0 obserwujących
124 notki
81k odsłon
359 odsłon

Jan Rokita w roli ofiary stanu wojennego

Wykop Skomentuj47

 

Początek roku i od razu zaskoczenie z kategorii fundamentalnych. Jan Rokita, były szef Urzędu Rady Ministrów w rządzie Hanny Suchockiej, lider kilku ugrupowań, celebryta otrzymał dwadzieścia pięć tysięcy złotych sądowego odszkodowania za kilka miesięcy internowania w stanie wojennym. To wartość maksymalna; jak dotąd w podobnych sprawach zasądzano mniejsze kwoty. Ale nie o wysokość odszkodowania chodzi.
 
Mam z całą tą sprawą dość osobisty problem, bo Jan Rokita nawet jeśli nie należy do najściślejszego panteonu bohaterów mojej młodości, to zawsze był (jest?) punktem odniesienia całego pokolenia. Wychowywałem się w cieniu legendy Rokity - szefa NZS Uniwersytetu Jagiellońskiego w 1980 roku. Śledziłem jego poczynania w opozycji. Kibicowałem aktywności w polskiej polityce po roku 1989. W każdej z tych ról jego osiągnięcia były nietuzinkowe. Miałem w końcu pewien dyskomfort obserwując w ostatnim czasie szereg jego niepotrzebnych – ten eufemizm najlepiej tu chyba pasuje – porażek.
 
Ów dyskomfort urósł do rozmiarów balonu stratosferycznego po tej najświeższej informacji; bo o domaganie się odszkodowania od niepodległego państwa polskiego po niemal trzydziestu latach posądziłbym każdego, tylko nie Jana Rokitę! To jasne, że ma tytuł; jest poszkodowany. Jego uwięzienie w 1981 roku było z pewnością nielegalne, a ciągłość prawna pomiędzy współczesną Polską i PRL daje mu roszczenie. Sprawa od strony formalnej jest bezdyskusyjna, więc wyrok uzasadniony. Ale czy sprawiedliwy?
 
Tu zawisa narysowany grubą krechą znak zapytania. Odszkodowanie bowiem należy się ofiarom; a precyzyjniej, tym, którzy mają osobiste poczucie szkody. Czy Jan Rokita jest ofiarą? Dlaczego z podobnym roszczeniem nie wystąpiły tysiące jego kolegów internowanych niekiedy o wiele dłużej? A może im wstyd, bo to internowanie, podobnie jak podjęta kilkanaście miesięcy wcześniej walka z ustrojem to po prostu część biografii? Istotny i konieczny składnik duchowego tworzywa ludzi, którzy przeszli drogę od buntu do wolności. Może bez tego epizodu byliby inni; nie dysponowaliby tytułem do współtworzenia w 1989 Komitetu Obywatelskiego, przewodzenia partiom politycznym, budowania kolejnych rządów wolnej już RP?
 
Rokita z całą swoja heroiczną biografią stał jednak w pierwszym szeregu beneficjentów wolności. Skąd więc nagle ten lament? Skąd nagłe wpisanie swojego sławnego nazwiska na listę ofiar? A może chodzi o coś zupełnie innego? Może Jan Rokita obraził się współczesność i w ten swoisty sposób pokazuje język dzisiejszej polityce? Trudno sobie wyobrazić inne uzasadnienie, bo niskie, czysto materialne pobudki wypada z zasady odrzucić.
 
Myślę sobie na koniec, że może powinienem dokonać w swojej pamięci istotnej roszady i potraktować Jana Rokitę jak prawdziwe ofiary stanu wojennego; górnika z przetrąconym grzbietem, robotnika, któremu wybito zęby, nauczyciela, któremu złamano karierę. I wtedy wszystko wróci do należytego początku. Zaś ja na początku roku odzyskam tak potrzebny człowiekowi spokój…
Wykop Skomentuj47
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale