Blog
Takie sobie notatki
pink panther
pink panther Jeden z miliardów czyli nikt w
114 obserwujących 140 notek 1093453 odsłony
pink panther, 27 stycznia 2018 r.

Kittel z Wilna i z TVN, sir Mosley i św. Jan Paweł II czyli nazizm tu i ówdzie.

3036 38 1 A A A

Nie sądziłam, że dożyję czasów, kiedy najważniejsze osoby w państwie na jednym oddechu powiedzą słowa „neonaziści” i „polscy”. Jak widać, wyprowadzenie z przestrzeni publicznej po roku 1989 publikacji Państwowej Komisji do spraw Badania Zbrodni Hitlerowskich i wywiezienie przez profesora Kuleszę oryginałów zeznań polskich ofiar niemieckiego okupanta, wspomaganego przez Austriaków i tutejszą mniejszość niemiecką, miało głębszy sens i teraz widzimy, na czym ten sens polegał.

Naród, który poniósł największe ofiary ( statystycznie na 1000 mieszkańców) od okupanta niemieckiego i sowieckiego w czasie II WW a jego patriotyczne elity były stygmatyzowane określeniem „faszyści” i „kolaboranci Hitlera” przez stalinowskich oprawców jeszcze do roku 1956 – musi znowu w 70 lat po wojnie pokornie wysłuchiwać pomówień  o istnieniu w Polsce „polskich neonazistów”. Co prowadzi do dalszych wniosków: skoro są „neo-naziści” to byli „naziści” czyli – jesteśmy – współwinni w zbrodniach niemieckich nazistów.

O Bertoldzie Kittelu wiadomo tylko tyle, że urodził się w 1975 r. w Zakopanem i do szkoły chodził w Rabce. Zero danych o rodzinie i bliskich. Przez chwilę zastanawiałam się, czy w Zakopanem jakiś baca nazwiskiem Kittel wypędzał owce na redyk albo woził ceprów nad Morskie Oko, ale moja bujna wyobraźnia nie była zdolna takiego obrazka wytworzyć. Zacięła się.

Nie wiemy zatem kim jest Bertold Kittel poza tym, że jest „dziennikarzem śledczym” i że mimo wyroków skazujących za oszczercze pomówienia różnych osób może się poszczycić niebywałym sukcesem: jego ostatnie „śledztwo” na temat „POLSKICH NEONAZISTÓW” zmobilizowało prezydenta RP, premiera RP i wiceministra sprawiedliwości – dopublicznych wystąpień z potępieniami owych „polskich neo-nazistów”, dzięki czemu już cały świat wie, że JACYŚ POLSCY NAZIŚCI ISTNIEĆ MUSIELI. Skoro są neo-naziści.  Po kilku dniach nieco się zreflektował inny ważny minister i zaczął nas uspokajać, że tych „polskich neonazistów” jest „bardzo mały margines”. Szalenie mnie to pocieszyło.

To są ministrowie, prezydenci i premierzy i muszą wiedzieć więcej niż ja. A ja do roku 1989 r. w żadnej szkole i w żadnych mediach nie słyszałam o takim zjawisku jak „polscy naziści”. No bo chyba żeby wystąpiło zjawisko „neo-nazistów”, to wcześniej musieli być „polscy naziści”.

Nic na ten temat nie ma chyba w IPN. A jednak „redaktor śledczy” Bertold Kittel dotarł był do aż 5 „neonazistów” w lesie liściastym koło Wodzisławia Śląskiego. Tam co prawda niedaleko do niezadowolonej mniejszości niemieckiej, co to niedawno pisała listy do samego Władymira Władymirowicza, że gdyby chciał wysyłać jakieś rakiety na Polskę z Kaliningradu, to żeby „nie celował na Śląsk”. Było to w roku chyba 2013 i list podpisali panowie aspirujący do „narodu śląskiego”: Rudolf Kołodziejczyk i Andrzej Roczniok. Ale wszyscy prominentni odbiorcy przekazu pana Bertolda Kittela nie poszli tym tropem tylko zaczęli wołać o delegalizację kolejno: ONR, Ruchu Narodowego i Marszu Niepodległości.

Pozostaje pytanie, co nasi prominentni politycy wiedzą o panu Bertoldzie Kittelu, że tak ufnie przyjęli jego narrację i zaczęli się potwornie martwić o to, że jednak w Polsce SĄ jacyś neo-naziści i chodzą swobodnie po ulicach. To znaczy – po lesie.

Ponieważ nie wypada mi pisać listów z pytaniami o takie sprawy do najważniejszych osób w państwie, jak zwykle wklepałam do gugla nazwisko „Kittel” i … otrzymałam więcej, niż się można było spodziewać.

Po wklepaniu słów „Kittel” i „IPN” od razu wyskoczył mi „Tadeusz Kittel” urodzony 16 listopada 1930 r. w Wilnie syn Wacława i Leontyny, zatrudniony w latach 1955-1956 w Komitecie do spraw Bezpieczeństwa Publicznego przy Radzie Ministrów jako starszy referent a od 28 listopada 1956 r. w MSW Departament I – na etacie „niejawnym”.

„Niejawność” polegała m.in. na tym, że od 11.o6.1958 r. do 30.04.1963 r. pracował jako „oficer operacyjny rezydentury londyńskiej”. Od roku 1963 zaczął awansować – zawsze w Departamencie I Wydział VII. W roku 1967 był już zastępcą naczelnika, w roku 1969 – naczelnikiem a w 1974 już Zastępcą Dyrektora Zarządu VII. W 1976 znowu „zszedł do podziemia” i został „kierownikiem Punktu Operacyjnego w Sofii, oficjalnie radca Ambasady PRL w Sofii”. I tak do roku 1978 a potem historia milczy.

Czy Dyrektor Zarządu VII Departamentu I MSW Tadeusz Kittel mógł być np. ojcem redaktora Kittela? Teoretycznie nie jest to niemożliwe. Bertold Kittel urodził się w roku 1975 czyli kiedy Tadeusz Kittel miał lat 45. Ale mógł być też jakimś stryjkiem lub stryjecznym dziadkiem. Bo dlaczego nie. „Resortowa Stokrotka” miała tatkę w Komendzie Wojewódzkiej MO. Sporo gwiazd medialnych III RP ma tak arystokratyczne pochodzenie.
Ale oczywiście są to tylko spekulacje bez pokrycia. Chcąc się czegoś dowiedzieć o rodzinie towarzysza Tadeusza Kittela oficera operacyjnego Departamentu I MSW z Wilna, wklepałam sobie słowa „Kittel” i „Wilno”. I wtedy otworzyło się inferno.

Opublikowano: 27.01.2018 22:53. Ostatnia aktualizacja: 27.01.2018 23:00.
Autor: pink panther
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Ciekawski, prowincjonalny wielbiciel starych kryminałów.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @andmilkforall , Weź się człowieku nie kompromituj. Tam nie ma sztućców bo są głównie...
  • Pan młody nie zaprosił nawet przyszłego teścia, nie mówiąc o licznej step-rodzince...
  • Zupełnie zaskakujące informacje. Myślę o różnorodności i o konwencjach. W Europie...

Tematy w dziale Kultura