Krzysztof J. Wojtas Krzysztof J. Wojtas
209
BLOG

Pożegnanie Lata - Tarczyńskie Owocobranie

Krzysztof J. Wojtas Krzysztof J. Wojtas Rozmaitości Obserwuj notkę 8

       W roku ubiegłym, nawiązując do notki Michała St. De Zieleśkiewicza o francuskim „święcie młodego wina” – beaujolais nouveau, zamieściłem notkę „Święto”, gdzie sugerowałem wprowadzenie podobnych zdarzeń w poczet polskich zwyczajów.

 

       Toteż kiedy dotarła do mnie informacja o organizowanym w podwarszawskim Tarczynie „Pożegnaniu Lata – Tarczyńskim Owocobraniu” – uznałem, że na imprezę należy się wybrać. Co poza ideą mnie zainteresowało? Przede wszystkim planowana degustacja owoców.

Bo to interesujące skosztować różnych odmian jabłek z możliwością porównania smaków.

A przy okazji planowałem nabyć, drogą kupna, na podstawie degustacji, pewną ilość owoców na potrzeby rodziny z przyległościami.

 

      Przed zamiarem nie powstrzymała mnie nawet pogoda. Na szczęście, kiedy już dojeżdżaliśmy, deszcz przestał padać. Można było przynajmniej się rozejrzeć.

 

      Cóż powiedzieć? Chyba tyle, że wszystkie początki są trudne. Na rynku zgromadziło się kilkaset osób, a centralnym punktem były występy Majki Jeżowskiej i zespołu Łowiczanie.

Było trochę straganów a to z wyrobami garncarskimi, a to z wikliną, a to z informacjami wypalanymi na brzozowych deseczkach, a to....

 

Brzozowe deseczki

 

       W pobliżu sceny rozłożone były kosze z różnymi, dorodnymi owocami – do degustacji; brakowało jednak nazw odmian.

       Dla sadowników ten okres jest widocznie czasem intensywnych prac – może dlatego nie było producentów, u których można byłoby kupić owoce. Szkoda.

 

http://img131.imageshack.us/img131/4155/dscn1745.jpg

Rynek tarczyński

 

Podsumowując.

     To dopiero początki. Trudno się dziwić, że to POŻEGNANIE LATA miało tak skromną formę. Widać jednak było trud i zaangażowanie organizatorów, choćby w pięknych kompozycjach kwiatowych. Ważne, że impreza się odbyła, dając przykład starań o prezentację walorów „małej ojczyzny”.

 

      Warto wysnuć pewne refleksje dotyczące miejscowości, a wynikające ze spojrzenia osoby nie będącej mieszkańcem.

 

       Pierwszy kontakt z Tarczynem miałem jeszcze w latach 50-tych ub. wieku. Wtedy to miasteczko tętniło życiem – acz było to życie siermiężne. Pamiętam jednak, że zabudowa rynku była pełna, a budynki w przyzwoitym stanie. Sam rynek był jeszcze wykorzystywany zgodnie z przeznaczeniem, chociaż już wtedy Trasa Krakowska, która przebiegała wówczas przez miejscowość, mocno ingerowała w codzienną senność.

 

     (Porównuję to z obrazkiem jaki zapamiętałem z Danii; na początku lat dziewięćdziesiątych wybraliśmy się z rodziną samochodem do Norwegii, a trasę przejazdu wybraliśmy maksymalnie lądową – czyli przez Niemcy, Danię, Szwecję. Z tym, że starałem się jechać bocznymi drogami, przez małe miejscowości, aby zobaczyć jakie są rzeczywiste warunki tamtejszego życia.

I trafiliśmy na takie miasteczko z rynkiem wybrukowanym „kocimi łbami”, z niską, parterową zabudową. Można wręcz stwierdzić, że skromniejsze niż wspomniany tu Tarczyn. Były też drewniane domy pokryte strzechą. Fakt, że wszystko bardzo schludnie utrzymane, a to, co się rzucało w oczy – to duża ilość stojaków na rowery.)

