Refleksja nad naturą słowa
Czytając esej „Paplanie z Bogiem” Joanny Mieszko-Wiórkiewicz, zastanawiałem się nad SŁOWEM, nad jego siłą i czasoprzestrzenią odziaływania.
Przypomniałem sobie rozmowę, jaką niedawno prowadziłem z moim przyjacielem malarzem, Jarosławem Kałużyńskim vel Plamą, o tym jak to Gutenberg zmienił świat wprowadzając "masowe słowo" - drukowane, który swoim wynalazkiem umożliwił ludziom szybszy rozwój, uruchamiając w kolejnych pokoleniach coraz większą kreatywność, nadając jej szybkość przekształcania, ewoluowania z każdym nowym pomysłem/ patentem. Konstatacją tej rozmowy była myśl, że czytanie przebudziło ludzkie mózgi oraz, że w następstwie doprowadziło do pewnego rodzaju progu autodegradacji. Od pewnego czasu czytanie w wyniku postępu technologicznego jest w odwrocie a zastąpione przez obrazki, film i fotografie postrzeganie świata rozpoczęło proces wyłączania wyobraźni, skracania kreatywności. To też element ewolucji tyle, że regresywnej.
SŁOWO, które pochodzi od Boga, a które (wg Pani Joanny) zostało "zawłaszczone" przez Teutończyków: Adama i Ewę jest narzędziem, które od zawsze obrabia człowieka, jego charakter, że jest tyglem i winno wytapiać z każdego człowieka szlachetny metal, ogniem oczyszczać z żużlu, doprowadzać do postaci czystego złota.
Jednak jest inaczej. Przestrzeń wirtualna, gdzie przecież też posługujemy się słowem jest poligonem, na którym co rusz wybuchają wojny na słowa. O ile są one kreatywne i wnoszą konstruktywność o tyle są budujące. Od czasu upowszechnienia dostępu do Internetu Słowa stały kamieniami, błotem i pociskami w rękach na klawiaturach, w głowach/ustach manipulatorów, głupców i cwaniaków. Słowo zostało zdesakralizowane.
Masowość odbiorców, pole rażenia i niemalże anonimowość (pozorna, ale usypiająca) dają pokusę by błyszczeć, oślepiać słowem. Niejednokrotnie jednak jak zbadamy naturę tego błysku okazuje się, że źródło jest tombakiem a nie złotem.
Dewaluacja, o której pisała Pani Joanna kojarzy mi się z powszechnością dostępu do tej przestrzeni przede wszystkim tych, którzy SŁOWO traktują jak amunicję lub błoto do obrzucania nim każdego, kogo spotkają i kogo nie potrafią inaczej potraktować jak ubliżeniem, kłamstwem poniżeniem czy zniesławieniem. Z lubością krążą po forach/ poligonie i strzelają paintballem słów byle zaznaczyć teren „ja tu byłem”, ja mu dołożyłem – inna sprawa słusznie, czy nie.
A na początku było Słowo – bezprzymiotnikowe, czyste SŁOWO.
Potem Bóg stworzył Adama, po nim Ewę.




Komentarze
Pokaż komentarze (16)