Izrael potrafi zadziwic. Na kazdym kroku. Doslownie. Wychodzac z domu wdepnelem w sterte ksiazek. Wielkich, oprawionych w plotno, wykonczonych skora i zlotymi napisami. Przekartkowalem pierwsza z gory i po chwili wiedzialem, ze trzymam w reku prawdziwy skarb.
Bez namyslu zaczelem w pocie czola (ten bezlitosny upal, emocje i waga woluminow...;-) przenosic je do ogrodu. Po 20 minutach nerwowej krzataniny siedzialem w cieniu oleandra, pilem schlodzona wode mineralna i rozkoszowalem sie widokiem 50 tomow Wielkiej Encyklopedii Hebrajskiej.
Przypomniala mi sie Polska...I moj kolega Grzegorz, do ktorego lubilem wpadac po lekcjach, aby popatrzec w gabinecie jego ojca na regaly pelne ksiazek.Byly wszedzie. Od podlogi po sufit. Ksiazki, posrod ktorych krolowala granatowo oprawiona Wielka Encyklopedia Powszechna.
I wspominam , ze jak mantre powtarzalismy glosno patrzac na niedostepne dla nas brzegi tomow rowniutko stojacych obok siebie: IN-KON...KON-MAN...MAN-NOMI...




Komentarze
Pokaż komentarze (13)