Co jakis czas mam przyjemnosc. Podniebienia i duszy zarazem... Na klamce swoich drzwi znajduje co jakis czas pyszne rzeczy. Rozne. Raz ciasto, raz kura, raz domowa pizza... Nie wiem do tej pory, kto za tym stoi.
Z poczatku balem sie ich dotknac. Myslalem, ze ktos na chwile zostawil torbe z zakupami. Nic z tych rzeczy. Torba wisiala na mojej klamce kilka godzin.Musialem w koncu cos z tym zrobic.
Zapoznac sie z kunsztem darczyncy.Po paru kesach nie mialem watpliwosci, ze trafil mnie w czule miejsce. To byla poezja smaku... Zapytalem sam siebie , czy to aby nie sen?
To nie byl sen. To byla miedzy innymi, pelna brytfanka czekoladowej pychotki, ktora jadlem przez dluzszy czas do wieczornej kawki, dzielac sie z przybylymi do borsukowa ludzmi moim szczesciem...
W pewnym momencie nie wytrzymalem napiecia i na kolejne pytanie kto upiekl tak pyszne ciasto odpowiedzialem, ze po prostu najzwyczajniej w swiecie nie wiem
Aaa... to na pewno Micwa - dobry uczynek- przyszla z pomoca Swieta, ktora skonczyla w Izraelu religijna szkole i od razu wiedziala w czym rzecz...
Wypada mi teraz zrobic swoje ciasto. Polskie.
I powiesic je na klamce zupelnie dla mnie obcego czlowieka...




Komentarze
Pokaż komentarze (6)