18 obserwujących
433 notki
303k odsłony
1933 odsłony

Masajowie - dumni, waleczni, biedni

Masajscy chłopcy, Tanzania © Bogna Janke
Masajscy chłopcy, Tanzania © Bogna Janke
Wykop Skomentuj47

Grupa czarnoskórych chłopaków z ponurymi twarzami pomalowanymi białą farbą wymachuje do nas kijami. Chcą pieniędzy. Wokół pustka - zakurzone pola, wzgórza i cienki pas polnej drogi. 

Nasz kierowca przyspiesza. W ciągu następnych dni grupki identycznie wyglądających nastolatków, ubranych w czarne szmaty, bosych, włóczących się bez opieki po pustkowiach rezerwatu Ngorongoro w środkowej Tanzanii, spotykamy jeszcze wiele razy. Scenariusz jest zawsze taki sam: wyrastają przed maską samochodu znienacka i krzyczą. Budzą respekt.

Ci kilkunastoletni masajscy chłopcy są w szczególnym momencie swojego życia. To czas zmiany - z dziecka w młodego wojownika. Zaczyna się od obrzezania - zabieg jest przeprowadzany bez znieczulenia, a dziecku podczas jego wykonywania nie wolno nawet pisnąć, bo to przynosi dyshonor. Potem przez kilka miesięcy chłopcy żyją razem, poza wioską, bez matek, pod opieką starszego od nich wojownika. Uczą się życia. Potem mogą wrócić do wioski i wybrać sobie żonę.

Masajskie dziewczynki też są poddawane obrzezaniu. Usuwa się im łechtaczkę. Też bez znieczulenia.

Rezerwat Ngorongoro to obok parku narodowego Serengeti i góry Kilimandżaro jedna z turystycznych atrakcji Tanzanii. Są tu organizowane safari. Ten dawny krater wulkanu ma średnicę ponad 19 kilometrów i jest położony w zagłębieniu, 600 metrów poniżej krawędzi. Jest miejscem życia wielu dzikich zwierząt. Turyści jeżdżą po nim terenowymi toyotami z napędem na cztery koła i podnoszonymi dachami, z których obserwują i fotografują słonie, nosorożce, hipopotamy, lwy, tygrysy, gepardy, antylopy, bawoły, flamingi i wiele innych gatunków. W nocy śpią w luksusowych hotelach położonych na skraju krateru.

Z dróg, które przemierzają za dnia, pozostawiając za sobą tumany kurzu, widzą pojedyncze szałasy zbudowane z patyków i błota, pokryte trawą, spod której gdzieniegdzie wystają kawałki folii. To domy Masajów, tubylców, rdzennych mieszkańców Ngorongoro. W oddali ogromne stada krów, których pilnują pasterze z długimi kijami. Mijani po drodze nie zwracają na nas uwagi, poza dziećmi, które od razu biegną do samochodu wyciągając ręce. Zdjęcia, które im robimy, od razu wywołują żądanie zapłaty. Gdy nic nie dostają, wygrażają pięścią lub kijem.

Co jakiś czas mijamy masajskie wioski. Ogrodzone płotem z patyków, wewnątrz po kilkanaście chałup. Przy niektórych parking, na którym stoi po kilka terenówek. Turyści są tu mile widzianymi gośćmi, pod jednym wszakże warunkiem: muszą zapłacić za wstęp po dziesięć dolarów od osoby. Na powitanie są śpiewy i taniec, potem oprowadzanie po chatach, stoisko z ozdobami… Skojarzenia z „cepelią” natychmiastowe. Ale oni naprawdę tam żyją. Biednie, prymitywnie, według trudnych do zaakceptowania dla nas – ludzi Zachodu – zasad. Dziesięć dolarów to w Tanzanii sporo pieniędzy. Za jeden samochód kasują więc po kilkadziesiąt dolarów, w zależności od liczby pasażerów. Takich samochodów dziennie może być nawet kilkanaście.

Masajowie czekają na turystów ubrani w kolorowe szaty, przyozdobieni własnoręcznie wykonaną biżuterią. Tak samo mężczyźni i kobiety. Mają poprzebijane i rozciągnięte uszy. Ogolone głowy. Stopy bose lub odziane w sandały zrobione ze starej opony. Wszyscy bardzo szczupli.

Pierwszy punkt programu to taniec wojowników. Mężczyźni tworzą krąg, w rękach trzymają kije. Dwóch skacze w środku, wysoko, mocno podkurczając nogi. Kobiety stoją obok i rytmicznie śpiewają. Młode mają radosne twarze, ładne rysy, pełne energii. Po starszych widać zmęczenie i chyba też znudzenie.

Wokół biegają dzieci, ganiają się, krzyczą, przewracają i biegną do matek z płaczem. Słońce pali. Gdzieniegdzie w zacienionych miejscach widać osoby leżące na ziemi, w piachu, zawinięte szczelnie szmatami. Pewnie śpią.

Z przewodnikiem wchodzimy do jednej z chat, podobno należy do wodza wioski. Towarzyszy nam nastoletni syn wodza. Ani jeden, ani drugi nie okazują przesadnej serdeczności. Choć słońce stoi w zenicie, w środku szałasu jest zupełnie ciemno. Włączamy latarki w telefonach. Słychać głośne brzęczenie owadów siedzących wewnątrz patyków. Wnętrze ma jakieś dwa metry na dwa, musimy schylać głowy, aby nie uderzyć o sklepienie. W dwóch wnękach po bokach są „łóżka” - skóra wołu rozpięta nisko nad ziemią. Jedno z nich należy do wodza plemienia i jego żony, na drugim śpią dzieci. Pośrodku szałasu na ziemi tli się palenisko. Pod sufitem półka z patyków, podobno do przechowywania mięsa. To wszystko. Żadnych mebli, żadnych kołder, ani poduszek. Spod nóg unosi się kurz. Tak Masajowie żyli kiedyś i tak żyją dziś - w tej pokazowej wiosce.

Nie mają telefonów, Internetu, telewizji. Nie używają kosmetyków. Brak bieżącej wody, łazienki, toalety. Nie noszą ubrań ze sklepów. Wszystko produkują sami. Zajmują się hodowlą bydła, produkcją biżuterii i zaspokajaniem codziennych potrzeb.

Wykop Skomentuj47
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości