W nawale miałkości, populizmu i braku odwagi w zakresie reformy szkolnictwa wyższego podniósł się ważny głos w kwestii propozycji reformy powyższego. Andrzej Celiński, znany z niezależności poglądów wbrew własnej partii zajętej jak wszystkie elementy lewicowej układanki przede wszystkim własnym istnieniem ogłosił w Klubie pod Jaszczurami w Krakowie następujące tezy:
1. Wszystkie pieniądze publiczne przeznaczane dotychczas na edukację na poziomie wyższym wchodzą do Narodowego Funduszu Kredytowego, z którego mogą korzystać wszyscy studenci.
2. Nie ma poręczeń ani jakichkolwiek innych zabezpieczeń.
3. Oprocentowanie kredytu wynosi równowartość stopy inflacji zwiększoną o jeden procent.
4. Pierwszy rok studiów finansuje budżet państwa.
5. Transze kredytu wypłacane są co miesiąc i zawieszane w przypadku powtarzania semestru lub przerwania nauki.
6. Rok po ukończeniu studiów zaczyna się spłata pożyczki oraz proces jej częściowej lub całkowitej konwersji na stypendium.
7. To, w jakim stopniu będzie umorzony kredyt, ma zależeć od wyników w nauce, terminowości, kierunku studiów (poziomu trudności i zapotrzebowanie na rynku pracy). - Nauczyciel z Gołdapi miałby przykładowo 100-proc. umorzenie kredytu, a prawnik pracujący w międzynarodowej korporacji spłacałby go w całości - precyzuje Celiński.
8. Środki ze spłaty kredytów zasilałyby fundusz kredytowy oraz fundusze uczelni.
Celiński zakłada komercjalizację szkół publicznych, które stałby się spółkami pożytku publicznego. Wszystkie środki miałby obowiązek inwestować w fundusze kapitałowe, a wypracowane zyski przeznaczać na rozwój i tworzenie własnych systemów kredytowo-stypendialnych.
Nie jestem specjalistą w tym zakresie ale w dużym zakresie pokrywają się z moimi własnymi w tej kwestii przemyśleniami. I brawo za odwagę

Inne tematy w dziale Polityka