Elza jest jak prawdziwa lwica - urodzila siedmioro dzieci- pieciu synow i dwie corki. Pohajfowac z Elza to sama przyjemnosc. Ma zawsze tyle do opowiedzenia i tyle stara mi sie pokazac.Wspomina czesto Warszawe w ktorej nie byla 50 lat.Opowiadam jej ile sie zmienilo przez ostatnie lata.Wczoraj zajrzala i postanowila ze pokaze mi prawdziwa plaze... Wsiedlismy do autobusu i pokonujac miejskie gorki pograzylismy sie w rozmowie komplementujacej krajobraz.
Mijalismy cmentarz na ktorego terenie pochowano przedstawicieli trzech religi. Tu spoczywa moja babcia - powiedziala Elza. Byla Rosjanka - dodala i zobaczylem w jej oczach jak przywolala wspomnienia z odleglych czasow...
A potem ten napoj z passiflory z drobniutko pokruszonym lodem, ktory rozladowal atmosfere wspomnien i obserwacja koegzystencji plazowo-wodnej ludzi z calego swiata. W mej pamieci zostanie obrazek jak zmywalismy slona wode stojac pod natryskami z kobieta ubrana od stop do glow i mowiaca do swoich dzieci po arabsku.
To krajobraz Izraela. I to mnie cieszy i napawa nadzieja na normalne jutro.Mimo spadajacych znow od kilku dni rakiet-wystrzeliwanych z terytorium Strefy Gazy na miasto Sederot.




Komentarze
Pokaż komentarze (1)