Witam serdecznie.
Dziś przeczytałem, że jest pewna grupa ludzi w Polsce, która domaga się zniesienia oceny z tzw. Wychowania fizycznego. Brak oceny na świadectwie z tego przedmiotu miałby zachęcić uczniów do doskonalenia swojej sprawności fizycznej - bez przymusu w postaci oceny.
Argumenty podawane przez naszą przyszłość narodu są cokolwiek dla mnie śmieszne. Pewien gimnazjalista z Warszawy skarży się, że ocena z WF zaniża mu średnią, która oscyluje w granicach 6.0 - biedactwo. Ma jedną czwórkę na świadectwie i jest to właśnie czwórka z WF! W dodatku martwi się ów gimnazjalista, że koledzy się z niego naśmiewają bo on nie lubi ćwiczyć i ma słabą kondycję. Głos w tej sprawie zabiera też pewna licealistka, która boi się nowego roku szkolnego z uwagi na nowego pana od WF. Doszły ją bowiem słuchy, że nauczyciel był bardzo dobrym sportowcem i jest w dodatku WYMAGAJĄCY! Ona zaś ma nadwagę i nie lubi nadmiernego ruchu.
Łączę się w bólu z naszą młodzieżą i rozumiem ich niechęć do tego przedmiotu. Przecież już dawno nieaktualna jest maksyma "W zdrowym ciele zdrowy duch". Poza tym ocenę z WF może z powodzeniem skompensować ocena z religii. Tak myślę sobie, że wcale niegłupim pomysłem było by zlikwidowanie WF - u z planu zajęć szkolnych, a salę gimnastyczną zamienić na salę katechetyczną - same plusy!
Na pewno jak zwykle dokonałem przekoloryzowania tematu ale faktem jest, że kondycja fizyczna naszej młodzieży jest coraz gorsza. Gdy spotkałem mojego nauczyciela od WF - u (zaledwie po trzech latach od ukończenia liceum) powiedział mi, że sprawność młodych ludzi jest co najmniej zastraszająca. Nie dosyć, że większość ma zwolnienia od lekarzy to jeszcze te osoby, które ćwiczą w ogóle nie wiedzą co to jest DYSCYPLINA, nie przykładają się ćwiczeń, a co gorsza nawet chłopaki nie lubią kosza, czy siatkówki. Odkąd pamiętam moja szkoła co roku grała w lidze szkolnej w kosza i w siatkówkę, sam byłem w drużynie koszykówki. Dwa razy w tygodniu były SKS-y, a z kilkoma moimi kolegami graliśmy w tzw. lidze amatorskiej. Dziewczyny grające w siatkówkę zawsze wzbudzały zainteresowanie chłopaków z uwagi na ładne sportowe sylwetki, proste plecy - po prostu były bardzo zgrabne.
Ktoś może mi zarzucić, że nie każdy musi coś uprawiać i nie każdy lubi wysportowane dziewczyny. Tak się jednak składa, że generalnie dziewczyny z mojego rocznika nie miały problemu z nadwagą, nie miały grubych i wypiętych brzuchów, podkreślanych przez przykrótkie koszulki.
Ja sam praktycznie od początku podstawówki chodziłem na basen, potem judo aż do pierwszej klasy szkoły średniej, potem koszykówka praktycznie do trzeciego roku studiów. Obecnie od trzech lat ćwiczę Brazylijskie jiu-jitsu, jeżdżę kilka razy w tygodniu na rolkach z moją dziewczyną, w weekend często jedziemy na wycieczkę rowerową, chodzimy razem po górach - ogólnie jak tylko można spędzamy czas AKTYWNIE.
Pragnę zauważyć tylko, że osoby otyłe o słabej koordynacji ruchowej często narażają się na pośmiewisko. Naprawdę nie wiele trzeba by utrzymać dość dobrą kondycję. Sport z pewność pomaga nabrać pewności siebie i rozładowuje emocje nagromadzone w roboczym tygodniu. Dlatego zachęcam do uprawiania sportów aby ludzie w wieku lat 30 nie byli młodymi inwalidami. Na prawdę uprawianie sportu nie wpływa ujemnie na iloraz inteligencji, a poświęcenie godzinki na ruch zamiast na kolejne kilka kartek księgi z serii "Fizyka dla szaleńców" nie spowoduje obniżenia poziomu wiedzy. Jak mawiał mój nauczyciel od WF, kiedy omawiał taktykę na najbliższy mecz: "Panowie! To nie matematyka! Tu trzeba myśleć!" I tym optymistycznym akcentem dziękuję wszystkim za uwagę



Komentarze
Pokaż komentarze (3)