21 obserwujących
444 notki
336k odsłon
2831 odsłon

Mordobicie z Bożym błogosławieństwem

Radosław i Kamil Paczuscy. Fot. Uniq Fight Club
Radosław i Kamil Paczuscy. Fot. Uniq Fight Club
Wykop Skomentuj34

Pięć lat temu na warszawskim Wawrze otworzyli klub sportów walki. Sąsiedzi nie chcieli „łysych bandytów”, ale proboszcz ich obronił. Dziś Uniq Fight Club jest jak magnes. Trenuje tu pół tysiąca osób.

– Przez pierwszy tydzień lockdown’u miałem doła – mówi Kamil Paczuski, założyciel i prezes Uniq Fight Club. W połowie marca z powodu epidemii koronawirusa musiał zamknąć klub. - Nagle urwało się wszystko, co od kilku lat wypełniało mi każdy dzień.

Ten wysportowany 30-latek nie potrafi jednak siedzieć bezczynnie. – Jak wstanę później niż o szóstej-siódmej, mam poczucie, że straciłem dzień – mówi. W klubie jest codziennie. Mimo, że z powodu epidemii Uniq jest zamknięty dla trenujących, sporo się tu dzieje. Gdy zrobiło się ciepło, na podwórku pojawił się ring bokserski. Nagrywają filmy instruktażowe z treningami, które można zrobić samemu w domu. Klubowa kawiarnia sprzedaje napoje i jedzenie na wynos.

Po wprowadzeniu kwarantanny uruchomili akcję „Pomoc przeliczana na metry”. W klubowym sklepie skilspo.com można zamówić owijki do rąk używane w sportach walki - z logo wybranego klubu. Od liczby metrów owijek zależy kwota wsparcia dla danego klubu. Pieniądze pochodzą z marży, z której zrezygnował Uniq-owy sklep. Do akcji przyłączyło się już kilkadziesiąt klubów z całej Polski.

Industrialne, surowe wnętrze. Duża sala z białymi ścianami, wysoka, z sufitu zwisają proste, czarne reflektory. Na podłodze czarna mata do treningów, wokół na hakach wiszą worki bokserskie. Mata jest duża, jednocześnie może na niej ćwiczyć nawet kilkadziesiąt osób. We wnęce na podwyższeniu jest klatka do walk. Wcześniej w tym miejscu był ring, który teraz jest na dworze. Jak w Tajlandii – komentują zachwyceni fani.

Klub otwarto pięć lat temu, 9 maja 2015 roku, w budynku należącym do parafii Matki Bożej Królowej Polski w Aninie. Założyli go Kamil Paczuski i jego trzy lata młodszy brat Radek.

Boks w kinie „Wrzos”

W budynku za PRL-u było kino „Wrzos”, a potem przez kilkanaście lat odbywały się różne imprezy, w tym zjazdy Prawa i Sprawiedliwości. Gdy Paczuscy rozpoczęli remont, sąsiedzi zaprotestowali. Nie chcieli „łysych bandytów”, z jakimi kojarzyli im się sympatycy sportów walki. Ale proboszcz, ksiądz Marek Doszko, ich obronił. - Szlachetna sztuka walki będzie, z Bożym błogosławieństwem – powiedział parafianom.

Trzeba było zrobić na nowo podłogę, ogrzewanie, wymienić okna. Kamil pożyczał pieniądze od kolegów. Rodzice wzięli kredyt. Pewnego razu obudził się przerażony, że ma kilkaset tysięcy złotych długów. – Nie chodziłem wtedy nawet na piwo, bo było mi głupio wobec kumpli, że wiszę im kasę – wspomina. Wyposażenie sfinansowali z budżetu partycypacyjnego dzielnicy. Pokazali talent organizacyjny. Inne projekty obywatelskie zdobyły po dwieście głosów poparcia, ich tysiąc dwieście.

Od kilku lat trenowali w amatorskim klubie, który też sami zorganizowali, w dawnej remizie w Radości. Przychodzili też inni. Ale u strażaków było za zimno, żeby trenować kickboxing, który stał się pasją ich obu. Na ścianach rósł grzyb. Dlatego postanowili się przenieść.

Radek, rocznik 1993, dla sportów walki porzucił dobrze zapowiadającą się karierę piłkarza Akademii Legii Warszawa. W sezonie strzelał po 60 bramek. Gdy miał 16 lat, miał propozycje kontraktów z kilku klubów. Ale wybrał sporty walki. - Wszyscy pukali się w głowę – wspomina Kamil. Ich tata, który zachęcił synów do grania w piłkę, długo nie mógł się pogodzić z tą decyzją. Radek i Kamil rzucili się na nieznaną wodę, bez pieniędzy i wsparcia.

Radek stoczył od tamtej pory ponad sto walk amatorskich i dwadzieścia dwie zawodowe. W 2018 roku założył mistrzowski pas polskiej federacji FEN w formule K-1 w kategorii wagowej 85 kg. Wcześniej, w 2016 r., zdobył pas DSF w Kickboxing Challenge w kat. 81 kg.

Na Wawrze rozpoczęli działalność z setką podopiecznych. Robili mocne treningi, które trwały po dwie godziny. – Robiliśmy je tak, jak chcieliśmy sami trenować – mówi Kamil. Od początku organizowali też imprezy integrujące lokalną społeczność, zapraszali trenerów i sportowców. Klub zaczął przyciągać znane nazwiska ze świata sportów walki z całego kraju. Joanna Jędrzejczyk, Jan Błachowicz, Marcin Różalski, Adam Kownacki, Rafał Jackiewicz, Arkadiusz Wrzosek, Andrzej Gmitruk. Dziś przychodzą kilkuletnie dzieci, chłopcy i dziewczynki, młodzież, zawodnicy, sportowcy, menedżerowie i właściciele firm, kobiety i mężczyźni, seniorzy. Z setki trenujących w pięć lat zrobiło się pół tysiąca. W ofercie boks, kickboxing, krav maga, MMA, karate, treningi indywidualne.

500 miśków

Od początku angażują się społecznie. – Robiliśmy różne rzeczy bez mówienia o tym, bo uważaliśmy, że nie wypada. Ale później doszliśmy do wniosku, że trzeba o tym komunikować, bo to zjednuje nam sympatię. Ludzie nas zauważają jako pozytywne miejsce – mówi Kamil.

Wykop Skomentuj34
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Sport