 

      „Wracając” do Tarczyna. Tylko sporadycznie przejeżdżałem przez miasteczko w późniejszym czasie, ale dawało się dostrzec zanik funkcji lokalnego centrum. Domy popadały w ruinę, a użytkowane - nie były odnawiane.

 

Pozostałość – tuż koło siedziby władz.

 

     Można twierdzić, że bliskość Warszawy stała się w tym wypadku przyczyną upadku.

Jednak ostatnio daje się zauważyć i trend odwrotny. Coraz więcej ludzi przenosi się z Warszawy w okolice,  chociaż Tarczyn leży w odległości 30 km . Budowane są nowe domy, zwykle na obrzeżach, przez co miejscowość znacznie się rozrasta. Są też symptomy większej dbałości o centrum. Rynek zrewitalizowano, nadając mu pierwotną postać – jest kostka zamiast „kocich łbów”. Z utęsknieniem czekam na powrót na swoje miejsce jednego z podstawowych urządzeń rynku, a stanowiącego o prawach miasta – pręgierza.

Sądzę, że byłoby to symbolem powrotu prawa i sprawiedliwości „pod strzechy”.

 

     Cóż jeszcze można dodać? Chyba to, że takie małe miejscowości są doskonałym miejscem na zadomowienie rodziny. Tu dzieci mogą z należytą kontrolą chodzić do szkoły. Wbrew opiniom – łatwiej tam o dostęp do „miejskich” udogodnień, takich jak basen, czy pozalekcyjne zajęcia rozszerzające zakres nauki. Spokój wręcz kreuje, dla ludzi mających takie zainteresowania, potrzebę aktywności. Stąd łatwiej wybrać się na spacer do lasu, a nawet pojechać do „miasta” na wystawę, czy do teatru.

      Suburbia to także miejsce dla osób starszych, które wycofują się już z życiowej aktywności – w małej przestrzeni łatwiej zrobić zakupy, czy zasięgnąć porady lekarskiej. Wszystko jest pod ręką. A dla ciekawości – ceny w sklepach są na poziomie „najlepszych” promocji supermarketów.

 

Czego brakuje?

     Dogodnej komunikacji zbiorowej. Najlepsze i najtańsze byłyby koleje podmiejskie. (Kiedyś zamieściłem studium – „ Komunikacja południowej części aglomeracji warszawskiej”)

http://brakszysz.salon24.pl/83392,komunikacja-poludniowej-czesci-aglomeracji-warszawskiej

 

      Dziwi bowiem postępowanie władz, gdzie buduje się nieskończenie drogie trasy dojazdowe zapominając, że znaczna część ruchu jest generowana przez mieszkańców okolic podmiejskich. Tu zaś nie wszyscy mieszkańcy dysponują samochodami, (młodzież, część osób starszych), a nawet ci zrezygnowaliby mając możliwość dojazdu szybszym i wygodniejszym środkiem lokomocji.

 

      Na tle politycznych przepychanek i pazernego egoizmu „elyt” spokojna dbałość – czyniona małymi krokami – o mieszkańców jest jest nadzieją na pokłady normalności tkwiące jeszcze w naszym społeczeństwie.

 

I to tyle uwag z odniesieniem do lokalnego święta.

członek SKPB, instruktor PZN, sternik jachtowy. 3 dzieci - dorośli. "Zaliczyłem" samotnie wycieczkę przez Kazachstan, Kirgizję, Chiny (prowincje Sinkiang, Tybet _ Kailash Kora, Quinghai, Gansu). Ostatnio, czyli od kilkudziesięciu już lat, zajmuję się porównaniami systemów filozoficznych kształtujących cywilizacje. Bazą jest myśl Konecznego, ale znacznie odbiegam od tamtych zasad. Tej tematyce, ale z naciskiem na podstawy rzeczypospolitej tworzę portal www.poczetRP.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Rozmaitości