brat Damian brat Damian
120
BLOG

Dlaczego księżom odbija?

brat Damian brat Damian Społeczeństwo Obserwuj notkę 2
O tych co porzucili sutannę

Ratusz Brukseli jak co roku sfinansował za kilkadziesiąt tysięcy Euro szopkę na głównym placu miasta. Nowością jest to, że postacie Jezusa, Maryi i Józefa są … bez twarzy. A szopka jest bardziej wystawą tradycyjnego belgijskiego włókiennictwa (zresztą nazywa się „Tkaniny Narodzenia”, a powstała z recyklingu), niż powtórzeniem tego, co kiedyś stworzył w Asyżu św. Franciszek. Przecież chodziło mu o konkretne przybliżenie cudu Wcielenia, w którym udział mieli konkretni ludzie. Twórcy szopki argumentują, że chodziło im o inkluzywność (nowe słowo nowomowy woke), aby każdy mógł wejść w rolę tych postaci. Trudno tę myśl teologiczną uchwycić: czyżby brukselscy przechodnie mieliby zająć miejsce Jezusa lub Maryi? Bogu dzięki co do wołków i osiołków, to potraktowano je z większą dozą można by rzec humanizmu – mają twarze, no ale jest teraz moda na bardziej ludzkie podejście do zwierząt. To, że władze belgijskie lubią trochę dowalić miejscowym chrześcijanom już nie dziwi (muzułmanom by się nie odważyli), dziwi jednak bardziej, że miejscowy dziekan ks. Benoit Lobet, chwali ideę szopki, bo jest „otwarta na wszystkie twarze”. Czyżby również na te twarze co są zasłonięte burką? A może to ukryty antysemityzm w kontekście Gazy, żeby ukryć narodową przynależność Jezusa i Maryi? Ksiądz dziekan ma 68 lat, co mi nasuwa myśl, że jest pogrobowcem kościelnej generacji ’68 i zawirowań posoborowych. Zostawmy jednak belgijską szopkę i dziekana Belgom, bo nasi księża też nam robią niezłe szopki.

„Od 8 lat prosiłem Ojca Świętego o możliwość bycia księdzem i założenia rodziny, z powodu rozeznanego na 2 tyg. rekolekcji ignacjańskich, powołania do małżeństwa i ewangelizacji. W zeszłym roku Ksiądz Abp Grzegorz (Ryś) próbował rozwiązać mój wewnętrzny konflikt i zaproponował mi odejście z kapłaństwa lub parafię w Konstantynowie Łódzkim. Wybrałem parafię. Po trzech miesiącach, na prośbę mojego proboszcza, zostałem odwołany z przyczyn „niewłaściwego wypełniania posługi wikariusza”. To był dla mnie znak od Boga, że On ma inne miejsce i inną służbę dla mnie. Wyjechałem na misję do Afryki, by przez pomaganie siostrom i braciom z Trzeciego Świata odnowić swoje powołanie do miłości Boga i ludzi i odnaleźć prawdę o sobie samym. Ksiądz Arcybiskup dyspensował mnie od brewiarza, sutannę zostawiłem w polskiej szafie i zacząłem życie karmiąc się Słowem Bożym i łaską płynąca z osobistej relacji z moim Panem Jezusem Chrystusem. Zacząłem słuchać tylko Jego głosu, bezpośrednio na modlitwie. Dałem się poprowadzić Bogu bez dodatkowych sakramentalnych pomocy. Zacząłem żyć pełnią życia, być sobą, być szczęśliwym człowiekiem bez lęków i bez wrzodów na żołądku. Od 5 miesięcy nie jestem księdzem na płaszczyźnie mojej woli i życia codziennego.” – to oświadczenie młodego i sympatycznego ks. Michała Misiaka z diecezji łódzkiej. Czytam kilka razy bo trudno to wszystko połączyć w jedną całość. A oto jeszcze jedno wyznanie księdza Michała: "zaczął narastać konflikt między życiem w celibacie a pragnieniem serca, pragnieniem dobrym, pragnieniem niezwiązanym z seksualnością, ale troski o kobietę, walki o nią, ochronę jej i kochanie, noszenie na rękach. - Walczyłem mocno, jeździłem do biskupa, mówiłem, że sobie nie radzę, że się zakochałem, on mnie przenosił na następną parafię, potem znowu przychodziła jakaś przyjaźń, czysta, bez współżycia. Trwały takie relacje lata. To było wielkie cierpienie, bo nie można dotknąć dziewczyny, pójść za rękę.” – krótko mówiąc chłopak kochliwy i celibat go uwierał. W rezultacie został zielonoświątkowcem, zresztą już wcześniej był ekskomunikowany za powtórne przyjęcie chrztu u protestantów. To już nie szopka, to cyrk na kółkach. Czyżby nie wiedział co robił, kiedy w czasie święceń kapłańskich przyrzekał celibat? Teraz bez „sakramentalnych pomocy” mu się z Bogiem lepiej rozmawia, a dopiero bez sutanny zaczął się karmić Słowem Bożym i osiągnął osobistą relację z Jezusem Chrystusem.

A ja bym po chłopsku powiedział: Chłopie chcesz dziewczyny, nie jesteś w stanie wypełnić swoich zobowiązań wobec Boga i Kościoła, no to idź i się hajtnij! Po co tu opowieści o ewangelizacji, Duchu Świętym i Jezusie Chrystusie? Załóżmy, że papież by się zlitował nad ks. Misiakiem i pozwolił mu się ożenić. Czy wtedy szopka, którą nam prezentuje ks. Misiak (nazwisko pasuje jak ulał do biografii), by się skończyła? Wątpię. No i ciekawość: Jak już się ks. Misiak hajtnie na tej wymarzonej, a jednak po trzech latach Duch Święty mu powie „bez sakramentalnej pomocy”, że to jednak nie ta ma być damą jego serca, to poleci do następnej? Czuję się jak na planie filmu „Boże Ciało”.

Dlatego warto tu wziąć doświadczenia prawosławia: tam nie ma celibatu i księża się żenią, ale jest jeszcze większe zgorszenie od księży rozwodników, albo tych, którzy zdradzają żony lub zaniedbują dzieci. Z tego powodu jestem zdecydowanie przeciw zniesienia celibatu dla młodych, którzy wstępują do seminariów, bo jedne problemy zamienią się na inne, natomiast bardziej rozsądny wydaje mi się prezbiterat dla viri probati, czyli dla starszych mężczyzn, którzy sprawdzili się w swojej wierności małżonce, wychowaniu dzieci, utrzymaniu rodziny i cieszą się odpowiednim autorytetem w swojej wspólnocie.

Tymczasem to nie jest wypadek odosobniony. W zeszłym roku jeden z moich współbraci-kleryków, mocno obecny w internecie jako ewangelizator, w tempie ekspresowym odszedł z zakonu: też Duch święty, ukochana, protestanci. Zaraz wziął ślub cywilny ze swoją prorokinią, nie czekając na zwolnienie ze ślubów zakonnych. A trochę wcześniej inny jezuita, młody kapłan, najpierw siedział w milczeniu na youtube w trosce o emigrantach prących na Bug, a potem zrobił coming out i zgłosił żal do przełożonych, że go wcześniej nie wyrzucili za jego skłonności. Obawiam się tylko, że jakby go wcześniej wyrzucili, to by dopiero podniósł krzyk. I tak źle, i tak niedobrze. U dominikanów w ostatnich latach to już cała epidemia ojców, co nie tylko rzucili zakon i kapłaństwo, ale także Kościół Katolicki, a nawet po odejściu zadeklarowali się jako ateiści.

