Brander Brander
54
BLOG

Nie tędy droga

Brander Brander Polityka Obserwuj notkę 10
Zastanawiałem się jak zacząć swój pierwszy wpis na Salonie 24.pl. Nie kryję, że zżera mnie trema i jeśli jeszcze dzień zwlekałbym z „debiutem” spaliłbym się w blokach startowych. Nie pomagają nawet zdobyte niegdyś doświadczenia dziennikarskie, zwłaszcza, że minęły już lata odkąd pożegnałem się z tym zawodem. Dlatego cokolwiek zostanie poniżej napisane, bardzo proszę by zostało potraktowane z wyrozumiałością przez każdego, komu zdarzy się tutaj zabłądzić.  

Nie tędy droga

 

Spotykam się raz na kilka miesięcy z paroma starymi kumplami. W znanym nam miejscu i przy dobrze znanym nam gatunku piwa rozmawiamy o wszystkim, nie stroniąc od tematów, nazwijmy to, wielkiej wagi. Ostatnio, po dłuższej i pełnej argumentów dyskusji osiągnęliśmy wspólne stanowisko w kwestii tego, co powinno być a nie jest. I co z tego wynika? Oczywiście nic. Czyli dokładnie tyle, ile w najbardziej nawet optymistycznej wersji zdarzeń może wynikać z tzw. okrągłego stołu urzędników, „ekologów” i drogowców, w sprawie przebiegu obwodnicy Augustowa przez Dolinę Rospudy. Dlaczego? Bo dokładnie takie samo jest „przełożenie” obu wspomnianych gremiów i znaczenie przyjętych przez nie ustaleń.

 

Choćby nawet obrońcy nietykalności Doliny Rospudy, pod wpływem argumentów swych rozmówców, złożyli pisemną prośbę o pociągnięcie trasy dla TIR-ów przez możliwie wszystkie bobrze żeremia i lęgowiska dzikiego ptactwa - nic to nie zmieni. Wraz z uruchomieniem silnika w pierwszym spychaczu ruszy również machina unijnego nacisku, a sprawa natychmiast trafi przed Europejski Trybunał Sprawiedliwości i jako kraj nie unikniemy poważnych konsekwencji finansowych (i nie tylko). Dolina Rospudy jest bowiem częścią Europejskiej Sieci Ekologicznej Natura 2000. A kto ją tam zgłosił? Rzeczpospolita Polska. Ta sama, która w razie budowy obwodnicy będzie pozwana przed ETS.

 

W tymże Trybunale Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich nasza Najjaśniejsza będzie musiała pokornie przyjąć wyrok europejskich sędziów – prywatnie obywateli państw, które były dość mądre by najpierw wybudować u siebie sieci autostrad i obwodnice wokół miast, a potem dopiero zgłosić swoje cenne przyrodniczo tereny pod unijną ochronę. Niestety, za brak wyobraźni i umiejętności myślenia perspektywicznego, jaki znamionował wszystkich naszych władców z epoki przedakcesyjnej, zapłacimy Unii miliony euro odszkodowania za naruszenie (już jej) terenów chronionych, albo miliony złotych mieszkańcom Augustowa za straty i szkody wyrządzone przez natężony ruch na dotychczasowym trakcie.

 

Obecnie trudno nie odnieść wrażenia, że wbicie szpadla pod jakąkolwiek inwestycję drogową w Polsce kończy się starciem z tzw. „ekologami” lub narażeniem na ogromne odszkodowania. Z tego powodu, budowa autostrad i obwodnic oraz podnoszenie klasy istniejących szos stały przedsięwzięciami nieprawdopodobnie drogimi i trwają dłużej niż dopuszcza to ludzka cierpliwość. Jednocześnie prawo coraz bardziej ogranicza ingerencję w środowisko i jest - co akurat zrozumiałe – skutecznie egzekwowane, czego przykładem niedawne wstrzymanie budowy obwodnicy Wasilkowa koło Białegostoku.

 

Co zatem było zaczynem dla myśli i działań ważnych ludzi, którzy do takiego stanu doprowadzili? Czy aby tylko troska o środowisko naturalne? No chyba nie tylko. Jeszcze do niedawna, gdy Polska czekała na wycieraczce przed drzwiami z napisem Unia Europejska, można było osłodzić sobie to oczekiwanie hojnym wsparciem dla rozmaitych przedsięwzięć służących ochronie przyrody i środowiska w ogóle. To z kolei motywowało władze państwowe i samorządowe do poszerzania listy terenów chronionych o rozmaite rezerwaty, parki przyrodnicze i krajobrazowe. Każdy starosta czy wójt chciał się pochwalić ileż to euro wyciągnął ze wspólnotowej kasy, bez potrzeby angażowania szarych komórek w rozwój przedsiębiorczości na swoim terenie. „Ej, naczelniku! Mamy u nas jakieś bagna czy rozlewiska z dzikimi ptakami? Jak tak, to trza by załatwić, żeby wciągnęli na listę, to się i jaki wniosek o Brukseli złoży” Oczywiście istnienie dofinansowania dla takich „projektów” stało się też grzybnią, z której błyskawicznie wyrosły niezliczone inicjatywy, grupy i organizacje „ekologiczne”.

 

Teraz nie ma już większego sensu roztrząsanie przyczyn, dla których pokonywanie dystansu cywilizacyjnego, jaki dzieli od Zachodu niektóre tereny kraju, rozpoczyna się od stanu dzikiej przyrody, wiedzie dłuższą drogą i wymaga zaangażowania znacznie większych środków. Warto jednak wziąć do ręki mapę obszarów objętych wszelkimi formami ochrony. Może obecnie rządzący, nauczeni doświadczeniem m.in. Rospudy, zdobędą się na ich przegląd i wprowadzą, tam gdzie jest to zasadne, pewne korekty. W końcu to nie bogowie, lecz ludzie tworzący i przyjmujący ustawy, rozporządzenia, plany miejscowe itp. zdecydowali, którą kępę trawy trzeba pozostawić, a która może ustąpić miejsca drodze czy innym inwestycjom. Można to zrobić mądrze, nie zapominając o tym, co jesteśmy winni przyrodzie, ale też nie tracąc kontaktu z rzeczywistością społecznych, ekonomicznych, cywilizacyjnych potrzeb. W przypadku Doliny Rospudy sprawa i tak jest przesądzona (i może nawet dobrze, że tak jest), wiadomo… Natura 2000 itd. Jednak gdzieś tam w kraju może dałoby się przywrócić prawo do życia w spokoju i cywilizowanych warunkach jakiejś mieścinie rozjeżdżanej przez TIR-y. Tak chyba postąpiliby rządzący, gdyby mieli dość rozumu, dobrej woli, odwagi i poczucia odpowiedzialności. W odróżnieniu od tego, „okrągły stół” w sprawie obwodnicy Augustowa jest działaniem obliczonym na przeciągnięcie sprawy, a do tego bezproduktywnym, bo pozbawionym wpływu na status prawny terenów, które jedni chcieliby oddać szoferom, a drudzy komarom. Skoro tak, to ewentualne pretensje do Komisji Europejskiej i unijnego Trybunału Sprawiedliwości, mogą dotyczyć tylko tego, że traktują one obowiązujące w Polsce prawo poważniej niż my sami.

 

Brander

Brander
O mnie Brander

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka