Nic nie poradze, ze w Szabat lubie fotografowac. Spokoj.Cisza. Idealny dzien do robienia zdjec miasta, jego ulic bez pedzacych i trabiacych bez opamietania samochodow,niezwyklych podworek wypelnionych kocimi rodzinkami...i oczywiscie ludzi, ktorzy z dumnie podniesionymi glowami statecznym krokiem udaja sie do synagog. Mimo, ze mieszkam miedzy nimi, czuje sie troche jak barbarzynca zaklocajacy swiety porzadek. Chyba fotografowanie zaczynam powoli traktowac jako grzeszne zajecie, co jeszcze bardziej wzmaga ten dreszczyk emocji wyzwalany we mnie wraz z nacisnieciem migawki. A na koniec sesji policja wezwana przez chasyda zaniepokojonego widokiem nerwowo krecacego sie po ulicy blondyna...;-).Ta dopelnia emocjonalnie reszty. Pytania: Co tu robie?, Dlaczego?,A po co?, etc...sprawiaja, ze na przekor wszystkim w przyszla sobote jak Bog da, znow pojawie sie z aparatem na ulicy.
26
BLOG




Komentarze
Pokaż komentarze (3)