Co świeccy mają o tym myśleć? Mój starszy współbrat Wacława Oszajca, wieloletni publicysta TP, na łamach deonu gani tych, którzy gorszą się takimi zachowaniami kapłanów i nazywają ich zdrajcami. Co więcej proponuje wzorem „ginących Kościołów bezbożnego Zachodu, które już dawno nie tylko nie wyrzucają nikogo na zbity pysk, ale starają się zatrzymać i zatrudnić tych, którzy rezygnują ze „stanu duchownego”, żeby nadal byli świadkami Jezusa. Wiele o tym, jak mamy siebie traktować, znajdziemy w życiorysach Świętych Apostołów Piotra i Pawła, ale i w historii Judy z Kariotu”. I do tego wszystkiego Ojciec Wacław dodaje cytat z Ewangelii: „Nie osądzajcie, abyście nie byli osądzeni. W jaki sposób sami osądzacie, tak i was osądzą. Jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą” (Mt 7,1-2). Argumentuje także, że ponieważ wielu świeckich się rozwodzi i nikt ich tak nie piętnuje, to nie powinno się stosować ostrzejszych kryteriów do upadłych kapłanów. Z rozpędu stwierdza, też że „za porzucenie kapłaństwa karze się ekskomuniką” – co nie jest prawdą (nie ma takiej sankcji w KPK za samowolne porzucenie kapłaństwa) – „a za małżeństwo nie”.

Muszę powiedzieć, że opinie Ojca Wacława jakoś mi się w głowie nie układają. Według mnie świeccy mają się prawo gorszyć postępkami kapłanów, zgodnie ze słowami Jezusa: „kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza” (Mt 18, 6). Kiedy Piotr pyta się po słowach Jezusa o potrzebie czujności: «Panie, czy do nas mówisz tę przypowieść, czy też do wszystkich?». Jezus odpowiada przypowieścią o zarządcy, który myśląc: „Mój pan ociąga się z powrotem, i zacznie bić sługi i służące, a przy tym jeść, pić i upijać się, to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna; każe go ćwiartować i z niewiernymi wyznaczy mu miejsce.” I dalej kontynuuje: „Sługa, który zna wolę swego pana, a nic nie przygotował i nie uczynił zgodnie z jego wolą, otrzyma wielką chłostę. Ten zaś, który nie zna jego woli i uczynił coś godnego kary, otrzyma małą chłostę. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą (Łk 12, 45-48). Trudno tych twardych słów nie odnieść do kapłanów. Zresztą cała Ewangelia pełna jest ostrych upomnień do apostołów, do nazwania głównego z nich szatanem włącznie. Również św. Paweł w swoich listach często upomina rządzących Kościołem, stawia im wyższe wymagania niż zwykłym członkom wspólnoty i nie stosuje wobec nich taryfy ulgowej. Jeśli Jezus podnosi poprzeczkę dla księży, to czemu świeccy nie mieliby się gorszyć ich odstępstwem?

 Niezbyt też rozumiem dlaczego rozwody wśród parafian miałby usprawiedliwiać naganne zachowanie księży? Równamy w górę czy w dół? Zresztą, kiedy świeccy rozwodzą się i żyją w związkach niesakramentalnych, to zazwyczaj nie przestawiają tego jako bohaterstwa, nie afiszują się tym w mediach i nie podpierają się Duchem Świętym. W większości rozumieją też, że za ich słabość nie Kościół odpowiada i nie jest usprawiedliwione z tego powodu go opuszczać. Świeccy ze swoich występków nie robią wydarzeń medialnych i nie ustawiają się w pozycji ofiar. Problemem księży, których wymieniłem na początku nie jest tylko porzucenie kapłaństwa, zgorszenie wiernych, lecz narcyzm i niechęć do wzięcia odpowiedzialności za swoje czyny. Ojciec Wacława natomiast wydaje się myśleć zgodnie z wierszykiem: Wyszedł żuczek za chałupkę, zdjął majteczki, zrobił kupkę. Pięknieś, pięknieś żuczku zrobił, żeś chałupkę przyozdobił” – zamiast „żuczek” proszę wstawić „ksiądz”, a za „chałupkę” „Kościół”. Otóż tym kapłanem dobrze by było wziąć na klatę to, co zrobili, a nie delektować się narcystycznie swoją rzekomą krzywdą. Według mnie problem takich księży, szczególnie biorąc pod uwagę ich wiek, jest właśnie narcyzm i niedojrzałość. Są oni częścią swojego pokolenia, z jego słabościami i wadami.

