Pare dni temu spojrzalem przez okno i pomyslalem, ze mam jakies omamy wzrokowe. Zobaczylem pieknego, czarnego krolika. Przygladlem mu sie z uwaga, oceniajac z daleka miekkosc jego futerka.Potem zobaczylem drugiego. Szary byl. Tez ladny.I te uszy...Eh, pomyslalem sobie, ze mam szczescie, w koncu kroliki w borsukowie to dar bozy. Przy trzecim, takze szarym zaczelem odczuwac lekki niepokoj, tym bardziej, ze szary z czarnym z zapalem zabraly sie do wcinania wszystkiego co zielone w ogrodzie.Przy czwartym krolu nie wytrzymalem i zadzwonilem do Elzy. W koncu to Ona opiekuje sie zwierzyncem w pobliskim osrodku dla dzieci...
- Wiesz cos na temat czterech zaiscie nieziemskich kroli?
- Oczywiscie. zrobilismy im nowy wybieg.
- Aaa, rozumiem, wiec ratuj, bo za chwile nie bede mial na co popatrzec. Tempo w jakim wcinaja mi kwiaty jest porazajace.Wlasnie zaatakowaly mi ogrod.
- Juz jade. Masz salate? Rzuc im cos na pozarcie!
Biegiem polecialem po salate, robiac przy tym duzo halasu, aby je jakos od tych bezbronnych kwiatow odpedzic. Wszystko na nic. Zjadly salate.I wszystkie kwiaty. Oraz kapuste, ktora przywiozla Elza.
Do tej pory dzieciaki z jesziwy biegaja za jakims szarym krolikiem.A koty dalej nie wiedza, o co tym wszystkim biegajacym ludziom i krolikom chodzi...




Komentarze
Pokaż komentarze (6)