Prawie do Niej bieglem. Zostawilem wszystko i wszystkich za soba.W srodku czulem niezwykle podniecenie.Tyle razy widzialem Ja na zdjeciach, w telewizji, ze bez problemu pokonywalem kolejne uliczki kierujace mnie w Jej strone. Cos mi mowilo, ze mijani po drodze ludzie proszacy o jalumuzne sa dobrymi duchami tego miejsca. Po rutynowej kontroli bylem tuz przy Niej. Stalem w miejscu, ktore przypominalo wielka tragedie narodu wybranego, a jednoczesnie napawalo wielka nadzieja, ze jeszcze nie wszystko stracone, ze moze kiedys bedzie lepiej , bezpieczniej, bardziej po ludzku, bo Bog tak naprawde nigdy nie opuscil Jerozolimy.To ludzie ja niszczyli i koszmarna polityka. Czesto w Jego imie.
Dotknelem Jej kamieni,miekkich, cieplych, prawie aksamitnych w dotyku olbrzymich glazow spomiedzy ktorych, wyrastaly zielone rosliny, a przerwy miedzy nimi, wypelnione byly papierowa masa.Utkane listami i karteczkami z zapisanymi prosbami i zyczeniami do doskonale znanego wszystkim wierzacym i niewierzacym adresata.Wcisnelem w szpare karteczke ode mnie. Podobala mi sie ta kamienna skrzynka pocztowa.
W dobie mailowania, twardych dyskow, ktore w ulamku sekundy zabieraja czasem wiele lat ludzkiej pracy poczulem kolejna Jej pozyteczna funkcje. Liscik w polowie napisalem po hebrajsku, w polowie po polsku.Dla wewnetrznej rownowagi.Wiem, ze z polskim da sobie rade...
Podszedl do mnie pobozny Zyd.Usmiechnal sie i polozyl mi Biblie na glowie i zmowil blogoslawienstwo.Po wspolnym wypowiedzeniu slowa Amen, zapytal skad przybywam. Odpowiedzialem. Popatrzyl na mnie jakos cieplej.
Moja matka pochodzila z Warszawy-powiedzial i na reku zawiazal mi cienka czerwona nitke oraz zmowil kolejne blogoslawienstwo.





Komentarze
Pokaż komentarze (8)