Tok myślenia Oszajcy łączy mi się popularnym obecnie obrazem Pana Boga jako misia pluszowego i przytulanki, co to każdego pogłaszcze po główce, a może nawet po pupci i nie w głowie Mu przypominanie naszych grzechów oraz ich konsekwencji. I wtedy nie mamy już tylko księdza Misiaka, ale również Boga Misiaka, stworzonego na obraz naszych czasów, gdzie nie ma dobra i zła, wszyscy się kochają, a dobro jest tym, co akurat w tym momencie dla mnie przyjemne, a zło jest tym, co nieprzyjemne. Bóg miłosierny, ale zaniedbujący sprawiedliwość, to karykatura Stwórcy i takiego oblicza Boga nie znajdziemy w Ewangelii, gdzie Jezus czasami aż przeraża swoim straszeniem piekłem.

Jeszcze trudniej mi połączyć historie apostołów Piotra, Pawła i Judasza z księżmi, którzy porzucają sutannę lub habit i robią z tego medialne eventy stawiając siebie w pozie męczenników. Piotr i Paweł owszem zdradzili lub walczyli z Jezusem, ale pokornie się w swoich grzechach przyznawali, prosili Jezusa o wybaczenie i Jego miłosierdzie z radością przyjmowali. Paweł wiele razy z bólem mówi o swojej słabości, uważa się niegodnym być apostołem, ale właśnie ta pokornie wyznana słabość jest fundamentem, na którym Jezus chce budować. Nie ma tutaj miejsca ani na narcyzm, ani na samousprawiedliwienie i przymykanie oczu na grzech. Wielu z kapłanów, którzy kapłaństwo porzucają takiej pokory brakuje, choć trzeba przyznać większość ze swojej niewierności nie robi spektaklu. Natomiast Judasz przyznał swoją winę, ale jej nie wyznał przed Bogiem i w swojej tragedii pozostał samotny – co to ma wspólnego z ks. Misiakiem niezbyt rozumiem?

Ojciec Wacław proponuje, aby „zatrudnić tych, którzy rezygnują ze „stanu duchownego”, żeby nadal byli świadkami Jezusa”. Jak rozumiem zatrudnić w instytucjach kościelnych. Jestem niezwykle sceptyczny co do tej propozycji, także na podstawie własnych doświadczeń. Po pierwsze mam wątpliwość, czy byliby najlepszymi świadkami Jezusa, pracując w kurii lub w Caritas, kiedy akurat jako księżom to zadanie nie wypaliło. Co więcej to może powodować zamieszanie w głowach ludzi: czy porzucenie kapłaństwa rani Kościół, czy też nie ma większego znaczenia? Pracował jako proboszcz, teraz pracuje jako dyrektor administracyjny – nie ma w tym większej różnicy? Typowy przykład relatywizmy naszych czasów. Nie było by to też dobre dla samych byłych księży – lepiej niech się odkleją od Kościoła instytucjonalnego, zapracują gdzieś w świecie na chleb powszedni. To zawsze urealnia różne pretensje i bóle. Lepiej stanąć w kruchcie i bić się w pierś, niż w pierwszej ławce deklarować swoją doskonałość. No i co byśmy mieli zrobić z Panem Misiakiem? Biorąc pod uwagę jego chęć do trzymania za rękę, czy nawet noszenia na rękach przedstawicielek płci pięknej, to może go wysłać na stanowiska asystenta duchowego do jakiegoś żeńskiego nowicjatu? A tych innych, którzy poszli do protestantów lub ateistów może skierować do Komisji Episkopatu d/s ekumenizmu lub dialogu międzyreligijnego?


