Krzysztof J. Wojtas Krzysztof J. Wojtas
18
BLOG

Kajakiem po Bugu

Krzysztof J. Wojtas Krzysztof J. Wojtas Rozmaitości Obserwuj notkę 2
Sygnowałem (notka nie na tym portalu), że wybieram się na spływ kajakiem po Bugu. A właśnie wróciłem.

 "Zaliczyłem" spływ kajakiem po Bugu. Trochę informacji opisowych tej wyprawy. Wyprawy, bo chyba dla gostka w wieku 78 lat, samotny spływ na tej trasie może być uznany za takową.


A zatem. Szykując się do wypadu nie miałem pełnego rozeznania tyczącego trasy i np. zagospodarowania turystycznego, czy też warunków jakie mogą pojawić się w czasie spływu.


Raczej zakładałem noclegi w jakichś przybrzeżnych gościńcach, ale nabyłem też tani namiot (80 PLN) licząc, że przy dobrej pogodzie, można w nim zanocować traktując go raczej jako ochronę przed komarami. Fakty okazały się inne - namiot wytrzymał dość silną wichurę, a do tego towarzyszący deszcz. Fakt, że trochę przeciekał przy szwach. Już ostatniej nocy wytrzymał silną burzę - tu przecieki były większe, ale i tak udało się zachować "sferę suchą", co pozwoliło dotrwać do rana w stanie nadającym się do użytku).


Inne okoliczności. Szukając oszczędności rozważałem nabycie kajaku dmuchanego. Jednak wobec wielu przepychań przez przeszkody - a stan Bugu był b. niski - na pewno byłoby wiele przetarć. Zdecydowałem wynająć kajak w Mielnie w firmie Active Adwenture. Gospodarz, po omówieniu zamierzeń zaproponował korzystną zniżka, a także inne ułatwienia jak przywiezienie z dworca w Siemiatyczach. (są też autobusy, ale akurat trzeba by było czekać ponad godzinę).


Przejazd z Warszawy Wschodniej do Siemiatycz to tylko 2 godziny, a koszt dla mnie to tylko nieco ponad 20 PLN.


Po dotarciu na miejsce wybrałem się na zakupy oglądając przy tym miejscowość; miasteczko czyste, zadbane, acz bez ekscesów. Przy okazji odwiedziłem Muzeum Etnograficzne prowadzonych prywatnie przez starsze małżeństwo, gdzie Pani Domu jest potomkinią dawnych posiadaczy większej części Mielnika, w tym kopalni kredy (gdzie te czasy z pisaniem kredą po tablicy). To jedyna kopalnia kredy w Polsce. Z zabytków - jest jeszcze będące w renowacji wzgórze zamkowe.


Wspominając Muzeum Etnograficzne - byłem pod wrażeniem bogactwa eksponatów (a są jeszcze obrazy malowane przez Panią Domu), a także ciekawej narracji, na zmianę, obojga Państwa Małżonków.


Jest jeszcze jeden element na który chcę zwrócić uwagę, a którego raczej się nie zauważa - to panująca tam wzajemna życzliwość. To poniekąd "czuje się" w różnorakich sytuacjach. Wspominałem u propozycji przywiezienia mnie z dworca w Siemiatyczach, ale to można by uznać za uprzejmość zawodową. Ta wzajemna życzliwość jest choćby, gdy samochód akurat zatrzymał się na przejściu, a ktoś chciał przejść na drugą stronę - to gest mówiący, że nie ma sprawy. To także sposób zwracania się kasjerki w sklepie do klientów, czy narracja w Muzeum Etnograficznym. Ale też podkreślanie , że żyjący tam są mieszkańcami regionu. 


Dla mnie konweniuje to ze spokojem i pięknem otaczającej przyrody.


Poprosiłem Gospodarza o podwiezienie do Niemirowa - to ok. 15 km w kierunku granicy, co pozwoliło mi na "zaliczenie " prawie całego odcinka od granicy - w sumie ponad 220 km do ujścia Bugu do Narwi + Zalew Zegrzyński.


Co można powiedzieć o trasie? W Bugu b. niski stan wody, ale daje się przepłynąć, chociaż aż do Małkini to cały czas "walka z żywiołem", czyli ciągłe szukanie najgłębszego nurtu zdolnego unieść kajak. Bez chwili odpoczynku - cały czas meandry, a chwila nieuwagi wciska kajak w spłycenia wymagające wygramolenia się z kajaka i przeciągnięcie go przez łachę.


Przy okazji - są dwa rodzaje oznaczeń na brzegach. Jedno to kilometrówki liczone od ujścia Bugu, drugi to oznaczenie szlaku kajakowego, czyli w przeciwny sposób. Te tablice są w gorszym stanie - już mocno wypłowiałe od słońca, a stawiane są co 5 km.


Niestety, kilometrówki były widoczne tak circa do 120 km, a później pojawiły się sporadycznie już za Wyszkowem. Oznakowania szlaku były jeszcze ze 30 km dalej, ale także zanikły.


Lepiej z wyznaczaniem toru wodnego - tu boje kierunkowe były na prawie całym odcinku, aczkolwiek także bardziej zadbane w górnej części trasy. Boje zwykle nie pływały, a leżały na piasku,, ale i tak spełniały swą rolę pozwalając na wybór wariantu, co, wbrew pozorom, czasami bywa trudne, a po wpłynięciu w niewłaściwą zatoczkę ląduje się na mieliźnie.


Co jeszcze utkwiło w pamięci? Czystość i brak śmieci. Praktycznie do Wyszkowa nie widziałem żadnych pływających odpadów - butelek, puszek itd. Nawet na trafianych miejscach obozowania było czysto. Jeśli chodzi o wodę - także dużo bardziej czysta niż kilka lat temu i to przy niskim stanie nurtu. Dotyczy to także Zalewu Zegrzyńskiego.


Porównując spływ Sanem w ub. roku z tym obecnym można powiedzieć, że Bóg rozlewa się szerzej, co nawet przy większej ilości toczonej wody daje podobny stan szlaku. Brzegi są chyba nieco niższe i łatwiej znaleźć możliwość miejsca do biwakowania.


Co do pływania. W zasadzie to tylko raz miałem kontakt z technicznymi aspektami cywilizacji - zwiedzałem Drohiczyn i tam też zrobiłem zakupy. Bardzo pozytywne wrażenie: spokojne, czyste i zadbane miasteczko - niezwykle urokliwe.


Później nocowałem już poza terenami zamieszkałymi, a tak się złożyło, że rozładowała mi się bateria w zegarku i telefonie. W efekcie przez kilka dni byłem odgrodzony od świata. (Miałem ze sobą power bank, ale to chciałem zachować na sam koniec trasy).


"Zażywałem" zatem przyrody w pełnym słowa znaczeniu. Długie odcinki bez żadnych hałasów poza głosami natury. Wiele ptactwa rzecznego i to wielu gatunków. Niekiedy rzadko spotykane, a wszystko to w bajecznej oprawie.


I właściwie to tyle. Gospodarz wypożyczalni ponoć próbował się ze mną skontaktować martwiąc się o mój stan jako, że mało takich samotnych wędrowców. Tu akurat miały miejsce dwa zdarzenia. Jedno, w Niemirowie (czyli na starcie) pojawił się samotny kajakarz płynący z Terespola do Gdańska. Bardzo sympatyczna i ciekawa i postać, i rozmowa.


I drugi przypadek z także samotnym turystą - kobietą. Akurat zbliżał się czas na rozbicie obozu, a nie bardzo wiedziałem gdzie jestem. A tu zauważyłem kogoś rozstawiającego namiot i kajak w pobliżu. Podpłynąłem i na moje "dzień dobry" otrzymałem jakiś warkot gulgocącej złości, że śmiem ją zaczepiać, a ona sobie nie życzy kontaktu. Przyznaję, że nigdy nie spotkałem się z taką postawą. Rozumiem, że ktoś nie chce towarzystwa, ale nawet nie odpowiedzieć na standardowe "dzień dobry" - jeszcze mi się nie zdarzyło. Cóż, jest chyba coraz więcej zdziczałych kobiet. Może rzeczywiście ten model Ewy trzeba zastąpić nowszym. Inaczej ludzkość nie przetrwa.


Poza opisanymi przypadkami - nie spotkałem innych, takich bardziej długodystansowych kajakarzy. Kajakarze "godzinni" pojawili się dopiero na Zalewie Zegrzyńskim.


Podsumowując wypad - mogę polecić go wszystkim tym, którzy chcą spędzić chwile w spokojnym, urokliwym otoczeniu, gdzie woda, ryby i grzyby, ale przede wszystkim życzliwi ludzie mieszkają.


Dodam, że kajak odebrany został punktualnie z ustalonego miejsca. Jestem usatysfakcjonowany. Polecam region innym - nie będziecie żałować.

członek SKPB, instruktor PZN, sternik jachtowy. 3 dzieci - dorośli. "Zaliczyłem" samotnie wycieczkę przez Kazachstan, Kirgizję, Chiny (prowincje Sinkiang, Tybet _ Kailash Kora, Quinghai, Gansu). Ostatnio, czyli od kilkudziesięciu już lat, zajmuję się porównaniami systemów filozoficznych kształtujących cywilizacje. Bazą jest myśl Konecznego, ale znacznie odbiegam od tamtych zasad. Tej tematyce, ale z naciskiem na podstawy rzeczypospolitej tworzę portal www.poczetRP.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Rozmaitości