Krzysztof J. Wojtas Krzysztof J. Wojtas
96
BLOG

Kajakiem po Bugu

Krzysztof J. Wojtas Krzysztof J. Wojtas Rozmaitości Obserwuj notkę 12
Sygnowałem (notka nie na tym portalu), że wybieram się na spływ kajakiem po Bugu. A właśnie wróciłem.

 "Zaliczyłem" spływ kajakiem po Bugu. Trochę informacji opisowych tej wyprawy. Wyprawy, bo chyba dla gostka w wieku 78 lat, samotny spływ na tej trasie może być uznany za takową.


A zatem. Szykując się do wypadu nie miałem pełnego rozeznania tyczącego trasy i np. zagospodarowania turystycznego, czy też warunków jakie mogą pojawić się w czasie spływu.


Raczej zakładałem noclegi w jakichś przybrzeżnych gościńcach, ale nabyłem też tani namiot (80 PLN) licząc, że przy dobrej pogodzie, można w nim zanocować traktując go raczej jako ochronę przed komarami. Fakty okazały się inne - namiot wytrzymał dość silną wichurę, a do tego towarzyszący deszcz. Fakt, że trochę przeciekał przy szwach. Już ostatniej nocy wytrzymał silną burzę - tu przecieki były większe, ale i tak udało się zachować "sferę suchą", co pozwoliło dotrwać do rana w stanie nadającym się do użytku).


Inne okoliczności. Szukając oszczędności rozważałem nabycie kajaku dmuchanego. Jednak wobec wielu przepychań przez przeszkody - a stan Bugu był b. niski - na pewno byłoby wiele przetarć. Zdecydowałem wynająć kajak w Mielnie w firmie Active Adwenture. Gospodarz, po omówieniu zamierzeń zaproponował korzystną zniżka, a także inne ułatwienia jak przywiezienie z dworca w Siemiatyczach. (są też autobusy, ale akurat trzeba by było czekać ponad godzinę).


Przejazd z Warszawy Wschodniej do Siemiatycz to tylko 2 godziny, a koszt dla mnie to tylko nieco ponad 20 PLN.


Po dotarciu na miejsce wybrałem się na zakupy oglądając przy tym miejscowość; miasteczko czyste, zadbane, acz bez ekscesów. Przy okazji odwiedziłem Muzeum Etnograficzne prowadzonych prywatnie przez starsze małżeństwo, gdzie Pani Domu jest potomkinią dawnych posiadaczy większej części Mielnika, w tym kopalni kredy (gdzie te czasy z pisaniem kredą po tablicy). To jedyna kopalnia kredy w Polsce. Z zabytków - jest jeszcze będące w renowacji wzgórze zamkowe.


Wspominając Muzeum Etnograficzne - byłem pod wrażeniem bogactwa eksponatów (a są jeszcze obrazy malowane przez Panią Domu), a także ciekawej narracji, na zmianę, obojga Państwa Małżonków.


Jest jeszcze jeden element na który chcę zwrócić uwagę, a którego raczej się nie zauważa - to panująca tam wzajemna życzliwość. To poniekąd "czuje się" w różnorakich sytuacjach. Wspominałem u propozycji przywiezienia mnie z dworca w Siemiatyczach, ale to można by uznać za uprzejmość zawodową. Ta wzajemna życzliwość jest choćby, gdy samochód akurat zatrzymał się na przejściu, a ktoś chciał przejść na drugą stronę - to gest mówiący, że nie ma sprawy. To także sposób zwracania się kasjerki w sklepie do klientów, czy narracja w Muzeum Etnograficznym. Ale też podkreślanie , że żyjący tam są mieszkańcami regionu. 


Dla mnie konweniuje to ze spokojem i pięknem otaczającej przyrody.


Poprosiłem Gospodarza o podwiezienie do Niemirowa - to ok. 15 km w kierunku granicy, co pozwoliło mi na "zaliczenie " prawie całego odcinka od granicy - w sumie ponad 220 km do ujścia Bugu do Narwi + Zalew Zegrzyński.


Co można powiedzieć o trasie? W Bugu b. niski stan wody, ale daje się przepłynąć, chociaż aż do Małkini to cały czas "walka z żywiołem", czyli ciągłe szukanie najgłębszego nurtu zdolnego unieść kajak. Bez chwili odpoczynku - cały czas meandry, a chwila nieuwagi wciska kajak w spłycenia wymagające wygramolenia się z kajaka i przeciągnięcie go przez łachę.


Przy okazji - są dwa rodzaje oznaczeń na brzegach. Jedno to kilometrówki liczone od ujścia Bugu, drugi to oznaczenie szlaku kajakowego, czyli w przeciwny sposób. Te tablice są w gorszym stanie - już mocno wypłowiałe od słońca, a stawiane są co 5 km.


Niestety, kilometrówki były widoczne tak circa do 120 km, a później pojawiły się sporadycznie już za Wyszkowem. Oznakowania szlaku były jeszcze ze 30 km dalej, ale także zanikły.


Lepiej z wyznaczaniem toru wodnego - tu boje kierunkowe były na prawie całym odcinku, aczkolwiek także bardziej zadbane w górnej części trasy. Boje zwykle nie pływały, a leżały na piasku,, ale i tak spełniały swą rolę pozwalając na wybór wariantu, co, wbrew pozorom, czasami bywa trudne, a po wpłynięciu w niewłaściwą zatoczkę ląduje się na mieliźnie.


Co jeszcze utkwiło w pamięci? Czystość i brak śmieci. Praktycznie do Wyszkowa nie widziałem żadnych pływających odpadów - butelek, puszek itd. Nawet na trafianych miejscach obozowania było czysto. Jeśli chodzi o wodę - także dużo bardziej czysta niż kilka lat temu i to przy niskim stanie nurtu. Dotyczy to także Zalewu Zegrzyńskiego.


Porównując spływ Sanem w ub. roku z tym obecnym można powiedzieć, że Bóg rozlewa się szerzej, co nawet przy większej ilości toczonej wody daje podobny stan szlaku. Brzegi są chyba nieco niższe i łatwiej znaleźć możliwość miejsca do biwakowania.


Co do pływania. W zasadzie to tylko raz miałem kontakt z technicznymi aspektami cywilizacji - zwiedzałem Drohiczyn i tam też zrobiłem zakupy. Bardzo pozytywne wrażenie: spokojne, czyste i zadbane miasteczko - niezwykle urokliwe.


Później nocowałem już poza terenami zamieszkałymi, a tak się złożyło, że rozładowała mi się bateria w zegarku i telefonie. W efekcie przez kilka dni byłem odgrodzony od świata. (Miałem ze sobą power bank, ale to chciałem zachować na sam koniec trasy).


"Zażywałem" zatem przyrody w pełnym słowa znaczeniu. Długie odcinki bez żadnych hałasów poza głosami natury. Wiele ptactwa rzecznego i to wielu gatunków. Niekiedy rzadko spotykane, a wszystko to w bajecznej oprawie.


I właściwie to tyle. Gospodarz wypożyczalni ponoć próbował się ze mną skontaktować martwiąc się o mój stan jako, że mało takich samotnych wędrowców. Tu akurat miały miejsce dwa zdarzenia. Jedno, w Niemirowie (czyli na starcie) pojawił się samotny kajakarz płynący z Terespola do Gdańska. Bardzo sympatyczna i ciekawa i postać, i rozmowa.


I drugi przypadek z także samotnym turystą - kobietą. Akurat zbliżał się czas na rozbicie obozu, a nie bardzo wiedziałem gdzie jestem. A tu zauważyłem kogoś rozstawiającego namiot i kajak w pobliżu. Podpłynąłem i na moje "dzień dobry" otrzymałem jakiś warkot gulgocącej złości, że śmiem ją zaczepiać, a ona sobie nie życzy kontaktu. Przyznaję, że nigdy nie spotkałem się z taką postawą. Rozumiem, że ktoś nie chce towarzystwa, ale nawet nie odpowiedzieć na standardowe "dzień dobry" - jeszcze mi się nie zdarzyło. Cóż, jest chyba coraz więcej zdziczałych kobiet. Może rzeczywiście ten model Ewy trzeba zastąpić nowszym. Inaczej ludzkość nie przetrwa.


Poza opisanymi przypadkami - nie spotkałem innych, takich bardziej długodystansowych kajakarzy. Kajakarze "godzinni" pojawili się dopiero na Zalewie Zegrzyńskim.


Podsumowując wypad - mogę polecić go wszystkim tym, którzy chcą spędzić chwile w spokojnym, urokliwym otoczeniu, gdzie woda, ryby i grzyby, ale przede wszystkim życzliwi ludzie mieszkają.


Dodam, że kajak odebrany został punktualnie z ustalonego miejsca. Jestem usatysfakcjonowany. Polecam region innym - nie będziecie żałować.

członek SKPB, instruktor PZN, sternik jachtowy. 3 dzieci - dorośli. "Zaliczyłem" samotnie wycieczkę przez Kazachstan, Kirgizję, Chiny (prowincje Sinkiang, Tybet _ Kailash Kora, Quinghai, Gansu). Ostatnio, czyli od kilkudziesięciu już lat, zajmuję się porównaniami systemów filozoficznych kształtujących cywilizacje. Bazą jest myśl Konecznego, ale znacznie odbiegam od tamtych zasad. Tej tematyce, ale z naciskiem na podstawy rzeczypospolitej tworzę portal www.poczetRP.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Rozmaitości