brat Damian
O mnie brat Damian

br. Damian TJ. Urodzony 1968 Lublin, uczęszczał do liceum Zamoyskiego. Należał do związanego z „Solidarnością” Niezależnego Ruchu Harcerskiego, potem do podziemnego Stowarzyszenia Harcerstwa Katolickiego „Zawisza”. W 1987 wstąpił do nowicjatu Towarzystwa Jezusowego w Gdyni. Zakończył filozofię w Krakowie na Wydziale Filozoficznym TJ (specjalizacja „kultura, estetyka, mass-media, kino”). Praca dyplomowa u bp. Jana Chrapka. Od 1991 pracował w TVP, jako dziennikarz i producent. Przechodzi szkolenie telewizyjne w Kuangchi Program Service – Tajwan. W 1996 wyjechał na Syberię, gdzie organizuje Studio Telewizyjne „Kana” w Nowosybirsku. Korespondent TVP i Radia Watykańskiego. Pomaga w szkolenia dziennikarzy z Europy Wschodniej w „European Center for Communication and Culture” w Falenicy. W 1999 rozpoczyna studia podyplomowe w szkole filmowej w Moskwie. W tym samym roku składa śluby wieczyste. Studia kończy w 2004 filmem dyplomowym „Wybacz mi Siergiej”, który uzyskał liczne nagrody na międzynarodowych festiwalach http://www.forgivemesergei.com. Wyjeżdża do Kirgizji - praca charytatywna Kościoła Katolickiego (więzienia, domy inwalidów) i prowadzi Klub Filmowy przy Ambasadzie Watykanu w Biszkeku. W 2006 wyjeżdża na południe Kirgizji, pomaga przy zakładaniu nowych parafii w Dżalalabadzie i Oszu www.kyrgyzstan-sj.org . Buduje i kieruje Domem Rekolekcyjnym nad jeziorem Issyk Kul, gdzie co roku przebywa ponad 1000 dzieci (sieroty, inwalidzi, dzieci z ubogich rodzin, dzieci i młodzież katolicka, studenci muzułmańscy) www.issykcenter.kg . Zakłada Fundacje Charytatywną “Meerim Bulak – Źródło Miłosierdzia” i społeczną „Meerim nuru”. Kapelan więzienia - w tym zajęcia w grupie AA. 2012 w Pawłodarze (Kazachstan). 2012-13 w Domu rekolekcyjnym w Gdyni i w portalu Deon w Krakowie. 2013-14 w Moskwie – odpowiada za sprawy finansowe, prawne, organizacyjne i budowlane Instytutu Teologicznego św. Tomasza. Od 2014 pracuje w Radiu Watykańskim w Rzymie. Od IV 2016 pracuje w TVP przy przygotowaniu transmisji z ŚDM. Współpracował z różnymi stacjami telewizyjnymi i redakcjami jako reżyser i dziennikarz. Pisze artykuły między innymi do „Poznaj Świat”, „Góry”, „Gość niedzielny”, Alateia i „Opoka”. 2017-2023 ekonom Apostolskiej Administratury w Kirgistanie, dyrektor kurii, ekonom jezuitów w Kirgistanie, ekonom Fundacji "Meerim Nuru" i Centrum Dziecięcego nad j. Issyk-kul, budowniczy katedry. Obecnie pracuje w Kolegium jezuitów w Gdyni i pomaga Ignacjańskim Centrum Formacji Duchowej.  Przewodnik wysokogórski: organizował wyprawy w Ałtaj, Sajany, Tuwę, Chakasję, na Bajkał, Zabajkale, Jakucję, Kamczatkę, Ałaj, Pamir i Tienszan, Półwysep Kolski. www.tienszan.jezuici.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo