, gdzie kto tam mógł – byle daleko od „Jeruzalem Avenue”. Poza małą grupką jakichś „ciotek Diduszki”, które na „Jeruzalem Avenue” się stawiły. W celu obrony cywilizacji kolorowej przed faszyzmem.
Ale o tym dowiedziałam się dopiero w poniedziałek, mimo oglądania w sobotę „Jeruzalem Avenue” jednocześnie na dwóch ekranach telewizorów.

Przekaz mediów jedynie słusznych w Polsce i na świecie był i jest tak odległy od rzeczywistości, że postanowiłam zachować dla własnej pamięci przynajmniej kilka ciekawych wątków tego historycznego Marszu.  

Bo kiedy się bliżej przyjrzeć jego  symbolice to staje   się oczywiste, że złość „oświeconej Europy i świata” musiała sięgnąć  zenitu. I nie będzie przebierania w środkach aby utopić ten Marsz w szambie. A przy okazji Polskę i Polaków.

Najciekawszą sprawą w przekazie medialnym lewactwa światowego było uporczywe pomijanie hasła przewodniego tegorocznego Marszu: „My chcemy Boga”. Hasło to  było głównym symbolem tego marszu , ale nie dało się go podać do wiadomości widzów i czytelników masowych mediów na świecie.

A jeszcze ciekawsza była oprawa plastyczna i odniesienia historyczno-ideowe, które kreatorów „deep state Europe und America” musiały wprawić w najwyższą histerię.

Oto bowiem uczestnicy Marszu odśpiewali nie tylko hymn państwowy ale organizatorzy puścili na cały regulator Pieśń Konfederatów Barskich autorstwa niejakiego Juliusza Słowackiego (z dramatu „Ksiądz  Marek”).
Pieśń Konfederatów Barskich śpiewaliśmy w stanie wojennym w kościołach a wraz z nami poruszali ustami nasi „bracia nawróceni”, którzy po roku 1989 r. „się odwrócili” i tak im do dzisiaj pozostało.

Czytelnikom gazowni i widzom TVN24 podam tylko dla porządku informację od docenta wiki, że Konfederacja barska  (1768–1772) był to :”… zbrojny związek szlachty polskiej, utworzony w  Barze na Podolu 29 lutego 1768 roku z zaprzysiężeniem aktu założycielskiego  w obronie wiary katolickiej i niepodległości Rzeczypospolitej,  skierowany przeciwko: kurateli Imperium Rosyjskiego, królowi Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu  i popierającym go wojskom rosyjskim. Celem konfederacji było zniesienie ustaw narzuconych przez Rosję…”.

Konfederaci (ok. 100 tysięcy) stoczyli ok. 50 bitew i 500 potyczek do roku 1772 a po upadku władze rosyjskie  z niezapomnianym ambasadorem Repninem wysłały 14 tysięcy szlachty polskiej na Sybir a ocalałą resztę –siłą wcieliły do armii rosyjskiej. Władze rosyjskie utworzyły wówczas dla konfederatów obozy „przejściowo-filtracyjne” na Pradze w Warszawie i w Połonnem na Ukrainie a następnie wysłały jeńców etapami przez Kijów, Smoleńsk, Orzeł, Tułę – do Kazania i Tobolska. Nikt nie wie, ilu Konfederatów tam zginęło. Krzyż Konfederatów Barskich jest na Jasnej Górze.

A Pieśń Konfederatów Barskich ma 8 zwrotek, z których najsłynniejsza jest oczywiście pierwsza i to tę zwrotkę usłyszałam z megafonu Marszu Niepodległości 2017:
„…Nigdy z królami nie będziem w aljansach
Nigdy przed mocą nie ugniemy szyi,
Bo u Chrystusa my na ordynansach —
Słudzy Maryi…”.

Następne też były niezłe:

„…Więc choć się spęka świat, i zadrży słońce,
Chociaż się chmury i morza nasrożą —
Choćby na smokach wojska latające,
Nas nie zatrwożą.

Bóg naszych ojców i dziś jest nad nami!
Więc nie dopuści upaść żadnej  klęsce;
Wszak póki On był z naszymi ojcami,
Byli zwycięsce! (…)

Bóg jest ucieczką i obroną naszą!
Póki On z nami, całe piekła pękną!
Ani ogniste smoki nie ustraszą,
Ani ulękną.

Nie złamie nas głód, ni żaden frasunek,
Ani shołdują żadne świata hołdy:
Bo na Chrystusa my poszli werbunek,
Na jego żołdy. …”.

Jeśli redaktor Stasiński wysłuchał chociaż pierwszą zwrotkę, to wcale nie dziwi, że  w niedzielę gadał tak, jakby mu groziła „seria bolesnych zastrzyków”.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Ciekawski, prowincjonalny wielbiciel starych kryminałów.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Tymon Tymański "twórca rock polo" zaliczany jest do "sztuki wysokiej" a Sławomir Zapała też...
  • Być może w pewnych środowiskach i "rodach" donoszenie nie jest powodem do wstydu a zwykłym,...
  • Wielkie dzięki za linki. Absolwent Eton i Oxford nie mówiąc o doktoratach i habilitacjach...

Tematy w dziale Polityka